O trudzie i łatwościach, a raczej o szczęściu, marzeniach i wysiłku, który trzeba włożyć, aby je wywołać
Ta "dorosłość" jest trudna. Znowu kolejna decyzja do podjęcia. Jakby tego nie było dość, jeszcze trzeba słuchać tego, co mówią inni. Nie tak, że zwykle nie słuchałam, wręcz przeciwnie, ale świadomość, iż teraz jest to mój obowiązek, jest dość przytłaczająca. Czy zrobiłam wszystko dobrze? Pewnie, że nie. Czy dałam z siebie wszystko? Chciałabym. Czy dałam z siebie wszystko, na co było mnie stać? Oczywiście, że tak. Mogłam tylko bardziej przyłożyć się do dodatkowych rzeczy i przeczytać więcej książek, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Miejsce w "ważniejszych" bezkonkurencyjnie wygrywa odpoczynek. W tym roku zszedł na dalszy plan, ale, tak jak w zeszłym, starałam się zbilansować swój czas. Teraz było ciężko. Gorzej niż ostatnio. Weekendy pozajmowane, mnóstwo nerwów, mało czasu dla siebie, dużo mniej muzyki. Przynajmniej potrafiłam odważyć się na występ i chyba nie zawaliłam przez to niczego szczególnego. Moje marzenia się spełniają. Powoli, ale jestem coraz bliżej ich...