Ludowy akt rozpaczy
Miałam wczoraj ciekawą myśl i nawet prawie ją zapisałam, ale uznałam, że jest na tyle ważna, iż na pewno ją zapamiętam i nic nie sprawi, że będę w stanie ją zapomnieć. Zapomniałam...
...Ale przynajmniej już wiem, skąd biorą się białe jajka :)
Przeczytałam "Ludowy akt miłości" Jamesa Meeka i spodobała mi się ta interpretacja uczuć. Całe szczęście, że opis z tyłu książki nie oddaje istoty powieści. Normalnie wzięłabym go za spoiler - w końcu zdradza mniej więcej połowę akcji, ale w tej prozie chodziło o coś innego niż wydarzenia (Uwaga! Dalszy ciąg może sporo zdradzić!). Główny bohater Samarin jest dla mnie zbitką typowych postaci rosyjskiej literatury, z którą miałam styczność do tej pory - jest w nim Raskolnikow, i Woland i nawet trochę Mistrza - człowiek przeświadczony o wyższości siebie i swojego celu, siejący zamęt w Jazyku (niczym Woland ze swoją świtą w Moskwie), obnażający ludzkie zło, rozkochujący w sobie Annę Pietrowną, która, niczym Małgorzata, przez jedną noc była w stanie oddać mu wszystko, ale jednak prowadzący tych ludzi do szczęścia i dobra. Znika równie niespodziewanie, jak się pojawił. Podoba mi się. Fascynują mnie klimaty rosyjskiej literatury. Było też trochę o fotografii (aż żal myśleć, że nie przeczytałam jej przed konkursem, bo byłaby jak znalazł! Co najlepsze - kupiłam ją tuż przed nim). Na początku wydawało mi się, że to będzie o cierpieniu, upodleniu i braku godności. Gdybym miała zdecydować, co mi to przypomina, bez zastanowienia przytoczyłabym "Czekając na barbarzyńców" Coetzee. Okazało się, że to nie to. Jest o pożądaniu, o karze i w sumie o wszystkim, do czego zdolni są ludzie. Jedyne dziecko, o którym mowa w całym Jazyku to Alosza, synek Anny Pietrowny. Wydaje się jakby rozświetlać całą tę mroczną, dobijającą i osamotniającą scenografię. Rzeczywiście, Jazyk nie jest realny. Przypomina teatr wraz z Matulą, który oszukuje swoich aktorów, byle tylko dalej mogli grać, a on nimi dowodzić. Po co mu to? Na co mu iluzja władzy, namiastka królestwa? Stara się uniknąć kary, która ostatecznie i tak go dosięga. Z ręki Huzara. Czytając, postanowiłam, że w odpowiednich miejscach powtykam małe karteczki z co ważniejszymi hasłami, żeby nie zapomnieć, o czym czytałam. Jednym z popularniejszych był "erotyzm". Odgrywa ważną rolę w tej powieści. Zaczynając od Samarina i Jekateriny, których poznajemy na samym początku, przez Annę i jej męża, wszystkie kastracyjne zabiegi i przypuszczenie odbywających się w czasie zgromadzeń orgii, Huzarów (wraz z wyrafinowanym cytatem Bałaszowa w liście do Anny ;) ), kończąc na Czechach z Matulą na czele.
Podoba mi się połączenie racjonalnych żołnierzy z lekko mitycznymi Tunguzami i wirującymi kastratami. Całość zdaje się dziać w nieco onirycznej konwencji. Kiedy czytałam list Bałaszowa, przez moment zgubiłam się i nie byłam pewna, czy aby nadal czytam jego opis snu, czy może jest to już dalsza część jego opowieści o "zmianie". Wspominałam o fotografii. Od pierwszej chwili, kiedy Anna otrzymała aparat, miał on na nią duży wpływ. Dopiero na końcu zauważyłam jak wielki. Wszystkie ważne życiowe decyzje podejmowała jakby odurzona tym, co widzi na szklanej kliszy. Największym sentymentem darzę jednak Nekovara, który może nie odegrał dużej roli w akcji, ale był dla mnie symbolem zagubionych w życiu ludzi, którzy próbują dostać się do pewnego "innego" świata znajdującego się poza ich zasięgiem. Pozostaje nadzieja, że kiedyś uda im się do niego trafić.
Nasuwa mi się na myśl jeszcze trochę przemyśleń dotyczących "Ludowego aktu miłości", ale chyba nie nadają się do publikacji, zatem poprzestanę na tym, co już mam i postaram się odreagować tę długą przerwę. Dopiero teraz odkryłam wieloznaczność tytułu, który na początku zachęcił mnie do kupna tej książki, ponieważ spodziewałam się po niej czegoś w rodzaju przewodnika po ideałach (aż dziwne, że tak zrozumiałam okładkę przedstawiającą człowieka samotnie przemierzającego rozległy teren pokryty grubą warstwą śniegu), a w zamian dostałam coś, co skłania mnie do refleksji i nakazuje zastanowić się nad moimi wartościami.
Polecam, ale nie dla osób o słabych nerwach, które spodziewają się znaleźć w literaturze ukojenie, a nie moralny niedosyt. "Szczęśliwe zakończenie" jest chyba tylko pozorne.
