Filozoficzna natura, romantyczna dusza

Tak się stało, że właśnie dziś mój blog zacznie swój Nowy Rok.

Postanowienie Noworoczne mam tylko jedno - pisać dziennik. Cztery notatki są jeszcze całkiem niezłym wynikiem. Cieszę się, że przywitałam kolejnego pierwszego stycznia bez zmartwień. Ze spokojem na duszy. Pogodzona ze światem. Czy zmiana cyfry w dacie i papierowego kalendarza na nowy naprawdę wpływa na życie? Owszem. Każdego roku czuję się starsza, a co za tym idzie bardziej doświadczona. Mój bagaż do dźwigania jest coraz cięższy (nie tylko ze względu na to, że wciąż chcę pakować coraz więcej rzeczy). Jestem starsza. Wszystko, co moje też się starzeje. Proponuję sprawiedliwą umowę - nie zatrzymujmy się. Zacznę biegać. Może w końcu dotrzymam tempa życiu albo chociaż zrównam się z gepardem.
Jakie marzenia mi pozostały?

Ciągle wyszukuję sobie nowe zajęcia, żeby mieć złudzenie aktywności. Jednak jestem letnia. Nasuwa się pytanie - czy to jest naprawdę tak złe, jak sądzę? Nocne rozmowy wspomagają moją filozoficzną naturę i, choć jest to filozofia zamknięta i ograniczona, dzięki niej odkrywam siebie. Wracam do przeszłości już bez bólu ani urazy. Wszystkim wspomnieniom towarzyszy swego rodzaju nostalgia oraz akceptacja. Doszłam do wniosku, że, gdybym mogła cofnąć się w czasie, nie zmieniłabym nic - przeżyłabym wszystko, co złe i dobre, od nowa. Oczywiście, że są miliardy rzeczy, które mogłam zrobić lepiej i które mogłam zrobić w ogóle, i których mogłam nie robić w ogóle, ale sens życia odnajduję w uczeniu się na swoich błędach i nie popełnianiu ich w przyszłości. Na świecie nie istnieje autokorekta grzechów. Człowiek musi sam się postarać, żeby wynagrodzić sobie i innym swoje zawinienia. Jakie znaczenie miałoby kasowanie i wymazywanie błędów? Nie byłoby po nich śladu. Zapomnielibyśmy o nich. Stalibyśmy się suchymi przedmiotami. Co z tego, że mielibyśmy uczucia? Co z tego, że przeżywalibyśmy wspaniałe przygody? Co z tego, że na świecie panowałby pokój? Nikt z nas nic z tego świata by nie wyniósł. Cała trudność polega na tym, żeby pamiętać o pomyłkach, pielęgnować je w sobie i za wszelką cenę nie dopuścić do ich powtórzenia, a nawet, jeśli się to zdarzy, mimo usilnych starań lub przez zwykłą nieuwagę, nie należy się zrażać, tylko brnąć dalej, próbować dalej i myśleć dalej. Trzeba znaleźć sens w świecie bez sensu. Nie czuję się upoważniona do udzielania rad sobie samej.

Cała trudność polega na tym, że życie jest trudne.

Muszę odwiedzać antykwariaty. Może trafię tam na coś, co wywrze na mnie takie wrażenie, że już nic nie będzie takie samo? Chcę być tym, kogo chcę w sobie widzieć.

Co z tą moją romantyczną duszą?!

Kartie

Komentarze

Anonimowy pisze…
"Muszę odwiedzać antykwariaty. Może trafię tam na coś, co wywrze na mnie takie wrażenie, że już nic nie będzie takie samo?"


tak mi się skojarzyło z
"niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca."

antykwariaty -> zapomniane książki ->... :)

i chyba nie muszę się podpisywać :)
K pisze…
"Cień wiatru"?

Słaba jestem w zgadywanki :)