Zmyślony ból

Nasuwa mi się na myśl kilka najprostszych pytań:

Skoro byłam nieszczęśliwa, dlaczego nie zapytałeś, czemu nie jestem szczęśliwa?

Skoro coś się zmieniło, dlaczego nie zapytałeś, dlaczego nie mogło pozostać takie samo?

Skoro było inaczej, dlaczego nie powiedziałeś, co Ci nie odpowiada?

Skoro widziałeś, że Cię potrzebuję, dlaczego odsuwałeś się ode mnie?

Mam poczucie, że zostałam zostawiona w momencie, w którym najbardziej potrzebowałam uwagi i czułości. Jak widzisz, potrafię sobie radzić bez Ciebie. Wiem, że tego nie czytasz. Wcześniej też nie zaglądałeś. Tym, na czym mi najbardziej zależało, też się nie interesowałeś. Czy w ogóle potrafiłbyś powiedzieć, gdybym ja Ci wprost nie zakomunikowała? Czy potrafisz to przyznać teraz? Gdybyś jednak zapytał - mam postanowienie, które daje mi siłę. I wspaniałych przyjaciół. Wszystko to, w czym nie chciałeś ze mną uczestniczyć, daje mi teraz moc do utrzymywania równowagi. Nie jestem zazdrosna. Nie rozumiem, jak mogłam być. Widzisz, co strach robi z ludźmi.

Zmieniło się to, że zaczęłam się bać. Wiadomo, co strach robi z ludźmi. Moja zmiana wywołana była innymi zmianami. Jakie to wszystko cudowne i jasne. Ciężko okazywać uczucia osobie, która ich nie odwzajemnia. Fizyczny aspekt miłości ma duże znaczenie. Może nawet większe niż powinien? Potrzebujemy tej otoczki rodem z komedii romantycznych. Potrzebujemy wyrazów przywiązania. Potrzebujemy szczerości w wyrażaniu uczuć. Nieważne, czy są zawsze pozytywne czy nie. Nie wszystko da się stłumić. To, co skrywane pod płaszczyzną taktu, nieśmiałości, lęków i dobrego smaku, kiedyś w końcu z nas wychodzi. Ucieka wszystkimi możliwymi drogami. Wyrazem tego może być skrzywiony uśmiech, odwracanie wzroku, krótszy uścisk. Wiedziałam, do czego to wszystko dąży, jeśli kierunek nie zostanie zmieniony. Próbowałam zmienić bieg rzeki, zapierając się wszystkim, czym tylko mogłam. Rzeka była zatruta. Po kolei pękała każda moja cząstka. Zabierał ją zbyt silny nurt. Wziął w posiadanie teraz, kiedy już mógł tylko zatopić na dnie i zmieszać ze szlamem.

Już nie muszę nic. Od początku wiedziałam, że do siebie nie pasujemy, ale jakoś wyszło. Wychodziło. Nie rozumiem, kto zmienił Twoje zdanie i po co to zrobił. Może przynajmniej Ty znajdziesz miłość swojego życia.

 Zaczynam wierzyć, że życie w związku to nie jest moje powołanie. Nie jestem jeszcze pewna, jakie ono naprawdę jest. Wydaje mi się to strasznie przykre, że teraz wszystkie swoje cele jako żony i matki będę musiała zapomnieć. Miałam wizję, nad którą wciąż pracowałam. Nasuwa się tu pytanie - po co? Po to, żeby być pewną, że to właśnie ta droga, że nie będzie lepszej żony dla mojego męża, że nie będzie lepszej matki dla mojego dziecka. Nie na siłę, bez parcia na doskonałość. Chodziło o wymiar miłości, jaką im będę przekazywać. Już wiem, do czego jestem pod tym względem zdolna. Trochę mnie to przeraża, gdy widzę, co potrafię czuć już na tym stopniu znajomości. Może moje życie jest już zaplanowane, a wydarzenie sprzed sześciu lat tylko wskazało na to, że to nie jest odpowiednia "kariera" dla mnie?

Zmieniam się. Cały czas się zmieniam. Kto się nie zmienia, stoi w miejscu. Kto stoi w miejscu, cofa się. Kto cofa się, nie rozwija się. Kto nie rozwija się, ten nie żyje.

 "Zmyślony ból"

Widziałam w Tobie to wszystko, zanim ona zobaczyła.
Dlaczego nie mieliście tematów do rozmów, dopóki Cię nie straciła?
Co to za zmowa, że to samo z ust Waszych wychodzi?
Nie znajdzie się nikt, kto nam obojgu to wynagrodzi.

Uciekacie od tych, którym na Was zależy,
kiedy nie wiecie co zrobić z takim zaangażowaniem.
Nie wszystko do Was należy.
Zagubieni w świecie uczuć, który nie jest pod Waszym panowaniem.

Kiedyś w centrum uwagi nie będzie żadne z Was.
Czas leczy rany...

Kiedyś przyjdzie ten czas.


Kartie

Komentarze

Anonimowy pisze…
Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem"
K pisze…
Czytałam, ale chyba nie rozumiem związku :)