Cztery mile
W ciągu paru chwil wszystko się zmieniło. Uwielbiam ten stan przechodzenia od skrajnie negatywnych emocji, do nieograniczonej euforii. Gorzej w drugą stronę, ale to też potrzebne, choćbym nie wiem, jak bardzo narzekała, że wszystko nie ma sensu i do niczego się nie nadaję. Szczerze w to wierzę. To jak to było z tym szczęściem? Co teraz zrobić? :)
Wycieczka była wspaniała. Tyle kontrastów, ilu nigdy w życiu nie mogłabym sobie wyobrazić. We wsi, w której mieszkaliśmy, czułam się jak w domu u prababci. Nigdy nie miałam prababci, ale właśnie tak sobie to wyobrażałam. Urzekła mnie atmosfera i piękne budynki. Byłam zachwycona dywanikami. Jedzenie było niesamowite, bo pierwszy raz zjadłam gołąbki, które naprawdę mi smakowały. Tym razem było jeszcze lepiej, niż w tamtym roku. Tamta Rumunia kojarzyła mi się tylko z monastyrami. Ta to trochę sprytu, odnawiane zamki, trochę naturalnych sprzeczności, które mają pełne uzasadnienie. Z mniej eleganckich i oficjalnych rzeczy - uczyłam się pluć pestkami. Poza tym pierwszy raz bałam się tak bardzo, jak wtedy na górze z kościołem w Sighisoarze. Miecze?! Absurd.
Podjęłam trochę nierozsądnych decyzji. Trochę głupio, ale jakoś się to rozwiązało. Wspięłam się na wieżę razem z koleżanką po jej pięćsetnego kesza. Było super. Droga autokarem była znośna, bo miałam specjalnego rodzaju poduszkę ;) Mam nadzieję, że nie obrazi się za to określenie. Strasznie mi przykro, że zaniedbałam innych. Nie miałam pojęcia, że aż do takiego stanu. Dziękuję za zrozumienie.
Dzisiaj tak poważnie, płytko, bez polotu, ale czego więcej można się spodziewać po osobie piszącej, leżąc na dywanie w piżamie? Czas zakasać rękawy i wziąć się do pracy nad rozwiązywaniem.
Kartie
Wycieczka była wspaniała. Tyle kontrastów, ilu nigdy w życiu nie mogłabym sobie wyobrazić. We wsi, w której mieszkaliśmy, czułam się jak w domu u prababci. Nigdy nie miałam prababci, ale właśnie tak sobie to wyobrażałam. Urzekła mnie atmosfera i piękne budynki. Byłam zachwycona dywanikami. Jedzenie było niesamowite, bo pierwszy raz zjadłam gołąbki, które naprawdę mi smakowały. Tym razem było jeszcze lepiej, niż w tamtym roku. Tamta Rumunia kojarzyła mi się tylko z monastyrami. Ta to trochę sprytu, odnawiane zamki, trochę naturalnych sprzeczności, które mają pełne uzasadnienie. Z mniej eleganckich i oficjalnych rzeczy - uczyłam się pluć pestkami. Poza tym pierwszy raz bałam się tak bardzo, jak wtedy na górze z kościołem w Sighisoarze. Miecze?! Absurd.
Podjęłam trochę nierozsądnych decyzji. Trochę głupio, ale jakoś się to rozwiązało. Wspięłam się na wieżę razem z koleżanką po jej pięćsetnego kesza. Było super. Droga autokarem była znośna, bo miałam specjalnego rodzaju poduszkę ;) Mam nadzieję, że nie obrazi się za to określenie. Strasznie mi przykro, że zaniedbałam innych. Nie miałam pojęcia, że aż do takiego stanu. Dziękuję za zrozumienie.
Dzisiaj tak poważnie, płytko, bez polotu, ale czego więcej można się spodziewać po osobie piszącej, leżąc na dywanie w piżamie? Czas zakasać rękawy i wziąć się do pracy nad rozwiązywaniem.
Kartie
Komentarze