Na koniec zdjęcie ręcznie malowanych jajek, żeby było "tematycznie" :)
Kartie
...Ale przynajmniej już wiem, skąd biorą się białe jajka :)
Przeczytałam "Ludowy akt miłości" Jamesa Meeka i spodobała mi się ta interpretacja uczuć. Całe szczęście, że opis z tyłu książki nie oddaje istoty powieści. Normalnie wzięłabym go za spoiler - w końcu zdradza mniej więcej połowę akcji, ale w tej prozie chodziło o coś innego niż wydarzenia (Uwaga! Dalszy ciąg może sporo zdradzić!). Główny bohater Samarin jest dla mnie zbitką typowych postaci rosyjskiej literatury, z którą miałam styczność do tej pory - jest w nim Raskolnikow, i Woland i nawet trochę Mistrza - człowiek przeświadczony o wyższości siebie i swojego celu, siejący zamęt w Jazyku (niczym Woland ze swoją świtą w Moskwie), obnażający ludzkie zło, rozkochujący w sobie Annę Pietrowną, która, niczym Małgorzata, przez jedną noc była w stanie oddać mu wszystko, ale jednak prowadzący tych ludzi do szczęścia i dobra. Znika równie niespodziewanie, jak się pojawił. Podoba mi się. Fascynują mnie klimaty rosyjskiej literatury. Było też trochę o fotografii (aż żal myśleć, że nie przeczytałam jej przed konkursem, bo byłaby jak znalazł! Co najlepsze - kupiłam ją tuż przed nim). Na początku wydawało mi się, że to będzie o cierpieniu, upodleniu i braku godności. Gdybym miała zdecydować, co mi to przypomina, bez zastanowienia przytoczyłabym "Czekając na barbarzyńców" Coetzee. Okazało się, że to nie to. Jest o pożądaniu, o karze i w sumie o wszystkim, do czego zdolni są ludzie. Jedyne dziecko, o którym mowa w całym Jazyku to Alosza, synek Anny Pietrowny. Wydaje się jakby rozświetlać całą tę mroczną, dobijającą i osamotniającą scenografię. Rzeczywiście, Jazyk nie jest realny. Przypomina teatr wraz z Matulą, który oszukuje swoich aktorów, byle tylko dalej mogli grać, a on nimi dowodzić. Po co mu to? Na co mu iluzja władzy, namiastka królestwa? Stara się uniknąć kary, która ostatecznie i tak go dosięga. Z ręki Huzara. Czytając, postanowiłam, że w odpowiednich miejscach powtykam małe karteczki z co ważniejszymi hasłami, żeby nie zapomnieć, o czym czytałam. Jednym z popularniejszych był "erotyzm". Odgrywa ważną rolę w tej powieści. Zaczynając od Samarina i Jekateriny, których poznajemy na samym początku, przez Annę i jej męża, wszystkie kastracyjne zabiegi i przypuszczenie odbywających się w czasie zgromadzeń orgii, Huzarów (wraz z wyrafinowanym cytatem Bałaszowa w liście do Anny ;) ), kończąc na Czechach z Matulą na czele.
Podoba mi się połączenie racjonalnych żołnierzy z lekko mitycznymi Tunguzami i wirującymi kastratami. Całość zdaje się dziać w nieco onirycznej konwencji. Kiedy czytałam list Bałaszowa, przez moment zgubiłam się i nie byłam pewna, czy aby nadal czytam jego opis snu, czy może jest to już dalsza część jego opowieści o "zmianie". Wspominałam o fotografii. Od pierwszej chwili, kiedy Anna otrzymała aparat, miał on na nią duży wpływ. Dopiero na końcu zauważyłam jak wielki. Wszystkie ważne życiowe decyzje podejmowała jakby odurzona tym, co widzi na szklanej kliszy. Największym sentymentem darzę jednak Nekovara, który może nie odegrał dużej roli w akcji, ale był dla mnie symbolem zagubionych w życiu ludzi, którzy próbują dostać się do pewnego "innego" świata znajdującego się poza ich zasięgiem. Pozostaje nadzieja, że kiedyś uda im się do niego trafić.
Nasuwa mi się na myśl jeszcze trochę przemyśleń dotyczących "Ludowego aktu miłości", ale chyba nie nadają się do publikacji, zatem poprzestanę na tym, co już mam i postaram się odreagować tę długą przerwę. Dopiero teraz odkryłam wieloznaczność tytułu, który na początku zachęcił mnie do kupna tej książki, ponieważ spodziewałam się po niej czegoś w rodzaju przewodnika po ideałach (aż dziwne, że tak zrozumiałam okładkę przedstawiającą człowieka samotnie przemierzającego rozległy teren pokryty grubą warstwą śniegu), a w zamian dostałam coś, co skłania mnie do refleksji i nakazuje zastanowić się nad moimi wartościami.
Polecam, ale nie dla osób o słabych nerwach, które spodziewają się znaleźć w literaturze ukojenie, a nie moralny niedosyt. "Szczęśliwe zakończenie" jest chyba tylko pozorne.
Na koniec zdjęcie ręcznie malowanych jajek, żeby było "tematycznie" :)
Kartie
Komentarze
http://youtu.be/tnoG0ONh4b8
przeczytam chociażby dla tego wątku ;)