Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2013

Lista życzeń

Co muszę zrobić w przyszłym roku? przyswoić cały kodeks drogowy i umieć z niego korzystać w praktyce, przeczytać więcej książek, niż udało mi się w tym roku, kontynuować wszystko to, co zaczęłam, zmienić się (najlepiej na lepsze), przestać myśleć o nowej fryzurze - albo ją zmienić, albo zostawić obecną w spokoju taką, jaka jest, dobrze się bawić, ogarnąć, mieć więcej motywacji, spełnić przynajmniej jedno małe marzenie, wprowadzić w życie przynajmniej jeden prosty plan, sprawić, żeby czyjeś życie było lepsze. Co powinnam zrobić w przyszłym roku? upiec coś nowego, nauczyć się gotować, zmontować przewspaniały filmik z naszych przewspaniałych nagrań, sprawić, żeby moja lista książek do przeczytania się skurczyła (tak, to niemożliwe, bo książek wciąż przybywa, ciągle dowiaduję się o nowych, które mogą mnie zainteresować, no a czasu nie ma więcej, wręcz przeciwnie), słuchać dobrej muzyki, przyzwyczaić się do gruszek, dobre wrażenie (i lepiej, żeby rzeczywistość okazywał...

Zabierz mnie na Księżyc

Zaczynam się stresować. Co jeśli okaże się, że nie umiem? Chciałabym wiedzieć, że wszystko, co zrobię, na pewno zadziała. To niemożliwe, przecież zdaję sobie z tego sprawę. Cieszę się z przerwy świątecznej. Cieszę się z przerwy w ogóle. Zaczynałam tracić swoje motywacje. Co tym razem sprawi, że będę nieszczęśliwa? Nic. Będę szczęśliwa cały czas. Utrzymam ten stan. Podzielę się nim z innymi. Już zaczęłam. Pełna kontrola nad swoim życiem, bo zaczyna mi uciekać przez palce. Cała rzecz polega na tym, aby zapanować nad moimi "chcę" i "nie chcę". Najlepiej, żeby zachowała się równowaga. Taka polityka balansu. Znaleźć wielokrotnie wymieniany złoty środek. Szukam, szukam, szukam i jestem coraz bliżej odnalezienia skarbu. Przekopałam youtube'a, przesłuchałam większość moich przyjaciół, dzięki czemu powoli w mojej głowie formułuje się ostateczna lista. Mam wydrukowane już parę arkuszy nut. Pozostaje tylko zastanowić się, czy upokorzyć siebie występując całkiem samodzi...

Krok po kroczku

Doliczyliśmy się dwunastu wigilijnych potraw. Cały dzień spędziliśmy w spokojnej atmosferze. Wszystko poszło tak sprawnie, że udało nam się zaczekać do pierwszej gwiazdki, zanim zaczęliśmy kolację. Jest to o tyle nietypowe, że zwykle było jeszcze tysiące spraw do zrobienia o tej porze. Czytałam drugi raz. Dostałam wspaniałe prezenty, wysłuchałam pięknych życzeń. Uszka mogły być bardziej pieprzne. Okazało się, że chyba umiem piec, ponieważ udało mi się zrobić całe trzydzieści sześć babeczek, z czego siedem zostało zjedzone już przed Wigilią. Przed pójściem spać zajęłam się destrukcją mojego misternego arcydzieła na głowie. Łącznie piętnaście wsuwek i dwie gumki do włosów. Usłyszałam też całkiem niezłą pochwałę: "Dziękuję, naprawdę dużo mi pomogłaś. Zrobiłaś więcej, niż tata robił". Zaczęłam robić porządek ze zdjęciami na komputerze, dzięki czemu został odciążony o całe 2100 MB. Zajmuję się totalnym odpoczynkiem i wróciłam do oglądania "Przyjaciół". Rozumiem już...

Kartoflany mózg

Choinka przystrojona. Tym razem całkowicie zmieniona koncepcja, ponieważ, poza zmianą muzyki ze świątecznej płyty Kasi Kowalskiej będącej dodatkiem do "Samotna w wielkim mieście" na album Michaela Buble'a, zmodyfikowana została również kolorystyka ozdób. W jadalni stanęła żywa choinka przystrojona złotymi bombkami i łańcuchami. Czeka nas dużo sprzątania. Usłyszałam dużo pięknych życzeń. Podoba mi się świąteczna atmosfera. Nie czuję żadnej presji. Myślę nad kolejną piosenką. W głowie nucę sobie "Have yourself a merry little Christmas". Czerpię satysfakcję z tego, co robię. Wreszcie czuję, że to ma sens. Jestem w rozkwicie. Potrzebuję ludzi, z którymi spędzam tyle czasu. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Bez oglądania lodowiska, wspólnego śpiewania (zwłaszcza "A heart full of love"), szukania prezentów, nagrywania świątecznych (i nie tylko) filmików, długich rozmów, zapisywania cytatów na kalendarzu, zdjęć, spacerów, wypadów do cukierni, zwierzeń i...

Tym razem słowo-klucz nie jest kluczowe

  "Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy nie zaczęło się. Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się. Skończyło się, bo nie zaczęło się. Cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy" E. Stachura , "Oto" Ostatnio doświadczyłam w życiu wzorcowej sceny na miarę hollywoodzkiej komedii romantycznej. Idąc razem z przyjaciółkami, przeszłam obok przystojnego chłopaka rozdającego ulotki, ale nie zwróciłam na niego większej uwagi. Skierowałyśmy się w stronę lodowiska, na którym zobaczyłyśmy jeżdżące znajome. Nagle podszedł do nas śmieszny pan z harmonijką i objął ramieniem jedną z przyjaciółek, bo druga zdążyła w tym czasie odsunąć się na bezpieczną odległość. Zaśmiałyśmy się, ale ostrożnie odeszłyśmy parę kroków, żeby wrócić, kiedy już go tam nie będzie. Nie minęło dużo czasu. Po chwili obserwacji ludzi na lodowisku uznałam, że mogłabym już stąd iść, więc, patrząc na dziewczyny, oddaliłam się. Znowu przeszłam koło tego chłopaka, któr...