Posty

Wyświetlanie postów z 2016

Miłe złego początki

- Weź ze sobą buty do chodzenia. Siedziałam na schodach, czekając. Z Beckettem w głowie wszystko szło nieoczekiwanie szybciej. Powinnam znać umiar. Zachowywać się lepiej. Może nie do końca tak, jak wszyscy oczekują, ale trzymać się pewnych granic. Wyjeżdżam za granicę. Muszę przyznać, że to uroczy przypadek. Człowiek czasem chce zostać na miejscu, nie ruszać się, nie doświadczać kolejnych zmian, a jednak jakaś siła ciągnie go na zewnątrz. Wypycha na świat, żeby mógł boleśnie zachłysnąć się pierwszym oddechem. I tak wzrasta, wydaje mu się, w cierpieniu. W cierpieniu przyjemnym, przeszywającym, którym nasiąkają wszystkie tkanki. Wyciąga wnioski. Najczęściej takie, że nie ma żadnych wniosków. To też pocieszająca wiadomość. - A coś do jedzenia masz? - Tak, spakowane. Coś jeszcze? Sięgam do szuflady po notatki. Trzymam się papierowych, bo przez to, że chodzę z głową w chmurach, wiem, że nie warto przechowywać tam cokolwiek ważnego. Otwieram na stronie z niedbale przerysowaną mapą. ...

Powtórzenia do znudzenia

Odciskam plecy. Słyszę wielokrotne trzaski. Urywki rozmów przeplatają się z moimi myślami. - Jak jesteś taka zła, to co on robi z Tobą? Ja bym się wyprowadził od tak niedobrej kobiety. Wyciągam ręce i planuję. Bo życie to plany. Obserwacja to życie, a może nie? Prostuję nogi, żeby odpocząć. Przerwać to napięcie. Odzywam się w końcu: - Podoba mi się to wszystko. Gdybym jeszcze tylko lepiej sobie radziła. Stałabym się człowiekiem, jakim zawsze chciałam być. Jakim każdy, taki jak ja, chce być. Czyli właściwie, jakim tylko ja chcę być. Czy w takim razie przyda się komuś taki człowiek? Pewnie wydaje mi się, że znam zastosowanie, podczas gdy to kolejny wynalazek pokroju butów z parasolkami. Stoję na światłach i otwieram parasol. Nie mam takich butów, więc czuję strużkę wody zwilżającą mój duży palec u stopy. Moknę sobie, ale przecież jestem szczęśliwa. Zanurzam się, żeby przypomnieć sobie, w czym pływam. Wydaje mi się, że to jakieś lepiące świństwo. Chyba że to ja się tak tego ży...

Opanowanie

Czy mi się wydaje, czy się poddałam? Teraz? Kiedy potrzebuję najwięcej siły woli do tego, żeby być tym, kim chcę. Przynajmniej próbowałam. Uchyliłam okno, żeby wpuścić do tego zatęchłego pomieszczenia choć odrobinę względnej świeżości. Ściągnęłam zakurzone zasłony i odpięłam zszarzałe firany. Okna z zewnątrz pokryte były brudnożółtym pyłem. Czeka mnie dużo sprzątania, ale to sprawa warta zachodu. Już wyobrażam sobie wspaniałe zakończenie. Nie wierzę ponurym prognozom, jakoby eksperymenty metafizyczne miały obrócić się przeciw człowiekowi. Powodzenie uzależniam od wyboru badanego tematu. Odkryłam w sobie niezawodną intuicję, która podpowiada mi, jakie działania zakończą się sukcesem. Brakuje mi jedynie umiejętności rozpoznawania, które z nich będzie najmniej społecznie szkodliwe. Ufam ludziom na tyle, że nie chciałabym sprawiać im zawodu. To nieuczciwe wiedzieć, że przynosi się kłopoty, nie przygotowując innych na ich nadejście. Przemawia do mnie idea zupełnej szczerości. Imponuje m...

