Studium cierpliwości I
Siedząc na krześle, przycisnęłam stopy do krawędzi stołu. W ten sposób odchyliłam się nieznacznie. Chwyciłam blat palcami. - Jak mówisz mi takie rzeczy, to z jednej strony wewnętrznie się buntuję i jest mi przykro, bo wiem, że taka nie jestem... - Źle o sobie myślisz. - ...ale z drugiej strony jest to niezwykle motywujące, bo chcę stać się taka, jak twoje wyobrażenie mnie. - Wiesz, że nie musisz nic zmieniać. - Muszę czy nie muszę - i tak w końcu zmienię. Świat nie może się zatrzymać, choćbyś bardzo sobie tego życzył. Albo nawet my oboje. - Świat nie musi - wystarczy, że my staniemy. Opuściłam stopy na ziemię. Wstałam i przesunęłam bliżej granatowy fotel z drewnianymi nogami. Wróciłam na swoje krzesło. - Nie lubię stać. Wolę, żebyś też usiadł. Spojrzał zrezygnowany. Już od dłuższego czasu nie widziałam tego wzroku. Kryło się za nim rozczarowanie i znużenie moją pasywną postawą. Gdybyśmy mieli stanąć, musiałabym działać. Teraz po prostu poddaję się wszystkiemu, co mnie doty...