Czasem może się to źle skończyć

Wybudziłam się jak ze śpiączki. Siedziałam na krześle przywiązana do niego mocno jakąś taśmą lub sznurem. Oczy miałam zasłonięte grubą opaską, która uwierała mnie w uszy. Mimo to dobrze słyszałam swój oddech nie tylko od wewnątrz. Stuknęłam butem w podłogę. Wsłuchałam się w echo uderzenia. Pomieszczenie musiało być prawie puste. Znajdowałam się bliżej któregoś z kątów. Pokręciłam głową na tyle, na ile pozwalały mi więzy, żeby rozruszać trochę szyję. Wstrzymałam na chwilę oddech, aby upewnić się, że jestem sama. Pierwsza zasada w przypadku porwania: nie panikować. Czy to na pewno było porwanie? Nie mam pojęcia, jak się tu znalazłam. Co mnie do tego miejsca doprowadziło? Najważniejsze: kto mnie uwięził? Wtedy powód odnajdzie się sam.

- Wie pani, plotki roznoszą się szybko. Pytanie, kto za to odpowiada, zawsze pozostanie bez odpowiedzi.

Nie wiem, skąd dochodził głos. Próbowałam wyciszyć myśli, ale uderzyły szturmem na wszystkie dotychczasowe procesy mózgu i uniemożliwiły wzmożenie słuchu. Stres działa w nieodpowiednich momentach i w nie najlepszy sposób. Gdybym mogła teraz medytować, od razu wróciłoby mi poczucie równowagi i bezbłędnie potrafiłabym ocenić pochodzenie dźwięku. Chyba że... nade mną znajdował się głośnik? Nie mogłam przechylić głowy całkiem na prawo. Lewe ucho miałam dużo lepsze, więc liczyłam na to, że uda mi się je ustawić tak, żeby nabrać pewności co do wymyślonej na poczekaniu teorii. Z resztą, to żadna pewność, skoro świadomość wróciła mi zaledwie kilkanaście minut temu. Wciągnęłam powietrze ustami. Poruszałam palcami, żeby dokładniej wyczuć krępujące mnie liny. Nie zauważyłam na nich żadnego węzła. Rozluźniłam łokcie, po czym zaparłam się z całej siły, naśladując ruch kulturystów rozrywających przyciasne koszulki na swoich umięśnionych torsach. O karierze siłaczki mogłam tylko pomarzyć. Moja masa mięśniowa była porównywalna ze stanem przeciętnie rozwiniętego gimnazjalisty. Na nic zdały się moje wielkie próby. Mogłam zapisać się wcześniej na tę siłownię, ale wciąż były ważniejsze rzeczy do zrobienia.

- Słabiutko. Ostatnio uwięziliśmy tak pewnego osiemnastolatka i bez problemu sobie poradził.
- Siła nie jest moją najlepszą stroną - odpowiedziałam, sapiąc ze zmęczenia.
- Umysł też nie. Swoją drogą, dlaczego nie zapytałaś, czemu?
- Co czemu?
- Och, ciężki będzie z ciebie przypadek.

Poruszyłam się na krześle. Robiło się coraz mniej wygodnie.

- Dlaczego mnie związałeś?
- Już jesteś blisko, ale to wciąż nie to pytanie.
- Nie możesz odpowiedzieć?
- Mogę, owszem.
- To zrób to.
- Może i zrobię. Czekam aż zaczniesz pytać o właściwe rzeczy, chcę jeszcze potrzymać cię w niepewności. Wiem, jak bardzo tego nie lubisz, nawet w normalnych sytuacjach, a tej, wydaje mi się, nie można normalną nazwać.

Miał rację. Już gotowałam się w środku, że wciąż nie wiem, o co chodzi. Dlatego nie potrafiłam myśleć racjonalnie i skupić się na tym, jak powinnam się zachowywać. Spróbuję kontynuować tę grę.

- Mówiłeś o moim umyśle. Co z nim nie tak?
- Po pierwsze nie potrafisz się uwolnić.
- Chyba o to chodziło, prawda?
- Po drugie nie potrafisz zadać odpowiednich pytań, które rzeczywiście mogłyby cię doprowadzić do odpowiedzi, jakich oczekujesz. A co do więzów mylisz się.
- Po co związywać kogoś, kto z założenia ma być wolny?
- Znów błąd. Nikt nie wymyślił takiego założenia. Zostawiliśmy ci wybór.
- Jakoś nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek pytał mnie, co wolę.

Ton mojego głosu był coraz wyższy, mówiłam jeszcze szybciej. Byłam już bliska rozpaczy. Nie poznaję tego, kto stoi przy mikrofonie, ale jestem pewna, że on zna mnie na wylot. Co stało się, kiedy spałam? Czy w ogóle spałam? Nie rozumiem, kto mógłby mieć w tym interes.

- Widzę, że się nie dogadamy - przyznał nieznany głos.
- A skąd taki wniosek? - zakpiłam.
- Powiem krótko. Może się pani uwolnić sama w każdym momencie. Następnie chciałem zwrócić uwagę na fakt, że odzywa się pani wyjątkowo niegrzecznie, co chyba nie jest najlepszym taktycznie posunięciem w przypadku potencjalnego porwania, nie sądzi pani?

Czy on czytał mi w myślach? Nie mogę dłużej walczyć. Czuję się, jakbym była w trakcie kręcenia jakiegoś idiotycznego reality show. Poddaję się. Tę bitwę wygrali, ale muszę się dowiedzieć, co to za wojna.

- A jak zrobił to ten wasz osiemnastolatek?

Komentarze