Homo viator

Obraz
Ludzie, którzy piszą historię, zbyt dużo uwagi poświęcają tzw. głośnym momentom, a za mało badają okres ciszy. Jest to brak intuicji tak niezawodnej u każdej matki, kiedy usłyszy, że w pokoju jej dziecka raptem zrobiło się cicho. Matka wie, że ta cisza oznacza coś niedobrego. Że jest to cisza, za którą coś się kryje. Biegnie interweniować, ponieważ czuje, że zło wisi w powietrzu. Tę samą funkcję spełnia cisza w historii i w polityce. Cisza jest sygnałem nieszczęścia i często - przestępstwa. Jest takim samym narzędziem politycznym jak szczęk oręża czy przemówienia na wiecu. Cisza jest potrzebna tyranom i okupantom, którzy dbają, aby ich dziełu towarzyszyło milczenie. Ryszard Kapuściński, Wojna futbolowa Wyrwałam się z zamyślenia, idąc powoli zatłoczoną ulicą, dopiero wtedy, kiedy usłyszałam starszego mężczyznę gwiżdżącego Trepak z "Dziadka do orzechów" Czajkowskiego. Nieświadomie dorównałam mu kroku. Jako dwoje nieznajomych byliśmy obok siebie przedzieleni innym...

Głód

Siedziałam zapatrzona w metalową konstrukcję, nie reagując na trawę kłującą moje łydki. Oparłam ręce z tyłu, czując jak drobne kamienie wpijają się w skórę. Żelazne barierki zakręcały symetrycznie. Pod nimi przeciskał się rudy kot. Podniósł ogon, po czym skoczył w dół między krzewy forsycji. Jego oczy przez moment zalśniły jak drogocenne klejnoty, zwęziły się i zniknęły między gałęziami. Usiłowałam jeszcze wypatrzeć jego sylwetkę, żeby wytropić go jak rasowy łowca. Śledzić i dotrzeć wszędzie tam, dokąd mnie zaprowadzi. Po serii upałów nadchodzi deszcz. Czy potrafimy się dostosować? Chciałabym zaczerpnąć świeżości, wessać ją całą swoją powierzchnią. Nasiąknąć uczuciem jak gąbka. Wydaje mi się, że przestałam myśleć. Wszystko odsuwa się, pozostawiając mnie w środku. Wokół nie ma żadnych ścian. Jest wielka przestrzeń. Brak punktów odniesienia. Im więcej ponagleń, tym bardziej się buntuję. To skutek uboczny bycia asertywnym człowiekiem. Byle tylko pozostać w zgodzie ze sobą i być wolnym c...

Świat tłuczonym szkłem stoi

Zacisnęłam dłoń na klamce, mając poczucie, że teraz decyduję o tym, co będzie dalej. Cofnęłam się pół kroku do tyłu, jakby szykując do ucieczki, na wypadek, gdybym ujrzała coś, co mnie zaskoczy. Czuję się nieustannie zagrożona. Niemniej jednak jestem zobligowana do postępu. Niepokojące jest to, że nigdy nie można odpocząć. Chciałabym zatrzymać się i zebrać siły. Zastanowić się, czy na pewno idę dobrą ścieżką i czy nie przegapiłam ważnego zakrętu albo nawet zakazu. Może jest mi ciężko, dlatego że wciąż usiłuję iść pod prąd? Czy nie łatwiej byłoby zrezygnować, zawrócić, poddać się i iść za tłumem? Iść za odgórnym, ale nie najwyższym, nakazem. Iść szybciej, z mniejszym wysiłkiem. Iść po prostu. Usłyszałam trzask chybotliwego zamka. Kawałki rdzy posypały się na moje buty. Uchyliłam lekko drzwi, wciąż obawiając się widoku, który zastanę wewnątrz. Boję się patrzeć. Przeczuwam, co zobaczę i właśnie to przeraża mnie najbardziej. W gruncie rzeczy spodziewam się wszystkiego, co mnie czeka. Ni...

