Survival of the dumbest
Czasami zadziwia mnie, do czego ludzie są zdolni.
"Gdyby facet miał telefon, tak jak poprzedni geniusz, nie musiałby udawać ptaka."
Myślę, że cytat z programu mówi sam za siebie :) Jakby tego nie było dość, znam też inne historyjki z opowieści nauczyciela. Może po prostu nie doceniam tych ludzi.
Śniło mi się, że dostałam płytę Maleńczuka, a niedługo potem spotkałam samego artystę. Ciekawe, co to oznacza? Być może po lekturze "Wstępu do psychoanalizy" uda mi się zrozumieć sny, choć sam Freud podkreślał na wstępie, iż jego wykłady nie służą całkowitemu zrozumieniu mechanizmów leczenia neurotycznie chorych, a jedynie wprowadzeniu w temat. Ciekawe, że autor tak kontrowersyjnych, jak na tamten czas, teorii, wypowiada się w ten sposób o swoim dziele.
Zaraz pojadę z bratem na pizzę. Ach, nie ma to jak odmiana po Wigilijnych potrawach, choć uszka to mogłabym jeść jeszcze długo. Żałuję, że nie jadłam w te święta krokietów babci. Są przepyszne! Powinnam popracować nad koncentracją na jednym temacie postu, ale jakoś nie potrafię się skupić, ponieważ dookoła jest tak wiele ciekawych rzeczy! Na przykład myślę o filmie, który wczoraj oglądałam. Była to "Emma" na podstawie książki Jane Austen. Nie podobała mi się. Jeśli kobiety w tamtych czasach były właśnie takie jak główna bohaterka, to niezmiernie się cieszę, że nie żyję w tamtych czasach. Owszem, byłoby to ciekawe doświadczenie, ale nie podoba mi się definicja moralności tamtych ludzi. Wyznaczanie partnera do małżeństwa swoim przyjaciółkom? Dwulicowość? Chociaż teraz też tak jest, to przynajmniej istnieje możliwość wyboru. Może po prostu przesadzam? W końcu nie mam pełnego oglądu na dane sprawy. Wracając do "Emmy", muszę stwierdzić, że już raczej do niej nie wrócę. Wolę bardziej współczesne filmy o miłości lub uniwersalne, a nie osadzone w danym czasie (XVIII lub XIXw.) i zamkniętej społeczności. Weźmy pod uwagę inny film, na przykład "Słodki listopad". Choć samo postępowanie bohaterów mi się nie podoba, to jednak całość wypada całkiem dobrze. Połączenie utworów grupy muzycznej Enya oraz wspaniałych ujęć dało niesamowity efekt. Tak się rozwodzę nad tym filmem, jakby był najlepszym, jakie widziałam. Nie jest. Najlepsze były "Wróg u bram", "Upadek"i... (nie do zgadnięcia)"Zakochana złośnica", o której pisałam już nieskończoną przeliczalną ilość razy :) Może ten ostatni nie jest wybitnym dziełem filmografii, ale szybko poprawia mi nastrój. Zwłaszcza scena, w której Heath Ledger zaczyna śpiewać dla Katariny i moment po niej.
Już muszę się zbierać. Przydałoby się chociaż przebrać, skoro wychodzę do ludzi. Ileż można siedzieć w zwykłych dżinsach i męskiej (choć należy do mnie :))koszuli w paski?
Czekam na "smacznego".
SweetPear
Komentarze