Wielkie żarcie

Zżera mnie trema. Paskudna. Potworna. Przesadzona. Bardziej niż głód wczoraj.
Czuję się tak słaba. Bezradna. Bezsilna. Beznadziejna.
Na nic czytanie o konceptach barokowych. Co tam z ekfrazami. Nie pomoże także unikanie błędów fonetycznych w piśmie. Tysiące notatek - bo wciąż znajduje się coś nowego, co na pewno jest istotne.

Artes humaniora

Nagromadzenia ważnych słów, których sama nie wypowiem:
alleatoryzm, antysztuka, autodeifikacja, apokatastasis, eschatologia, epifania, hiperrealizm, kontaminacja, kosmogonia, rudymentarny, diaspora, konsolacja, sylwa, paradygmat, muzyka dodekafoniczna.

Syndrom odzyskanej wolności

Miliony nazwisk kształtujących wszystko, co nas otacza. I jeden mózg. Lub raczej coś, co z niego zostało. Nieograniczony bezład lub, lepiej zwany, artystyczny nieład.

Nie jest tak źle, jak się wydaje. Za dwa dni będzie po wszystkim. Nie będzie śladu po tym, co minęło. Nie pozostanie żaden pomnik. Wszystko ucieknie mi z pamięci.
Pamięci.
Tej pamięci, której się boję.
Tej pamięci, o której chcę pamiętać.
Tej pamięci, bez której nie będzie niczego.

Muszę pisać bzdury, żeby się opanować. Ułożyć tok myślenia.

Stosowanie bezosobowych form czasownika pozwoli mi na odcięcie się od tematu.

Im więcej trudności... tym więcej trudności.
Optymizm zostawiam sobie na jutro.
Przypomniały mi się tu słowa Scarlett O'Hary:
"Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro."
Tak też zrobię. Parę wdechów i wydechów. Będzie po wszystkim. 
Już odzyskuję względny spokój.
Ponarzekać i popanikować też czasem trzeba.
Ot, taka histeryczna natura.

Kartie

Komentarze