Gra wieży

Pogrążam się w apatycznym śnie,
już wcale nie wiem, czy tego chcę.
Otwieram oczy, widzę, bo nie
mam ochoty grać dalej w tę grę.

Zacznę pisać wiersze, bo zawsze chciałam spróbować, ale bałam się, że mi się nie spodobają. Najważniejsze w mojej "sztuce" (tak, o ile można to nazwać sztuką)jest, abym była z niej choć trochę zadowolona. Pewnie nigdy nie będę w pełni, ale może i dobrze, bo dzięki temu będę sobie stawiać wciąż coraz to trudniejsze zadania.

Dziękuję za temat o szczęściu. Czasem potrzebuję, żeby ktoś mnie o to zapytał, abym mogła uświadomić sobie, że nie mam tylu problemów, ile czuję. Nie mam żadnych. Gdybym tylko mogła dzielić się swoją radością! Normalni ludzie też czasem myślą o takich sprawach. Moje życie jest dążeniem do szczęścia, ale, kiedy już je uzyskuję, co mam robić dalej? Starać się utrzymać? Dzielić z innymi? Nie mogę zrozumieć, jak to działa. Skoro celem życia jest uzyskanie szczęścia to, co należy zrobić, kiedy się je już osiągnie? Umrzeć?

Tak w ogóle to ćwiczę odwagę. Boję się strasznie, ale muszę się przełamać. Nie w pół, mam nadzieję. Jeszcze jedna rzecz, której nie mogę zrozumieć - dlaczego wszystko zajmuje mi tyle czasu? Czemu nic nie może się dziać szybciej? Czy to kwestia tego, że jestem niecierpliwa, czy może mojego braku koncentracji. Płoszę się szybciej niż sarny na drodze. A jeśli jestem taką Pascalową trzciną? Byle jaki ogień spowoduje, że się spalę. Wypalę.

Może i miałabym coś do powiedzenia, ale uciekło mi, jak tysiące motyli, które jako dziecko próbowałam łapać.

Dziękuję za przypomnienie mi tej piosenki :) W trwającej fazie Beatlesów miło wrócić na chwilę do korzeni.





Kartie

Komentarze

Anonimowy pisze…
Z braku nowych wpisów (:P) zacząłem przeglądać te starsze i zauważyłem Twoje pytania stawiane przy okazji tematu szczęścia. Nie dopuszczasz do siebie możliwości, że można się tym szczęściem po prostu rozkoszować? Chciałem użyć sformułowania "osiąść na laurach", bo dość dobrze oddaje istotę takiego napawania się radością, ale najczęściej słyszę je w kontekście "tego nie rób". Właściwie dlaczego? Wiadomo, że w wielu dziedzinach zawsze można osiągnąć więcej, ale akurat w przypadku m. in. szczęścia uważam, że kiedy osiągnie się zadowalający nas poziom, należy z niego czerpać jak najwięcej przyjemności, a nie zamartwiać się, że nie mamy do czego dążyć :)
K pisze…
Brakowało czasu, stąd niedobór nowości :)
Wydaje mi się, że samo rozkoszowanie się jest niewystarczające. Taki niski poziom, podczas gdy można wymyślić tysiące dróg do powielania tego szczęścia, choćby przez dzielenie się z innymi. W ogóle nie bardzo wiem, jak powinno wyglądać to "rozkoszowanie się" :(
Myślę, że masz rację, ale to chyba u mnie jest zbyt mocno zakorzenione, żeby rozumowe myślenie (nawet moje!) miało mnie przekonać :)
Anonimowy pisze…
Nie znam uczucia "szczęścia częściowego" ;) Jeśli już jestem szczęśliwy, to nie widzę potrzeby ingerowania w ten stan. Co do dzielenia się z innymi, to wydaje mi się, że ciężko to zamknąć w sobie. Całe "rozkoszowanie się" polega właśnie na tym, że cokolwiek robię, robię to z radością, a to mocno wpływa na ludzi ;)

Muszę jeszcze ostrzec, że moje poglądy nie są podparte żadnym autorytetem, nie jestem nawet domorosłym myślicielem. To tylko pospiesznie (i nieco kulawo) spisane odczucia :)