Drewno

- Jeżeli robisz to z litości, lepiej już skończ. Nie możesz podejmować takich decyzji. Jeśli rzeczywiście nie czujesz się odpowiedzialna za to, co robisz, nie powinnaś robić nic. Tak, lepiej nie zaszkodzić. Tym bardziej, że inni, powstrzymując się od reakcji, wcale nie zwalniają ci drogi, a sygnalizują wkraczanie na niebezpieczne tereny. - Sądzisz, że lepiej ze strachu powstrzymywać się od jakiegokolwiek działania? Czemu to ma służyć? Zastojowi? Nie zgadzam się z tobą. To ty powinieneś umieć dostosowywać się do warunków, patrzeć na najkorzystniejsze wybory i właśnie takie podejmować. - Mówisz o korzyściach, ale nie zdajesz sobie sprawy, w jakich kategoriach je rozpatrujesz. - Bo ty znasz rozwiązania wszystkich problemów i wyjścia z każdej sytuacji. Zrozum wreszcie, że nie istnieje nic takiego jak uniwersalne rady etyczne. Moralność to karma dla tych, którzy tłumaczą innym swoje lęki. Czego naprawdę się boimy? - Czego boją się tacy jak ty, uciekając się do relatywizmu i usprawiedliw...

O nielotach

Już nie czuli się jak dopiero co zakochani, wbrew przypuszczeniom kapitana i Zenaidy, ani tym bardziej jak późni kochankowie. Było tak, jakby przeskoczyli uciążliwą mękę małżeństwa, docierając od razu do sedna miłości. Przemijali w milczeniu, niczym dwoje starych małżonków doświadczonych przez życie, poza zasięgiem pułapek namiętności, poza zasięgiem brutalnego szyderstwa, marzeń i pełnych ułudy rozczarowań: poza zasięgiem miłości. Bo zdążyli razem już tyle przeżyć, żeby pojąć, że miłość jest miłością o każdej porze i w każdym miejscu, ale im bliżej śmierci, tym bardziej jest intensywna. Gabriel Garcia Marquez, Miłość w czasach zarazy Nad polem unosiła się gęsta mgła. Zatopione w tej mlecznej mazi drzewa wyciągały swoje wierzchołki ponad powierzchnię niczym maszty statków wyłaniające się zza horyzontu. Gdybym mogła, spędziłabym resztę życia na wysokości, wypatrując najwyższego, aby to na nim osiąść i założyć swoje gniazdo. Skoro jednak zeszliśmy już z drzew, wypadałoby j...

W kawałkach

Nie mogę uwierzyć, ile czasu minęło od ostatniego razu, kiedy mogłam pozwolić sobie na beztroskie zastanawianie się, czego jeszcze brakuje mi w życiu. Wszelkie nieuzupełnione miejsca krzyczą od razu swoimi lukami, żeby zmienić ten stan rzeczy; aby w końcu wypełnić pustki. Dotkniętemu taką przypadłością zdaje się, że owe wołanie psychicznych wnętrzności trwa od zawsze, podczas gdy zaczęło się dosłownie chwilę temu. Niemniej jednak ogłusza obezwładniającą skalą protestów i nagabywań, które potrafią złamać nawet najsilniejsze umysły. Można się tak męczyć przez wieczność, lub też, jak to zazwyczaj bywa, do chwili, gdy wiercące się jednostki wyczerpią swoje pokłady energii. Przyznam się, że nie miałam jeszcze styczności z przypadkiem, który zmagałby się ze zbyt silnym atakiem ze strony własnej osoby. Większość odkrywa wreszcie sposób na stłumienie przeciwnych głosów, a niektórym wystarczy odrobina pomocy i wychodzą z tego bez szwanku. Kto znajduje się w gronie ocalałych, ten może zaczyna ...