Przechylony horyzont
Ostatnio dużo mniej myślę. Wszystko wtedy jest prostsze, ale dużo bardziej nużące. Nie mogę wysiedzieć na miejscu, mam problemy z koncentracją. Chcę wyjść, uciec, nigdy więcej się nie pokazywać. Trzasnąć drzwiami. I nie wracać, żeby przeprosić za nadmierny hałas czy uszkodzenie mechanizmu. Trzasnąć. Definitywnie. Kupię rękawice bokserskie. Nauczę się bić, a wtedy będę mogła z dumą mówić, że nie biję nie dlatego, że nie potrafię, ale dlatego, że potrafię nie bić. Czy to już granica przenośni? Kiedy powinnam być zrozumiała, a kiedy mogę pozwolić sobie na bycie t a k ą? "Usypia horyzont w kąciku twych ust i powracają chmury i słońce łagodniejsze półwyspy prosić o miękkie nory twoich oczu na legowisko (...)" E. Stachura, Pejzaż Chcę zasnąć. Obudzi mnie ten jeden, wyjątkowy pocałunek. Sama zamknę się w wieży. Będę czarownicą i księżniczką w jednym. Czego we mnie więcej? Nie będzie śpiewania o miłości. To początek. Patrzę na swoje kościste palce i w...