Agrest
Tak często zdarzało mi się być przygotowaną na pewną rzecz, a kiedy już przychodziła, wszystko się rozpadało. Cały spokój nagle znikał, a przedsięwzięte środki ostrożności nagle zawodziły. W takich momentach moim najmocniejszym odczuciem jest zdziwienie. Nie mogę pojąć, czemu to nie wydarzyło się wcześniej. Wtedy byłoby bardziej z r o z u m i a ł e. Wtedy nie byłoby problemów z tłumaczeniem, że tak po prostu musiało być. Przecież zawsze wiem, że bywają rzeczy nieuniknione, ale nie zawsze rozumiem, w jaki sposób się dzieją. W tym sęk, Karolu, że nie możesz wyrąbać całego lasu, a potem oczekiwać cienia od rozłożystej gruszy, pod którą będziesz chciał spędzić upalne południe. Pogrążmy się w naszej parnej gnuśności. Zastanówmy się, dlaczego zareagowałam w ten sposób? Co wpłynęło na mnie, że się zgodziłam? Nie potrafię nie myśleć o tych porażkach. To nie są zwykłe błędy. Żaden błąd nie jest zwykły, żadnego nie powinno być, żaden nie powinien się nigdy przyplątać z idiotycznymi myślami, które razem sprawiają wrażenie dopełniających się. Moje własne idee oszukują mnie. Bawią się wszelkimi uczuciami, wiedząc, w którym momencie zaatakować. W ten sposób gubię się w swojej własnej sieci połączeń. Wykonując kolejne nierozważne kroki, zlepiam się z nieodpowiednimi cząstkami i zaplątuję, uniemożliwiając sobie drogę odwrotu. Dużo myślałam o tym, co się między nami wydarzyło. Nie powinnam była wycofywać się. Zachowałam się tak, jakbym tylko ja jedna cierpiała.
- Nie oskarżam cię.
- Wiem, to nie byłoby na miejscu.
- Znowu przechodzisz do tego tonu.
- Przepraszam, muszę przestać.
- Wiesz, że nie miałem innego wyjścia.
- Pewnie nie.
- Musisz zrozumieć, że też byś tak postąpiła.
- Nie sądzę. Nie zrozumiem, bo nie jestem taka.
- Bywasz gorsza.
- Rzeczywiście.
- Nie powinnaś być już zła. Wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Uważasz, że jest w porządku?
- Tak. Sądzę, że jesteśmy kwita.
- Zabiłeś moją matkę, ja zabiłam twoją matkę. I co? Rachunek wyrównany?
-Tak, oko za oko, ząb za ząb.
- Nie, bo oboje jesteśmy bez matki. To nigdy nie będzie równość.
- Źle na to patrzysz. Jak zwykle przesadzasz.
- Słyszałeś o teorii rozbitych okien?
- O czym ty znowu myślisz?
- Nieważne.
Tak ciężko jest wrócić do sedna sprawy. Coraz trudniej dokopać się do fundamentów. Nieumiejętnie wyrwany chwast pozostawia resztki korzenia, a nawet łodyg. Wtedy nie można spodziewać się niczego dobrego. Najchętniej wpadłabym w panikę, ale nie jestem w stanie sobie na to pozwolić. Trzeba mieć przed sobą cel i nie spuszczać z niego oczu. Jak zbadać przyczyny, kiedy nie posiadamy materiału dowodowego? Na czym opiera się to złudne przekonanie, że to my mieliśmy rację? Im dalej od źródła, tym bardziej zakrzywione tory naszych wymysłów. Chciałabym wiedzieć. Zwyczajnie wiedzieć, co poszło nie tak. Nie muszę niczego odwracać. Wiem, że tego nie potrzebowałam, nie potrzebuję i nigdy nie będę potrzebować. To byłaby najgłupsza rzecz, jaką z taką mocą mogłabym zrobić. Jedyne co może przywrócić mi równowagę, to przyczyna. Tylko tyle. Potrzebuję znaleźć ten mały kamyczek, na którym potknęłam się wcześniej. Znaleźć go w tym gąszczu rozrastających się krzewów. Odróżnić go od innych gałązek czy szyszek. Niepotrzebnie wchodziłam do lasu.
- Nie oskarżam cię.
- Wiem, to nie byłoby na miejscu.
- Znowu przechodzisz do tego tonu.
- Przepraszam, muszę przestać.
- Wiesz, że nie miałem innego wyjścia.
- Pewnie nie.
- Musisz zrozumieć, że też byś tak postąpiła.
- Nie sądzę. Nie zrozumiem, bo nie jestem taka.
- Bywasz gorsza.
- Rzeczywiście.
- Nie powinnaś być już zła. Wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Uważasz, że jest w porządku?
- Tak. Sądzę, że jesteśmy kwita.
- Zabiłeś moją matkę, ja zabiłam twoją matkę. I co? Rachunek wyrównany?
-Tak, oko za oko, ząb za ząb.
- Nie, bo oboje jesteśmy bez matki. To nigdy nie będzie równość.
- Źle na to patrzysz. Jak zwykle przesadzasz.
- Słyszałeś o teorii rozbitych okien?
- O czym ty znowu myślisz?
- Nieważne.
Tak ciężko jest wrócić do sedna sprawy. Coraz trudniej dokopać się do fundamentów. Nieumiejętnie wyrwany chwast pozostawia resztki korzenia, a nawet łodyg. Wtedy nie można spodziewać się niczego dobrego. Najchętniej wpadłabym w panikę, ale nie jestem w stanie sobie na to pozwolić. Trzeba mieć przed sobą cel i nie spuszczać z niego oczu. Jak zbadać przyczyny, kiedy nie posiadamy materiału dowodowego? Na czym opiera się to złudne przekonanie, że to my mieliśmy rację? Im dalej od źródła, tym bardziej zakrzywione tory naszych wymysłów. Chciałabym wiedzieć. Zwyczajnie wiedzieć, co poszło nie tak. Nie muszę niczego odwracać. Wiem, że tego nie potrzebowałam, nie potrzebuję i nigdy nie będę potrzebować. To byłaby najgłupsza rzecz, jaką z taką mocą mogłabym zrobić. Jedyne co może przywrócić mi równowagę, to przyczyna. Tylko tyle. Potrzebuję znaleźć ten mały kamyczek, na którym potknęłam się wcześniej. Znaleźć go w tym gąszczu rozrastających się krzewów. Odróżnić go od innych gałązek czy szyszek. Niepotrzebnie wchodziłam do lasu.
Komentarze