Wycieczka integracyjna

Minął miesiąc. Wpisy nie były już dość długo dodawane, czego bardzo żałuję, ale postaram się poprawić. Nowa szkoła, nowe wrażenia, nowi ludzie. Co na to powiem? Bezkrytycznie stwierdzę, że jest cudownie! Wreszcie czuję, że jestem we właściwym miejscu. Atmosfera tutaj bardzo mi się podoba i chwilowo nie wyobrażam sobie, iż mogłabym dostać się do innej społeczności.
Wycieczka integracyjna była. Na Turbacz nie wyszliśmy i trudno. Przedzieraliśmy się przez gęsto zarośnięty las, gdyż zeszliśmy ze szlaku. Czułam się jak prawdziwy podróżnik, stąpając po mokrych gałęziach, ześlizgując się z wilgotnych kamieni i chwytając wymarłych korzeni. Pierwszy (i zapewne jedyny)raz znalazłam czterolistną koniczynkę! Ten weekend był dla mnie szczęśliwy. Spędziłam miło czas na rozmowach z ludźmi z klasy, którzy okazali się być jeszcze bardziej interesujący niż myślałam. Można tu przytoczyć ilość osób grających na gitarze (jak na mat-fiz przystało - specjalistyczna terminologia) - ile dusza zapragnie, kolegę, który sam stworzył grę karcianą, choć on sam używa raczej wyrażenia "planszowa", indywidua rozwiązujące zadania z fizyki na ognisku, operatora rożna, chłopaka składającego kostkę rubika w czasie krótszym niż 5 minut nawet z zamkniętymi oczami i wielu innych, o których można by długo pisać.
Otoczenie dość sprzyja, ale zaczyna mi przeszkadzać nadmiar - emocji, nauki, braku czasu, testów i coraz gorszych ocen. Dam radę? Nie mam wyboru. Jeśli jednak będzie bardzo źle, nie ma sensu wypruwać z siebie flaków dla osiągnięcia idealistycznego celu, jakim jest dla mnie bycie perfekcyjną uczennicą, wtedy pójdę do normalnej szkoły z normalnymi ludźmi i zostanę normalnym, a nie znerwicowanym (chociaż, kto wie...)człowiekiem.

SweetPear

Komentarze