Tak, jest tak
Nadspodziewanie dobry humor wciąż mi dopisuje, choć czuję się, jakby ktoś siłą wyrwał mi kilkanaście godzin z życiorysu. Szczerze mówiąc, przyznam, że myślałam, iż cały wczorajszy dzień będzie pasmem niepowodzeń, które zaczną się już od szóstej rano. Może nie aż tak, że zakładałam, iż na pewno tak będzie, ale bałam się możliwości sprawdzenia się takiego czarnego scenariusza. Na szczęście wszystko poszło dobrze. Zdziwiła mnie spokojna atmosfera, w jakiej to się odbywało. Wyobrażałam sobie raczej szaleńczy bieg przypominający ucieczkę ofiary (lub potencjalnego pokarmu)przed gepardem (nie bez przyczyny wybrałam najszybsze zwierzę). W ogóle to nic nie dzieje się bez przyczyny, co napisałam w mojej wspaniałej siedmiostronicowej rozprawce. Zostałam stworzona z cechą warunkującą pocieszanie samej siebie w każdym momencie - nawet jeśli sytuacja wcale tego nie wymaga.
Jak mogłam nie pomyśleć o skrzydłach Ikara?!
Przyjęcie osiemnastkowe było wspaniałe. Cieszę się, że mogłam je spędzić w tak bliskim mi gronie i wreszcie wszystkich ze sobą poznać. Pochwaliłam się kolegami z klasy, odkryłam nowe strony charakteru niektórych z gości i świetnie się bawiłam. Nie wyobrażam sobie, żeby ten dzień mógłby być lepszy. Po raz kolejny doceniłam swoje szczęście w spotykaniu interesujących ludzi. No i przede wszystkim prezenty, bo przecież tylko po to te cyrki robiłam, jak ktoś stwierdził :) Jest jeszcze coś, co muszę napisać - różowa farba na włosach jest super! Jeśli kiedykolwiek naprawdę mocno się upiję - wiecie czego się spodziewać. Torba z tytułem jednego z moich postów jest cudowna :D Będę mogła stać się żywą reklamą swojego bloga. Skoro już mowa o prezentach - inne też były super. Dzięki pudełku wypełnionym cukierkami nie będę głodować. Z wszystkimi tańczyło się wyśmienicie. Życzenia były cudowne.
Zauważyłam, że poprawiłam swoją biegłość w pisaniu. Coraz mniej idiotycznych błędów do poprawiania. Więcej sensu w tym, co próbuję robić. Na koniec - co najważniejsze dla sprawdzających - sto razy mniej skreśleń w pracy. Do Justynki - "18tka" z serduszkami jest genialna :D
Walentynki już były, więc o tym nie ma co pisać. Na pseudofilozoficzne wynurzenia jakoś mi się nie zbiera, bo wciąż czuję różowy proszek na głowie. Muzyki nie włączam, żeby nie przeszkadzać bratu. Żadnych wartych opisania, które przy tym nie naruszałyby niczyjego prawa do prywatności, wydarzeń już nie ma. Pozostaje tylko puścić "Marsz żałobny" Chopina i, tak jak Norwid ubolewający nad zrzuconym fortepianem, cierpieć z powodu zakończenia ferii. Do pracy, rodacy! Trzeba wytrzymać pięć dni roboczych, a później kolejne świętowanie. Jakoś nie czuję tego dojrzewania, ale czas zacząć ponosić konsekwencje swoich działań. Co do "pasowania" - tylko Justynka słusznie posługuje się pasem, Zuzia śmiała się, kiedy komentowałam uderzenia, mówiąc "o, tu ktoś nie trafił" albo "co to jest? Biczowanie? Tu są moje plecy!". Jeszcze muszę popracować nad byciem komikiem :)
Wbrew tematowi piosenki - miłość, o jaką wszystkim chodzi, omija mnie ostatnio szerokim łukiem. Może dlatego ratuję się właśnie takimi utworami Katie Meluy?
PS Muszę popracować nad słownictwem, bo "świetne" i "cudowne" stają się zbyt powszechne :)
Kartie
Jak mogłam nie pomyśleć o skrzydłach Ikara?!
Przyjęcie osiemnastkowe było wspaniałe. Cieszę się, że mogłam je spędzić w tak bliskim mi gronie i wreszcie wszystkich ze sobą poznać. Pochwaliłam się kolegami z klasy, odkryłam nowe strony charakteru niektórych z gości i świetnie się bawiłam. Nie wyobrażam sobie, żeby ten dzień mógłby być lepszy. Po raz kolejny doceniłam swoje szczęście w spotykaniu interesujących ludzi. No i przede wszystkim prezenty, bo przecież tylko po to te cyrki robiłam, jak ktoś stwierdził :) Jest jeszcze coś, co muszę napisać - różowa farba na włosach jest super! Jeśli kiedykolwiek naprawdę mocno się upiję - wiecie czego się spodziewać. Torba z tytułem jednego z moich postów jest cudowna :D Będę mogła stać się żywą reklamą swojego bloga. Skoro już mowa o prezentach - inne też były super. Dzięki pudełku wypełnionym cukierkami nie będę głodować. Z wszystkimi tańczyło się wyśmienicie. Życzenia były cudowne.
Zauważyłam, że poprawiłam swoją biegłość w pisaniu. Coraz mniej idiotycznych błędów do poprawiania. Więcej sensu w tym, co próbuję robić. Na koniec - co najważniejsze dla sprawdzających - sto razy mniej skreśleń w pracy. Do Justynki - "18tka" z serduszkami jest genialna :D
Walentynki już były, więc o tym nie ma co pisać. Na pseudofilozoficzne wynurzenia jakoś mi się nie zbiera, bo wciąż czuję różowy proszek na głowie. Muzyki nie włączam, żeby nie przeszkadzać bratu. Żadnych wartych opisania, które przy tym nie naruszałyby niczyjego prawa do prywatności, wydarzeń już nie ma. Pozostaje tylko puścić "Marsz żałobny" Chopina i, tak jak Norwid ubolewający nad zrzuconym fortepianem, cierpieć z powodu zakończenia ferii. Do pracy, rodacy! Trzeba wytrzymać pięć dni roboczych, a później kolejne świętowanie. Jakoś nie czuję tego dojrzewania, ale czas zacząć ponosić konsekwencje swoich działań. Co do "pasowania" - tylko Justynka słusznie posługuje się pasem, Zuzia śmiała się, kiedy komentowałam uderzenia, mówiąc "o, tu ktoś nie trafił" albo "co to jest? Biczowanie? Tu są moje plecy!". Jeszcze muszę popracować nad byciem komikiem :)
Wbrew tematowi piosenki - miłość, o jaką wszystkim chodzi, omija mnie ostatnio szerokim łukiem. Może dlatego ratuję się właśnie takimi utworami Katie Meluy?
PS Muszę popracować nad słownictwem, bo "świetne" i "cudowne" stają się zbyt powszechne :)
Kartie
Komentarze