Rachunek nierówności

"Bójcie się dziewczyny, nie znacie dnia ani godziny!"

W życiu nie byłam sobą tak rozczarowana, a nawet nie potrafię odpuścić. Czas nabrać trochę dystansu, bo jestem prawie pewna, że to jest właśnie gwarancja sukcesu. Nie znaczy to, oczywiście, że nagle zacznę wszystko lekceważyć. Muszę przestać się bać i po prostu próbować.

Przecież nie jest źle. Zawsze mogło być gorzej, ale chyba za wysoko podniosłam sobie poprzeczkę i teraz usiłuję do niej doskoczyć tak nieudolnie jak czterolatek na amerykańskim filmie sięgający po puszkę z ciasteczkami postawioną na lodówce. Opanował mnie taki skomplikowany nastrój, że nawet nie wiem o czym pisać. Naprawdę nie jest źle. Jest cudownie. Tylko z jakiegoś dziwnego powodu cieszę się z tego ruchem drgającym. Marzenie się spełnia?

Jak to jest stracić nadzieję i odzyskać ją w ciągu paru chwil? Wspaniale. Byle tylko niczego nie zepsuć. Nie trafić ręką, szukając drogi do światła z przysłoniętymi oczami, w czerwony przycisk. Nie złamać żadnej dźwigni gołym goleniem. Wyprostować się, utrzymać równowagę, a przede wszystkim wczuć się w klimat "Fausta" i razem z bohaterem krzyknąć "Trwaj chwilo, jesteś taka piękna!". My nie podpisaliśmy żadnego paktu. Kiedy już dojdziemy do wyjścia, zostaniemy sami jak po wydostaniu się z kostki. (odsyłam do "Cube", 1997)

Czy ja naprawdę mam wszystko przemyślane?

 Z dumą przedstawiam dzieło "Wild things junior":




Kartie

Komentarze

eh eh ;) pisze…
"Tylko z jakiegoś dziwnego powodu cieszę się z tego ruchem drgającym. Marzenie się spełnia?" - nie ukrywam osobiście, że pytanie czy marzenia się spełniają zadaję sobie ostatnio od dłuższego czasu. Bo czym, że tak naprawdę są marzenia? Czy nie są one tylko wytworem ludzkiej wyobraźni? Czy człowiek nie jest tak skonstruowany by marzyć? Może bez marzeń nie mógłby się cieszyć pełnią człowieczeństwa?

Czasem mi się wydaje, że marzę po to by mieć coś swojego, coś czego nikt, ani nic mi nie zabierze. Bo przecież marzeń nie można nikomu zabrać. Można tylko utrudnić ich realizację, co i tak mija się z celem, bo „psuj” nic na tym nie zyskuje, a osoba marząca czuje pewien niedosyt, czuje pewien dyskomfort wynikający z takiej nie mocy realizowania się, realizowania swojego prawdziwego ja.
K pisze…
Też uważam, że marzenia są konieczne, dlatego strasznie dziwnie czuję się, gdy nie mam żadnego konkretnego i osiągalnego w głowie.
Dużo miałeś takich "utrudniających" sytuacji? Marzenia dają poczucie osobistej sfery, do której nie trzeba nikogo wpuszczać (nie trzeba, ale można i to już oznaka pewnej bliskości ;) ). Zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno nie można zabrać.
Może takiemu "psujowi" chodzi właśnie o wywołanie tego dyskomfortu i odebranie stabilności? Taka nieuczciwa gra na uczuciach. Wyobrażam sobie to, ale nie rozumiem, po co ktokolwiek miałby coś takiego robić?