Prawie dzień
Kalkulator to najlepszy zakup w całym moim życiu. Przebija nawet ulubione sukienki. Całe 7,90 zł niekończącej się radości. Trochę więcej niż kiedyś wspominane przeze mnie donuty z czekoladową polewą z orzechami, bo cena tamtych zawierała się w przedziale 1,50-1,90 zł, ale z tą różnicą, że nimi nacieszyć się mogłam zaledwie od paru minut do kilkunastu godzin, podczas gdy kalkulator służył mi będzie do czasu, aż będę chciała wymienić baterię i zgubię śrubkę, jak stało się w przypadku poprzedniego, czyli nieporównywalnie dłużej. Ponadto jest on dla mnie symbolem kontroli i opanowania. Tego wszystkiego, co utraciłam, ale wraz z kolejnymi cyframi wstukiwanymi w klawiaturę odzyskuję. Cierpliwość – tyle mi zostało. Pierwsze podejście zaliczone, więc mogę przystąpić teraz do martwienia się bardziej przyziemnymi, wręcz nieistotnymi sprawami. Z nich nikt poza mną nie będzie mnie sprawdzał. Wszystko staje się takie… przytłaczające. Jakby ściany norm społecznych kurczyły się i zg...