O niezgodności

Przysiadłam na zielonej ławce w jednej ze spokojniejszych części parku. Wybrałam tę pod jedyną jodłą znajdującą się tutaj. W te strony nie zapuszczały się żadne dzieci. Nie było mowy o tym, żeby ktokolwiek miał mi przeszkadzać. Mogłam bez strachu wyciągnąć swoje notatki i wrócić do pracy, którą zaczęłam w czasie podróży. Wyciągnęłam z kieszeni płaszcza wieczne pióro ze złotymi wzorami. Jest dla mnie bardzo ważne, bezcenne. Piszę nim od kilkunastu lat i zawsze noszę przy sobie. Przyjrzałam się mu. Rozkręciłam je i wysunęłam skrawek papieru.

Pisz tylko prawdę. 
                 Twój A.

Zwinęłam go spowrotem. W dzieciństwie marzyłam o tym, żeby pisać reportaże, może książki podróżnicze. Chciałam też zostać tłumaczem. Uczyłabym się niepopularnych języków i przekładała najlepsze dzieła, do których nie mają dostępu "zachodnie" społeczeństwa. Sądziłam, że słowo to oznaczało coś zbliżającego się do swojego kresu. Jak Słońce zachodzi, chowając się za horyzontem. Dzień wygasa wraz ze wszystkimi doświadczeniami z przebiegu dnia. Inne, obce kultury kojarzyły mi się raczej z rozkwitem, czymś rodzącym się, co wygląda niepozornie, ale szybko rośnie w siłę. Jak kwiaty chowające się pod częściowym przykryciem, które potrzebują światła, aby móc wreszcie zabłysnąć i ujawnić się w pełnej okazałości. Tym, co mała, zuchwała ja miała wtedy w głowie, była idea. Pragnęłam być tym promieniem. Chciałam rozświetlać innych ludzi. Teraz wiem, że byłoby to obnażanie ich. Obdzieranie z tego, co pielęgnowali przez lata, dzięki czemu utrzymali się i zachowali zasadę. Moje zachowanie byłoby bezduszne jak dziecięce palenie liści lupą w pełnym słońcu. Wyrwałabym siłą drzewo z korzeniem, tylko po to, aby pokazać jedną gałązkę. Taka roślina nie mogłaby już się odrodzić i nikt nie byłby w stanie napatrzeć się na nią zdrową, tylko obserwowałby jej powolne usychanie.

Nie skończyłam żadnego reportażu. Wydawało mi się, że każdy z nich ma w sobie coś destrukcyjnego. Nie chciałam odpowiadać za wyniszczający wpływ rozgłosu na owe społeczeństwa. Ograniczyłam się do samych podróży, ale literackie szczęście przestało mi dopisywać, a wydawcy buntowali się przeciwko mojej postawie zwanej przez nich krótko i dobitnie "nieróbstwem". W związku z tym w pewnym momencie skończyły mi się pieniądze, wpadłam w długi i nie było mnie już stać na dalsze wędrówki. Zostałam zmuszona do bycia rzemieślnikiem i od dłuższego czasu właśnie nim jestem. Pracuję nie jako literat. Wpadłam w pułapkę. Nie jestem już nic nikomu winna, jednak utknęłam w maszynie, z której nie da się uwolnić. Nie zmieniam pracy, choć każdego dnia szukam sposobu, co mogłabym zrobić, żeby jej uniknąć. Moimi jedynymi próbami ucieczki są nieśmiałe podejścia do stworzenia własnego dzieła. Mam ambicje na to, żeby było ono odmienne od tego, co dotąd wychodziło spod mojego pióra. Tymczasem większość czasu zabierają mi zbieranie materiałów, wysłuchiwanie konferencji na tematy, które nikogo nie interesują i nikomu nie są potrzebne, oraz pisanie relacji z tychże wystąpień. Zostałam pionkiem, nie artystą.


___________

OK Go - Skyscrapers

Komentarze