Tym razem słowo-klucz nie jest kluczowe
"Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy
nie zaczęło się. Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się.
Skończyło się, bo nie zaczęło się. Cokolwiek prawdziwie się zaczyna –
nigdy się nie kończy"
E. Stachura, "Oto"
Ostatnio doświadczyłam w życiu wzorcowej sceny na miarę hollywoodzkiej komedii romantycznej. Idąc razem z przyjaciółkami, przeszłam obok przystojnego chłopaka rozdającego ulotki, ale nie zwróciłam na niego większej uwagi. Skierowałyśmy się w stronę lodowiska, na którym zobaczyłyśmy jeżdżące znajome. Nagle podszedł do nas śmieszny pan z harmonijką i objął ramieniem jedną z przyjaciółek, bo druga zdążyła w tym czasie odsunąć się na bezpieczną odległość. Zaśmiałyśmy się, ale ostrożnie odeszłyśmy parę kroków, żeby wrócić, kiedy już go tam nie będzie. Nie minęło dużo czasu. Po chwili obserwacji ludzi na lodowisku uznałam, że mogłabym już stąd iść, więc, patrząc na dziewczyny, oddaliłam się. Znowu przeszłam koło tego chłopaka, który, wręczając mi ulotkę, szeroko się uśmiechnął. Mówią: "jak dają, to bierz". Wzięłam. Odwzajemniłam się delikatnym uśmiechem. Chciałam złożyć ulotkę na pół i schować do kieszeni, ale zawiał mocniejszy wiatr, który sprawił, że karteczka wyleciała mi z rąk. Przez chwilę zastanawiałam się, czy wrócić i ją podnieść. Ostateczny wybór był taki, że odwróciłam się i schyliłam po nią, zerkając na tegoż chłopaka w celu upewnienia się, czy wszystko widział, i zbadania jego reakcji. Była w stu procentach prawidłowa. No, może w osiemdziesięciu, bo w prawdziwej komedii romantycznej podbiegłby, żeby mi "pomóc", a wtedy nasze spojrzenia spotkałyby się.
Jak mogłyby potoczyć się dalsze losy bohaterów tej historii? Jak się potoczyły?
Ostatnio byłam strasznie zapracowana. Wszechobecna pamięć podsuwała mi coraz więcej nowych wniosków do rozprawki. Czy był sens ją pisać? Oczywiście! Mój limit wolnego czasu został mocno ograniczony przez wszystkie zajęcia, których się podjęłam, więc byłam zmuszona do rezygnacji z solowego występu. Plus jest taki, że nikt nic szczególnego na tym nie straci. Starałam się dać z siebie jak najwięcej, ale okazało się, że jednak jestem w środku bardziej pusta, niż myślałam. Nie jest to w żadnym wypadku nic złego. Po prostu trzeba znaleźć coś, co tę pustkę wypełni. Zdążyłam podjąć ważną decyzję odnośnie szansy, którą dostałam. Uznałam, że dużo lepszy wpływ na mnie będzie miała świetna atmosfera, niż dobre warunki i poniekąd szerokie horyzonty. Zatem zostaję tam, gdzie byłam.
Wreszcie mogłam wykorzystać gdzieś moje zamiłowanie do Edwarda Stachury i Zdzisława Beksińskiego oraz fakt, że przeczytałam "Wstęp do psychoanalizy". Czuję się literatką. Dzisiejszy spokojny wieczór, w porównaniu do pechowego wczorajszego, kiedy to doświadczałam bolesnych skurczy brzucha, które nie pozwalały mi na utrzymanie stabilnej pozycji i zrealizowanie planów, spędziłam ze świeczkami w uszach oraz z "Milczeniem owiec", bo w końcu trzeba przeczytać, żeby obejrzeć film. Uzupełnianie kulturalnych zaległości rozpoczęte. Wczoraj "Perwersyjny przewodnik po ideologiach". Dzisiaj powrót do niegdyś rutynowych czynności. Czas na wytyczenie sobie nowego celu, żeby skupić całą energię na jego wykonaniu.
Słowo-klucz do zapamiętania to "Maciej".
Kartie
Komentarze
Zwłaszcza tekst:
"zjechać z tobą w dół po poręczy, wspólnie się wyczołgać z nędzy"