Wszystko jest poezja
Te święta przeszły moje oczekiwania. Były naprawdę wspaniałe. Dostałam wymarzony prezent pod choinkę, którego propozycję rzuciłam bardziej w żartach, jako pomysł na przyszłe święta. Nie mogę uwierzyć! Muszę teraz tylko znaleźć miejsce, w którym takie rzeczy naprawiają. Dziękuję za wszystko, za wszystkie życzenia, za każdy sposób wsparcia, za to, że jesteście. Poza tym dostałam pięć tomów Stachury, na których zawsze zawieszałam oko, przechodząc obok antykwariatu. Jak to możliwe, że były na strychu, a ja o tym nie wiedziałam i pierwszy raz natknęłam się na nie przypadkiem w bibliotece?! Wreszcie mogę żyć powoli. Nie muszę nic robić chociaż przez chwilę. Jeszcze trochę, a naładuję się taką energią, że już nic nie będzie mi straszne. Mam w sobie tyle nadziei, że chwilowo nie boję się niczego. Niech przyjdzie koniec świata, chyba nigdy nie będę miała w sobie tyle spokoju, co teraz.
Aby tradycji stało się zadość w tym roku znowu ubierałam choinki. Uwielbiam ten rytuał, kiedy mogę puścić ulubioną świąteczną płytę, posprawdzać światełka, porozwieszać ozdoby, a na koniec strzepać cały brokat, który został mi na dłoniach i ubraniu. W tym roku z oświetleniem wiąże się ciekawe doświadczenie. Eksperymenty ze sprawdzaniem działania jednego z zestawów zakończyły się widowiskowym "pyk" - błysnęło przez chwilę, płytka trochę jaśniej, a chwilę później poczułam nie najprzyjemniejszy zapach. Tak, spaliłam światełka. Może i dobrze? Przynajmniej nie miałam okazji pomylić się podczas zawieszania ich na balkonie :) W związku z moimi ostatnimi elektrycznymi zamiłowaniami postanowiłam rozkręcić płytkę. Tam już doskonale było widać efekty mojej ingerencji - duże czarne ślady w miejscu styku z przewodem, a jeden drut był prawie całkowicie przepalony. Jednakże w każdym, nawet złym, wydarzeniu można odnaleźć jakieś dobro. Tak było również tym razem. Po raz pierwszy mogłam zobaczyć kondensatory i oporniki na żywo, nie czując się jak totalny ignorant i wiedząc, że nie mylę ich między sobą.
Z ciekawostek z mojego życia dodam jeszcze, że dzisiaj skończyłam "Friends". Nawet nie wiem, co czuję. Co ja teraz będę robiła zamiast się uczyć? Już nie mam wymówki. Obietnica to obietnica. Przynajmniej te składane sobie mogę dotrzymać.
Ślę życzenia :) (jak to potwornie wygląda!)
Kartie
PS Życzę wszystkim, żeby Wasze kuzynki nie dziwiły się, że możecie tyle jeść :)
Aby tradycji stało się zadość w tym roku znowu ubierałam choinki. Uwielbiam ten rytuał, kiedy mogę puścić ulubioną świąteczną płytę, posprawdzać światełka, porozwieszać ozdoby, a na koniec strzepać cały brokat, który został mi na dłoniach i ubraniu. W tym roku z oświetleniem wiąże się ciekawe doświadczenie. Eksperymenty ze sprawdzaniem działania jednego z zestawów zakończyły się widowiskowym "pyk" - błysnęło przez chwilę, płytka trochę jaśniej, a chwilę później poczułam nie najprzyjemniejszy zapach. Tak, spaliłam światełka. Może i dobrze? Przynajmniej nie miałam okazji pomylić się podczas zawieszania ich na balkonie :) W związku z moimi ostatnimi elektrycznymi zamiłowaniami postanowiłam rozkręcić płytkę. Tam już doskonale było widać efekty mojej ingerencji - duże czarne ślady w miejscu styku z przewodem, a jeden drut był prawie całkowicie przepalony. Jednakże w każdym, nawet złym, wydarzeniu można odnaleźć jakieś dobro. Tak było również tym razem. Po raz pierwszy mogłam zobaczyć kondensatory i oporniki na żywo, nie czując się jak totalny ignorant i wiedząc, że nie mylę ich między sobą.
Z ciekawostek z mojego życia dodam jeszcze, że dzisiaj skończyłam "Friends". Nawet nie wiem, co czuję. Co ja teraz będę robiła zamiast się uczyć? Już nie mam wymówki. Obietnica to obietnica. Przynajmniej te składane sobie mogę dotrzymać.
Ślę życzenia :) (jak to potwornie wygląda!)
Kartie
PS Życzę wszystkim, żeby Wasze kuzynki nie dziwiły się, że możecie tyle jeść :)
Komentarze