O obrotach sfer niebieskich, jeśli to my jesteśmy tą sferą
Czy jeśli obrócisz się o 360 stopni, wrócisz do tego samego miejsca? Otóż nie. Rozpatrzmy to z punktu widzenia fizyka. Po pierwsze zmienił się czwarty wymiar, czyli czas, co już sprawia, iż miejsce nie jest to samo. Po drugie - ziemia, na której stałeś, została udeptana, więc część cząsteczek z podłoża przeniosła się na Twoje buty lub też ma teraz jeszcze inne położenie. Przejdźmy teraz do bardziej filozoficznego podejścia do tematu. Skoro obracamy się, to znaczy, że mieliśmy możliwość zobaczenia wszystkiego, co nas otacza. Zatem zmieniliśmy się, gdyż nasza świadomość się powiększyła przez nowe doświadczenie, dlatego już nie jesteśmy w tym samym miejscu. Nie jest to samo, ponieważ my jesteśmy inni i inaczej postrzegamy swoją pozycję. Poza tym, czy możemy stwierdzić, że wróciliśmy do tego samego położenia? Przecież kontynenty ruszają się. Możemy dostrzec zmiany w ich układzie w przeciągu miliardów lat. Z tego wynika, że współrzędne geograficzne już nie są takie same, dlatego jest to kolejny dowód, iż nie wracamy do uprzedniego miejsca. Jak jeszcze można przekonać się o słuszności mojego twierdzenia? (Ach, jak się zrobiło matematycznie, aczkolwiek dowodu przez indukcję nie będzie) Empirycznie. Kiedy obracasz się, w rzeczywistości rzadko zdarza się, żeby naprawdę wrócić do tego samego punktu.
Powinnam przeznaczyć swoją energię na jakieś bardziej kreatywne zajęcie. Chociażby na ćwiczenie rysunku, żeby w końcu przełamać się i zacząć tworzyć portrety. A może iść na spacer? Ale dzisiaj taki mróz i wiatr, że aż strach wychodzić z obawy przed jakimś odmrożeniem (zwłaszcza bez rękawiczek, co, swoją drogą, można było szybko nadrobić, ale przez moje lenistwo, nie udało mi się tego wykonać). Fajnie byłoby także przejechać się tramwajem. Wsiąść do takiego byle jakiego i podążyć... w siną dal, ale nie uciekać. Ucieczka jest dla tchórzy. Po prostu cicho oddalić się z prawdziwą godnością. Czy moje myśli nie mogłyby być chociaż trochę bardziej ze sobą powiązane? Wezmę sznurek i zaplączę pomiędzy nimi taki węzeł, że żadna się już nie wydostanie. Co jeśli będzie towarzyszył mojej akcji jakiś efekt uboczny? Nie chciałabym mieć przecież ograniczonego umysłu, choć szkołom dość skutecznie udaje się temperować mój ognisty, kreatywny temperament myśli. Z resztą, po co zastanawiam się tak nad swoim miejscem w świecie? Jest mi przeznaczone jedno, w którym aktualnie się znajduję, bo nie mogę być w kilku naraz i, chociaż to jedno miejsce jest różne, to jest do mnie przyporządkowane, jak rzędne do odciętych. Muszę skończyć z tą matematyczną gadaniną. Życzę wszystkim magicznej nocy pełnej symbolicznych cyfr (co to za zbereźne myśli!).
SweetPear
Powinnam przeznaczyć swoją energię na jakieś bardziej kreatywne zajęcie. Chociażby na ćwiczenie rysunku, żeby w końcu przełamać się i zacząć tworzyć portrety. A może iść na spacer? Ale dzisiaj taki mróz i wiatr, że aż strach wychodzić z obawy przed jakimś odmrożeniem (zwłaszcza bez rękawiczek, co, swoją drogą, można było szybko nadrobić, ale przez moje lenistwo, nie udało mi się tego wykonać). Fajnie byłoby także przejechać się tramwajem. Wsiąść do takiego byle jakiego i podążyć... w siną dal, ale nie uciekać. Ucieczka jest dla tchórzy. Po prostu cicho oddalić się z prawdziwą godnością. Czy moje myśli nie mogłyby być chociaż trochę bardziej ze sobą powiązane? Wezmę sznurek i zaplączę pomiędzy nimi taki węzeł, że żadna się już nie wydostanie. Co jeśli będzie towarzyszył mojej akcji jakiś efekt uboczny? Nie chciałabym mieć przecież ograniczonego umysłu, choć szkołom dość skutecznie udaje się temperować mój ognisty, kreatywny temperament myśli. Z resztą, po co zastanawiam się tak nad swoim miejscem w świecie? Jest mi przeznaczone jedno, w którym aktualnie się znajduję, bo nie mogę być w kilku naraz i, chociaż to jedno miejsce jest różne, to jest do mnie przyporządkowane, jak rzędne do odciętych. Muszę skończyć z tą matematyczną gadaniną. Życzę wszystkim magicznej nocy pełnej symbolicznych cyfr (co to za zbereźne myśli!).
SweetPear
Komentarze