To lubię
Spontaniczne spotkania, przypadkowe odkrycia muzyczne i książki ze strychu są najlepsze! Jak powiedziałby Mickiewicz: "to lubię". Siedzę w romantyzmie. Historia literatury mi nie idzie, mam spore luki. Przydałoby się, żebym była bardziej oczytana. Szkoda, że szybciej nie realizuję swojej listy. Jakbym chociaż pamiętała wszystkie te książki, które już kiedyś przeczytałam, byłoby to bardzo pomocne. Niestety, nie jestem idealna. Może na szczęście? Dzięki temu mam do czego dążyć ;)
Kiedy dzisiaj powiedziałam coś mojej mamie, stwierdziła, że powinnam takie rzeczy zapisywać, co właśnie uczyniłam.
Jak byłam mała i czytałam dużo (i szybko!) książek, myślałam sobie, że, kiedy będę starsza, będę rozumiała wszystko z trudniejszych lektur. Wierzyłam, że będę znała cały kanon literatury i, co najważniejsze, znaczenie wszystkich pojawiających się w polskich książkach słów. Okazało się (co teraz wcale mnie nie dziwi, ale gdyby ktoś powiedział coś podobnego tamtej małej Kasi, nie uwierzyłaby za żadne skarby i obruszyła się, dlaczego mówi się jej takie rzeczy - może inni tak mają, ale ona będzie się starała i będzie wyjątkowa dzięki swojej pracy i pilności), że wciąż nie rozumiem tych "poważnych lektur", a co gorsza nie pamiętam prawie nic z tego, co czytam, więc ostatecznie wychodzi na to, że ilość zdobytej przeze mnie nowej wiedzy jest odwrotnie proporcjonalna do liczby przeczytanych dzieł. Natomiast w podstawówce przyrost nowych wiadomości na wykresie zbliżony byłby do graficznego przedstawienia funkcji kwadratowej. Matematyka jest wszędzie.
Wsłuchuję się w piosenki Jacka Johnsona, a zwłaszcza "Banana pancakes" odkrytą, kiedy szukałam oryginalnego przepisu na naleśniki.
Ten rytm pomaga mi się skupić i rozprasza zarazem. Problem tkwi w tym, że skupiam się nie na tym, na czym powinnam.
Powoli wkraczam w świat dorosłych. Robię coraz drobniejsze kroczki ze skrywaną nadzieją, że nie zmienię tendencji ruchu i mój opóźniony nie przekształci się w przyspieszony z przeciwnym zwrotem. Trzeba poznać trochę otoczenia, żeby wyrobić sobie poglądy. Pracuję nad wizją idealnej rodziny w mojej głowie.
P. S. Na następny raz lepiej zapytać, czy to kawa latte czy latte macchiato.
Pozdrawiam,
(celebrująca ferie i wolne od nau... szkoły :))
Kartie
Kiedy dzisiaj powiedziałam coś mojej mamie, stwierdziła, że powinnam takie rzeczy zapisywać, co właśnie uczyniłam.
Jak byłam mała i czytałam dużo (i szybko!) książek, myślałam sobie, że, kiedy będę starsza, będę rozumiała wszystko z trudniejszych lektur. Wierzyłam, że będę znała cały kanon literatury i, co najważniejsze, znaczenie wszystkich pojawiających się w polskich książkach słów. Okazało się (co teraz wcale mnie nie dziwi, ale gdyby ktoś powiedział coś podobnego tamtej małej Kasi, nie uwierzyłaby za żadne skarby i obruszyła się, dlaczego mówi się jej takie rzeczy - może inni tak mają, ale ona będzie się starała i będzie wyjątkowa dzięki swojej pracy i pilności), że wciąż nie rozumiem tych "poważnych lektur", a co gorsza nie pamiętam prawie nic z tego, co czytam, więc ostatecznie wychodzi na to, że ilość zdobytej przeze mnie nowej wiedzy jest odwrotnie proporcjonalna do liczby przeczytanych dzieł. Natomiast w podstawówce przyrost nowych wiadomości na wykresie zbliżony byłby do graficznego przedstawienia funkcji kwadratowej. Matematyka jest wszędzie.
Wsłuchuję się w piosenki Jacka Johnsona, a zwłaszcza "Banana pancakes" odkrytą, kiedy szukałam oryginalnego przepisu na naleśniki.
Ten rytm pomaga mi się skupić i rozprasza zarazem. Problem tkwi w tym, że skupiam się nie na tym, na czym powinnam.
Powoli wkraczam w świat dorosłych. Robię coraz drobniejsze kroczki ze skrywaną nadzieją, że nie zmienię tendencji ruchu i mój opóźniony nie przekształci się w przyspieszony z przeciwnym zwrotem. Trzeba poznać trochę otoczenia, żeby wyrobić sobie poglądy. Pracuję nad wizją idealnej rodziny w mojej głowie.
P. S. Na następny raz lepiej zapytać, czy to kawa latte czy latte macchiato.
Pozdrawiam,
(celebrująca ferie i wolne od nau... szkoły :))
Kartie
Komentarze