Nie spiesz się

Zawiesiłam się w stanie, który po prostu jest, trwa równolegle do rzeczywistości.

W całym mieszkaniu panowała niczym niezmącona cisza. Siedzieli w skupieniu obok siebie. Patrzyli naprzód, ale ciężko stwierdzić, czy w jednym kierunku. Ich oczy nie wyrażały nic szczególnego. Między nimi leżała haftowana poduszka w rdzawym kolorze. Na stoliku stał kubek, a w nim parę dzwonków polnych. W pobliżu spod książki "Mistrz i Małgorzata" wyłaniała się wykrochmalona serweta. Dziewczyna przykryła się kocem, na którym widniał wizerunek tygrysa. Wyglądał tak, jakby zaraz miał się zerwać do ataku i rozszarpać ją na kawałki. Skuliła się, nie spuszczając wzroku z tego obiektu w oddali. Jednak część jej myśli pozostała przy tym, co działo się teraz. To była walka o przetrwanie, pojedynek sił. Drzwi były zamknięte od środka, choć pod progiem ukryty był zapasowy klucz. Od dłuższego czasu nie ruszali się z miejsca. Tak, jakby przegrywał ten, kto wykona pierwszy krok. Jakby zetknięcie czubka buta z podłogą oznaczało przyznanie się do zła, które wdarło się między nich niezauważone. W każdej przerwie między panelami na podłodze panoszyło się rozczarowanie, które chłonęli przy przechodzeniu z jednego końca na drugi.

- Wiesz, co chcę ci powiedzieć?
- Nie wiem, nigdy nie wiem.
- Właśnie.
- Co właśnie?
- Nie rozumiesz?
- Tak. Trochę. Odrobinę. Nie.
- To jest powód.
- Jaki?
- Że go nie ma. Nie mogło być i nigdy nie będzie.

Kiedyś nie potrzebowali okazji do tego, żeby spakować torby i odejść. Wtedy szli razem. Pewnego dnia szczęścia ścigali się podczas wspinaczki na drzewa. Nie pamiętają, kto wygrał. Choć to on w zwykłych czynnościach znacznie przewyższał ją szybkością, ona była dużo bardziej zwinna. Z czubka sosny doskonale widać było całą okolicę. Zobaczyli jaskinię, a jej wejście wydawało im się łatwo dostępne. Zbyt bardzo nęciła ich wizja odkrywania tej głębi, aby mieli zrezygnować z takiej wycieczki. Ostrożnie zeszli do poziomu podłoża i bez uzgadniania udali się w tym samym kierunku. U podnóża skalnego wzgórza zdecydowali, że wchodzą do środka. Był to pierwszy z nieodwracalnych kroków, które zdecydowali się podjąć. Nic po tym nie było już takie jak dawniej, a, choć w normalnych warunkach też nie miało szans bytu, przywrócenie pierwotnego stanu nie mogło być nigdy więcej możliwe. Zbliżając się do środka, oddalali się od siebie. Mimo że wybierali te same ścieżki, każde z nich szło jakoś inaczej.

Zostań. Nie idź tam. Tędy.

Nie padło żadne z podobnych, troskliwych słów. Nie szli w milczeniu, ale nić porozumienia powoli rozciągała się, a każdy następny ruch sprawiał, że była coraz bliżej pęknięcia. 
- Lubię przygody. Szkoda, że nie przytrafiają się nam częściej.
- A ja nie. Przygody są dla głupich, którzy potrzebują słów, które uczynią ich życie ciekawszym w opowieściach, gdyż nie mają bardziej wartościowych treści do przekazania.
- Przygody same w sobie są wartością. Jak można się z tym nie zgadzać?
- Przygody są kategorią, do której wkłada się wartości i stek bzdur, aby wypełnić wolną przestrzeń. Są jak szuflady z herbatą, która potrzebuje przegródek, aby jej liście się nie wymieszały. Prawdziwą treść stanowi tylko garstka liści, których potem użyjemy.
- Przygody są tą szufladą, do której możesz włożyć wszystko. Są mieszanką wszystkiego, co możliwe. Wymieszane liście mogą stworzyć nowy, unikalny smak. Coś, czego już nie powtórzysz.
- I lepiej nie powtarzać...
- Po co się ograniczasz?

Kiedy wyszli, żadne z nich nie patrzyło na świat w ten sam sposób. Zgubili siebie albo może zostawili te atrapy, za którymi ukrywali się przez całe życie. Nie zmienili się nic a nic.


Żadna ścieżka nie jest ostateczna. Żadna ścieżka nie musi być ostateczna.

Mumford & Sons - Sigh No More



Komentarze