Gram najlepszą rolę obserwatora w życiu

Kocham odkrywać nowe rzeczy. Uwielbiam mieć świadomość nieznanego, ciągłych możliwości przede mną i okazji. Podoba mi się umiejętność poznawania. Węszę, niczym owczarek niemiecki na służbie przeszukujący pasażerów wysiadających z promu, a czasem nawet bardziej. Poszukuję nowych doznań, lecz nie takich, jakimi "wykryte" osoby z pewnością się raczą. Czuję niezaspokojony niedosyt. Brakuje mi... wszystkiego. Na każdym kroku uświadamiam sobie, ile rzeczy tracę, ale także dostrzegam, że jeszcze więcej jest przede mną. Ciężko znaleźć równowagę w takim świecie. Ach, co to za świat! Nie zamieniłabym go na żaden inny. No dobrze, zamieniłabym, ale, jak już kiedyś pisałam, wreszcie oswoiłam się z samą sobą, dlatego łatwiej mi jest umieścić się w mojej egzystencji. Nie jestem w centrum świata i wcale nie chcę się tam stawiać. Wiem, że moje miejsce jest właśnie tu i właśnie teraz, więc całkowicie bezcelowa jest imaginacja i iluzje dotyczące wizji lepszego życia w przeszłości, bądź przyszłości. Z tą przeszłością i przyszłością jest ten problem, że wszystkie mówią o chodzeniu. Dlatego człowiek tak się tym męczy. Jakby tak chodzić tyle, ile idzie czas, to przecież już dawno pokonalibyśmy odległość od Słońca do Plutona. Sześciokrotnie. Liczby wyssane z palca. Wcale nie wiem, dlaczego wybrałam akurat te obiekty niebieskie i cyfrę 6.
Potrzebuję w życiu stabilizacji, ale nie stagnacji, w końcu nie chcę stać się formą krasową przez lęk lub zwiększoną monotonię. Czy ja jeszcze czegoś próbuję? Czy mam teraz jakikolwiek cel? Czy jest mi on w ogóle potrzebny? Nie powinnam zadawać tak wielu pytań. Weszły mi w krew, jak pijawki w skórę. To znaczy, że kiedyś się odczepią. Rozkazuję sobie wciąż, gdziekolwiek się znajduję. Marny byłby ze mnie żołnierz duchowy, jeśli chodzi o dyscyplinę. Trzeba po prostu zacząć myśleć. Prawdziwie myśleć. Niech moje ciało pogrąży się w medytacji myśli. Myśl tłoczona przez serce razem z krwią do najdalszych kończyn być musi. Żółty to kolor mojego tygodnia. Żółty jak środki stokrotek ze wspaniałego zdjęcia, które widziałam. Żółty jak światło czterożarówkowej lampy. Żółty jak nieśmiałe promienie słońca, jakie się dzisiaj pojawiły. Żółty jak zazdrość, której mam nadzieję nie doświadczać. Żółty jak szalik mijanego człowieka. Żółty jak kolor zasłon. Żółty jak pierwszy kolor refrenu piosenki zespołu Dwa Plus Jeden. Żółty jak słoneczniki, przez które przekradał się Shrek z osłem w filmie oglądanym przeze mnie po raz pierwszy 10 lat temu. Obserwacja sprawia, że zdobywam nowe doświadczenia, a także uczę się tak zwanej inteligencji społecznej. To jest sedno mojego życia. Trwanie w stadium rozwoju.

Komentarze