Przedsionek

Czy to nie jest niepokojące, że od pewnego czasu czuję się zagubiona?

Wyciągnęłam stary notes i zaczęłam wertować jego pożółkłe już strony. Niektóre z nich kruszyły się pod moimi palcami. Dociera do mnie, że są rzeczy bezpowrotne. Chciałoby się do nich wrócić, ale znikają. Rozpływają się i wracają do tego, czym były wcześniej. Poczułam, jak przyspiesza bicie mojego serca. Wzięłam płytki wdech. Położyłam się na plecach. Znalazłam się między tym wszystkim, co najbardziej cenię w życiu. Wywołuje to we mnie sprzeczne emocje - z jednej strony takie otoczenie sprawia, że czuję się pełna, przestaję szukać i zaczynam ufać nadziei, z drugiej jednak budzi we mnie zapędy do wysiłku, często także i zbędnego, do bezwzględnego nieraz zadowalania ludzi. Co jeśli jestem człowiekiem bez uczuć? Może to tylko dzieje się w mojej głowie, która ciągle tworzy nowe obrazy tego, co jest konieczne. Taki warunek trwania - autokreacja przeżyć, słów, a może i też zdarzeń? 

Jestem w środku. To zagubienie to właśnie centrum labiryntu. Dotarłam do nagrody, ale teraz muszę z nią wyjść. Wydostać się na powierzchnię. Dlaczego potrzebuję tego tak bardzo? Czy nie lepiej jest trwać w głębinach i, wstrzymując oddech, odkrywać coraz to nowe istnienia? Przeżywam. Przecież o to mi zawsze chodziło. Zdaje się, że ostatnio jest jakoś łatwiej. Nie ograniczam się do tego, co mogłabym (i tak zazwyczaj było) sobie narzucać. Przesuwam dłoń po chłodnych kamiennych ścianach. Idę wolnym krokiem. Nigdzie mi się nie spieszy i dzięki temu odczuwam wewnętrzny spokój. Niech będzie, co ma być. Nie jest mi to obojętne. Nie może być. Mam nadzieję, że wszystko zniosę. Zatrzymałam się przed pierwszym stopniem. Przede mną wyłoniły się strome schody. Czy na pewno wiem, dokąd mnie doprowadzą? Decyduję się zaryzykować. Stawiam wszystko na tę kartę. Czy mam coś do stracenia? Oczywiście. Gdybym nie miała, nie byłoby o czym decydować. Przybliżyłam się do osi, stając na koniuszkach palców. Usiłowałam iść, nie chwiejąc się. Wychodzę na wieżę.

Czuję czyjś oddech za moimi plecami. 

Idę w górę, woda sięga mi do kostek. Z każdym kolejnym krokiem, poziom podnosi się. Jest coraz trudniej. Wydawało mi się, że potrafię pływać. Usiłuję utrzymać tempo marszu. Ktoś dotrzymuje mi kroku. Nie odwracam się.

Dlaczego?

Wiem. Posadzka zmienia kolor na złoty. Odbijam się w niej. Teraz widzę, że moje przeczucie się sprawdziło. Nie idę sama.  

Komentarze