Powtórzenia do znudzenia
Odciskam plecy. Słyszę wielokrotne trzaski. Urywki rozmów przeplatają się z moimi myślami. - Jak jesteś taka zła, to co on robi z Tobą? Ja bym się wyprowadził od tak niedobrej kobiety. Wyciągam ręce i planuję. Bo życie to plany. Obserwacja to życie, a może nie? Prostuję nogi, żeby odpocząć. Przerwać to napięcie. Odzywam się w końcu: - Podoba mi się to wszystko. Gdybym jeszcze tylko lepiej sobie radziła. Stałabym się człowiekiem, jakim zawsze chciałam być. Jakim każdy, taki jak ja, chce być. Czyli właściwie, jakim tylko ja chcę być. Czy w takim razie przyda się komuś taki człowiek? Pewnie wydaje mi się, że znam zastosowanie, podczas gdy to kolejny wynalazek pokroju butów z parasolkami. Stoję na światłach i otwieram parasol. Nie mam takich butów, więc czuję strużkę wody zwilżającą mój duży palec u stopy. Moknę sobie, ale przecież jestem szczęśliwa. Zanurzam się, żeby przypomnieć sobie, w czym pływam. Wydaje mi się, że to jakieś lepiące świństwo. Chyba że to ja się tak tego ży...