Studium cierpliwości II

- Opowiedz mi coś. Tak bardzo lubię cię słuchać, kiedy mówisz.
- Dobrze. To będzie krótka historia o nieporozumieniu. Pewnego razu zdecydowałam się poddać się profesjonalnym testom psychologicznym. Tak przynajmniej myślałam, do momentu aż zobaczyłam pierwsze pytanie. Nie zrezygnowałam jednak, wierząc, że może kolejne będą bardziej odpowiednie do mojego poziomu intelektualnego. Zawiodłam się - wszystkie miały oczywiste odpowiedzi. Postanowiłam trochę poeksperymentować, sądząc, że każda z nich coś znaczy i mogę się czegoś zabawnego dowiedzieć o sobie, a raczej o osobie, za którą podaję się, wypełniając ten test. W paru miejscach wybrałam najbardziej absurdalne opcje, uśmiechając się w duchu na myśl, o roli, jaka w rezultacie zostanie mi przypisana. Zawiodłam się, kiedy okazało się, że rzeczywiście tylko jedna odpowiedź na teście była prawidłowa, a każda błędna nie niesie za sobą żadnej informacji innej niż ta, że jest po prostu błędna. Przez to mój wynik nie był ani trochę interesujący, tylko został określony jako gorszy i w granicach średniej.

Popatrzyłem na nią pytającym wzrokiem, oczekując śmiechu, zmiany tematu lub jakiejkolwiek kontynuuacji. Wróciła bez słowa do swojego wcześniejszego zajęcia.
- Naprawdę? To tyle? To nie jest śmieszny żart.
- Miałam opowiedzieć "coś", nie wspominałeś, że powinno być zabawne.
- Jesteś okrutna. Nie potrafię już z tobą rozmawiać. Nie liczysz się z nikim.
- A potrzebuję tego? Doskonale radzę sobie sama.
- Nie jesteś sobą.
- I co z tego? Jeśli ci się to nie podoba, nie trzymam cię tutaj.
- Skoro tego chcesz, nie będę więcej zakłócał ci spokoju.

Wyszedłem, gasząc światło w przedpokoju. Zawsze zostawiała je włączone. Nie z potrzeby, po prostu ograniczała się tylko do czynności, które są naprawdę konieczne. Po wejściu do mieszkania potrzebowała widzieć wnętrze i szafkę na buty, więc zaświecała lampę. Potem nie miało to już dla niej znaczenia, więc, idąc dalej, nie zważała w ogóle na to, co zostawiła za sobą. Czasami miałem wrażenie, że wynika to z problemów z pamięcią krótkotrwałą. Zdawało mi się, jakby co chwilę jej świadomość budziła się na nowo, a jednak, gdy tworzyła, godzinami nie dało się oderwać jej od pracy. Jej dzieła były ciągłe. Nie było widać w nich żadnego śladu przerwy czy zmienionych koncepcji. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że lekceważy wszystko z pełną świadomością i z własnej woli. Straciłem cierpliwość. Wyszedłem i nie chcę już wracać.


Wróciłem. Wciąż miałem klucze po tym, jak pomagałem raz przy przeprowadzce. Siedziała przy stole, jak wtedy, kiedy ją zostawiłem. Nie podniosła nawet wzroku znad książki. Chciałem coś powiedzieć, ale ostatecznie poszedłem do kuchni i nastawiłem czajnik. Wyciągnąłem z kredensu dwie filiżanki i wsypałem do nich herbatę. Usiadłem przy niej, zerkając na książkę, którą czytała. Dopiero wtedy odwróciła się do mnie. Spojrzała na mnie swoimi wąskimi oczami i przytuliła. Woda gotowała się, ale nie mogłem teraz wstać. Zobaczyłem, jak kąciki jej ust delikatnie drgają. Wreszcie zastygły tak, że prawie mógłbym nazwać ich układ uśmiechem.

- Jestem tu.
- Chciałam, żebyś wrócił. Dziękuję.

Komentarze