Free Walking Tour
Dołączyłam do Free Walking Tour w Krakowie, zatem mogę oficjalnie wykreślić kolejne marzenie do spełnienia ze swojej listy. Poza tym wczoraj poznałam siostry z różnych stron świata (m. in. Kenia, Kanada, USA). Okazały się być bardzo sympatyczne, dlatego, kiedy je zobaczyłam na drodze, uśmiechnęłam się od ucha do ucha i przyspieszyłam kroku, żeby dotrzeć do nich prędzej.
Swoją drogą, pisanie w śmieszny sposób sprawia mi coraz więcej radości.
Od kilku dni czułam się strasznie zmęczona, ale dzisiaj jest znacznie lepiej. Znowu wypiłam tę okropną kawę. Mogłam trochę odetchnąć, ponieważ zrobiłam wcześniej wszystko, co miałam do zrobienia. Położyłam się na trawie, utkwiłam swój wzrok w toni wodnej, lecz nie na długo, ponieważ rozpraszał mnie telefon (jak to ostatnio moje najbliższe osoby zauważyły i nie oszczędzają nieraz drwiących słów, ani min, które wskazują na wybitne rozbawienie). Tak, mam świadomość tego, iż denerwuję ludzi. Pewnie za wczorajszy incydent parę osób mnie znienawidziło, ale to była najszybsza droga nauki (co nie znaczy wcale, że najlepsza, wiem).
Zrehabilitowałam się parokrotnie, ale nie w tym rzecz. Odwiedziłam antykwariat i zakupiłam album, który kusił mnie swoją okładką za każdym razem, kiedy mijałam wystawę, dlatego byłam bardzo zawiedziona, gdy zniknął z miejsca, gdzie go po raz pierwszy zobaczyłam. Przez długi czas bałam się, iż zmienił właściciela, ale niedawno odważyłam się w końcu zaglądnąć do środka i nie zawiodłam się, bo, po chwili spędzonej tam, udało mi się odszukać wspomnianą książkę (mianowicie zbiór zdjęć Beksińskiego) i poczułam, że grzechem byłoby nie wydać swych cennych pieniędzy na coś, czego pragnęłam przez kilka miesięcy, toteż po lekkim oswojeniu z ceną udałam się do kasy, gdzie sprzedawca (szczęśliwie dla mnie) zdecydował się obniżyć jej wartość, dodając z uśmiechem: "będzie na kawę". Wyszłam z budynku szczęśliwa. Z resztą nie ma się mi co dziwić. Zastanawiałam się jeszcze nad kupnem tomiku wierszy Edwarda Stachury, ale uznałam, że może mi nie wystarczyć funduszy na zakup książek do fizyki, a to, biorąc pod uwagę mój profil, byłoby profanacją.
Zbliża się czas, gdy dowiem się, czy moja praca jest coś warta.
Potrafię streszczać swoje największe i najbardziej obfite przeżycia w kilku zdaniach.
Skaczę po murkach i uważam to za najlepsze (cóż, bo najtańsze) hobby, jakie kiedykolwiek miałam :)
Rozpoczęłam trzeci sezon "Przyjaciół". Chwila odpoczynku, więc może skończę oglądać film "Czarny kot, biały kot". Zaintrygowała mnie dzisiejsza propozycja i chyba się nad nią dłużej zastanowię. Może filozofia lub filmoznawstwo? Czy raczej historia sztuki - "w razie czego"?
Kartie
Swoją drogą, pisanie w śmieszny sposób sprawia mi coraz więcej radości.
Od kilku dni czułam się strasznie zmęczona, ale dzisiaj jest znacznie lepiej. Znowu wypiłam tę okropną kawę. Mogłam trochę odetchnąć, ponieważ zrobiłam wcześniej wszystko, co miałam do zrobienia. Położyłam się na trawie, utkwiłam swój wzrok w toni wodnej, lecz nie na długo, ponieważ rozpraszał mnie telefon (jak to ostatnio moje najbliższe osoby zauważyły i nie oszczędzają nieraz drwiących słów, ani min, które wskazują na wybitne rozbawienie). Tak, mam świadomość tego, iż denerwuję ludzi. Pewnie za wczorajszy incydent parę osób mnie znienawidziło, ale to była najszybsza droga nauki (co nie znaczy wcale, że najlepsza, wiem).
Zrehabilitowałam się parokrotnie, ale nie w tym rzecz. Odwiedziłam antykwariat i zakupiłam album, który kusił mnie swoją okładką za każdym razem, kiedy mijałam wystawę, dlatego byłam bardzo zawiedziona, gdy zniknął z miejsca, gdzie go po raz pierwszy zobaczyłam. Przez długi czas bałam się, iż zmienił właściciela, ale niedawno odważyłam się w końcu zaglądnąć do środka i nie zawiodłam się, bo, po chwili spędzonej tam, udało mi się odszukać wspomnianą książkę (mianowicie zbiór zdjęć Beksińskiego) i poczułam, że grzechem byłoby nie wydać swych cennych pieniędzy na coś, czego pragnęłam przez kilka miesięcy, toteż po lekkim oswojeniu z ceną udałam się do kasy, gdzie sprzedawca (szczęśliwie dla mnie) zdecydował się obniżyć jej wartość, dodając z uśmiechem: "będzie na kawę". Wyszłam z budynku szczęśliwa. Z resztą nie ma się mi co dziwić. Zastanawiałam się jeszcze nad kupnem tomiku wierszy Edwarda Stachury, ale uznałam, że może mi nie wystarczyć funduszy na zakup książek do fizyki, a to, biorąc pod uwagę mój profil, byłoby profanacją.
Zbliża się czas, gdy dowiem się, czy moja praca jest coś warta.
Potrafię streszczać swoje największe i najbardziej obfite przeżycia w kilku zdaniach.
Skaczę po murkach i uważam to za najlepsze (cóż, bo najtańsze) hobby, jakie kiedykolwiek miałam :)
Rozpoczęłam trzeci sezon "Przyjaciół". Chwila odpoczynku, więc może skończę oglądać film "Czarny kot, biały kot". Zaintrygowała mnie dzisiejsza propozycja i chyba się nad nią dłużej zastanowię. Może filozofia lub filmoznawstwo? Czy raczej historia sztuki - "w razie czego"?
Kartie
Komentarze