Nie tak osobista spowiedź grzesznika
Popełniłam zbrodnię niedoskonałą i nieodwołalną. Ciągle czuję, że to tylko zły sen, z którego się obudzę i znów będzie tak, jak dawniej. Będę się cieszyć muzyką świerszczy, bzyczenie komara przypomni mi o lecie, a nie o krwiopijcach pastwiących się nad swoimi ofiarami. Zawsze tak jest, że, kiedy kończy się historię, choćby najstraszniejszą, czuje się smutek, ponieważ chciałoby się zrobić coś, aby pomóc bohaterom, ale, niestety, to nie jest w naszej mocy. Podobnie jest w moim życiu, jednak nie była to w żadnym wypadku straszna historia, raczej bajka, o której się marzy. Co skłoniło mnie do tak radykalnej decyzji? Koniec utopii, początek strachu, stresu, obwiniania się, wyliczania, irytacji. Wcale nie było źle. Może to projekcja mojego umysłu zaślepiła inne zmysły? Wiję się z bólu i rozpaczy. Akumuluję wodę we wnętrzu. To JA popełniłam tę zbrodnię, a nie byłam tą, która została nią dotknięta. Dlaczego czuję się pozbawiona jednego z ogniw łańcucha mojej duszy? Nie będzie można już nim ozdobić choinki świątecznej. Światła będą świecić bez luster.
Czuję się pusta, pozbawiona serca. Takich rzeczy się nie robi. To tak, jakby żołnierz opuścił swoich wiernych kompanów - zdezerterował. W ostateczności został rzucony na pastwę losu, w obliczu honorowej śmierci zbladł, więc pozostała mu jedynie śmierć tchórzowska. Jak trudno przechodzi mi przez gardło te sześć liter, a przecież urodziłam się w Polsce. W kraju, w którym często używa się tych symboli, wszak został nimi naznaczony. Skazany na śmierć. Czy do końca świata? Czy do końca życia? Czy do końca mnie? Przeszywająca pustka zmieniła położenie guzików, maszyna została rozregulowana i nie pracuje, jak powinna, mimo naoliwienia. Przecież jestem zbrodniarzem, bez wątpienia. Kto szydzi ze mnie - ręka do góry. Powiedziałam jedna! Świat nie musi tak ostentacyjnie pokazywać, że przecież jestem nic nieznaczącym punktem na płaszczyźnie, ba nawet jednostką urojoną, nie zasługuję na bycie rzeczywistą, przez uniżenie wartościowej liczby. Horror. Wymagam porządnej inwentaryzacji. Spis ludności w Betlejem nie ma mocy stwórczej, więc dlaczego ja ze swoimi analizami mam mieć? Czy mam swoją godność? Czy jestem kimkolwiek? Czy będę sobie wyrzucać zepsucie zabawki, która zabawką nie była, a raczej wielką encyklopedią życia, z której można było czerpać wiedzę, a nawet sama podawała odpowiedzi bez wysiłku ucznia? Rozdarcie wewnętrzne doskwiera mi bardziej niż siniak na lewym pośladku, a przecież siedzę ciężko. Czy wierzyłam, że na swoje barki wezmę ciężar większy niż sam Atlas? Książki można dźwigać, gorzej z doświadczeniem. Czuję, iż mam go za dużo i już moje kolana drżą ze słabości. Kiedy dzielę się reszty przybywa, w ten sposób zostaję z większą liczbą. Czy nie lepiej w takim razie zostawić swoje życie samemu sobie? Winogrona. Zielone. Niedojrzałe.
SweetPear
Czuję się pusta, pozbawiona serca. Takich rzeczy się nie robi. To tak, jakby żołnierz opuścił swoich wiernych kompanów - zdezerterował. W ostateczności został rzucony na pastwę losu, w obliczu honorowej śmierci zbladł, więc pozostała mu jedynie śmierć tchórzowska. Jak trudno przechodzi mi przez gardło te sześć liter, a przecież urodziłam się w Polsce. W kraju, w którym często używa się tych symboli, wszak został nimi naznaczony. Skazany na śmierć. Czy do końca świata? Czy do końca życia? Czy do końca mnie? Przeszywająca pustka zmieniła położenie guzików, maszyna została rozregulowana i nie pracuje, jak powinna, mimo naoliwienia. Przecież jestem zbrodniarzem, bez wątpienia. Kto szydzi ze mnie - ręka do góry. Powiedziałam jedna! Świat nie musi tak ostentacyjnie pokazywać, że przecież jestem nic nieznaczącym punktem na płaszczyźnie, ba nawet jednostką urojoną, nie zasługuję na bycie rzeczywistą, przez uniżenie wartościowej liczby. Horror. Wymagam porządnej inwentaryzacji. Spis ludności w Betlejem nie ma mocy stwórczej, więc dlaczego ja ze swoimi analizami mam mieć? Czy mam swoją godność? Czy jestem kimkolwiek? Czy będę sobie wyrzucać zepsucie zabawki, która zabawką nie była, a raczej wielką encyklopedią życia, z której można było czerpać wiedzę, a nawet sama podawała odpowiedzi bez wysiłku ucznia? Rozdarcie wewnętrzne doskwiera mi bardziej niż siniak na lewym pośladku, a przecież siedzę ciężko. Czy wierzyłam, że na swoje barki wezmę ciężar większy niż sam Atlas? Książki można dźwigać, gorzej z doświadczeniem. Czuję, iż mam go za dużo i już moje kolana drżą ze słabości. Kiedy dzielę się reszty przybywa, w ten sposób zostaję z większą liczbą. Czy nie lepiej w takim razie zostawić swoje życie samemu sobie? Winogrona. Zielone. Niedojrzałe.
SweetPear
Komentarze