Aeternitas

Zgrywasz doświadczonego, a ja udaję niedoświadczoną.

Nie potrafię myśleć w ten sposób.

Po tym wszystkim utonęłam w fotelu. Odetchnęłam z ulgą, że nie stało się nic, co zmusiłoby mnie do zmiany strategii. Moje myśli zatrzymały się w pewnym punkcie i nie dawały się przekierować na inne tory. Żyję splotem naszych nóg. Próbowałam przypomnieć sobie wszystkie powody, które kiedykolwiek przewinęły się podczas naszych rozmów. Miałam prawo zachować się w ten sposób. Potrzebuję ciągłego przytakiwania, aby wreszcie poczuć się pewna. Dobrze, że to zrobiłam. Ty już nie żyjesz. Wydaje mi się, że nie mogłabym znaleźć lepszego rozwiązania. To by było na tyle. Nie trzeba nic zaczynać od nowa.

Przyłapałam się na tym, że przez chwilę spałam. Od razu wstałam z miejsca i wlałam gotującą się wodę do filiżanki. Podczas gdy herbata się parzyła, ja otworzyłam szafkę, szukając termometru. Znowu zapomniałam, że zostawiłam go na stole, żeby następnym razem tyle nie szukać. Poddałam się i rozchyliłam bordowe zasłony, aby wpuścić trochę światła do pomieszczenia. Dzięki temu dostrzegłam błyszczący przedmiot. Na szczęście nie miałam dzisiaj nic ważnego do wykonania. Gdyby nie to, już dawno popełniłabym serię największych błędów mojego życia. Nie mam miejsca na pomyłki. W głównej mierze wynika to z tego, że u mnie wszystko stało się stałe. Nie mam gdzie się pomylić, bo nie mam nic.

Otworzyłam okno i wychyliłam się przez nie. Oparłam się o parapet i przechyliłam tułów w dół. Usiłowałam przypomnieć sobie trik z chwytaniem poręczy i przeskakiwaniem na drugą stronę. Nie tutaj. Nie tym razem. Popatrzyłam przez moje zwisające włosy na sąsiedni budynek. W jednym z okien zobaczyłam rudego kota. Przechylił leniwie głowę w moją stronę. Rozwarł pyszczek, ukazując swoje drobne uzębienie. Następnie ostentacyjnie odwrócił się i z podniesionym ogonem skoczył w głąb mieszkania. Wróciłam resztą sylwetki do pokoju. Nic tu po mnie. Ubrałam płaszcz i wyszłam.

I nie mów: nie miałem czasu tego wszystkiego zmienić, bo oto od lat całych, od wieków całych nawiedzasz bez oporów to samo wypolerowane miejsce; od wieków całych w niezmienionej młodości przechodzisz o zmierzchu przez płowe święto Sekwany; ciągle w połowie tak młody - czas decyzji, przekroczenia zaklętego kręgu, przybliżenia się, Wielkie Przeciągi Czasu przeciągające się w nieskończoność, czas zawieszony, podarowany, żeby go rozpłatać i zginąć; ale ty kołujesz gładko po tej stronie krawędzi

 Edward Stachura

Ja wiem, że coraz mniej daję od siebie. Wszystko dlatego że oddałam wszystko. Nikomu i każdemu jednocześnie. Przechodząc koło tamtego miejsca, schyliłam się po leżącego między liśćmi kasztana. Nie mam już siły na tamte zabawy. Mam świadomość nadchodzącego końca. Wyczekuję go niecierpliwie, wiedząc, że każdy mijający dzień mnie do niego przybliża. To ten rodzaj pewności, że cokolwiek zrobisz, nic nie zepsujesz. Nie chciałam pokazywać się nikomu od tej strony. W rzeczywistości nigdy mnie nie było.


Naprawdę moglibyśmy tak trwać wiecznie.

Komentarze