Zaufaj tylko warg splotom
Strąciłam szklankę z brzegu stołu. Nie miałam ochoty rzucać nią z całej siły w ścianę. Zadrżała mi ręka i poczułam obcy impuls, który kazał mi położyć ją na kolanie. Z pozoru nic nie znaczący gest pozwolił mi uspokoić myśli. Strużki wody ściekały pod wpływem lekkiego przeciągu. Rozchyliłam usta i zapatrzona w ten obraz westchnęłam. Łodygi otaczających mnie roślin zakręcały się w niesamowite sploty. Ich liście były jakby strażnikami obfitości ukrytej wewnątrz. To ja miałam być tym barbarzyńcą naruszającym ich porządek, ich ustalone zasady, ich prawo do życia. Przyglądałam się temu małemu światu rozwijającemu się mimo wszystko. Po chwili sięgnęłam po nożyczki i zrobiłam użytek z ich ostrzy, odcinając czubki wybranych gałązek. Nie tylko ja poddaję się niszczącemu wpływowi innych.
Z czego wynika ta dziwna choroba? Czy jestem taka przez wyobcowanie czy jestem wyobcowana, dlatego że jestem taka? Mam zaburzony odbiór rzeczywistości. Przesadzam w obie strony, a jednocześnie trzymam się środka. Nie mam pojęcia, kim jestem. Nie wiem, na kogo patrzę w lustrze. Nie poznaję siebie. Nic nie miało być takie samo. Nic poza czasem się nie zmienia i przez to wszystko jest obce. Nie będzie powtórzonego punktu, w którym otoczenie pasowało do wnętrza. Nie będzie powtórzonego głosu, mówiącego to, co pamiętam. Coś będzie.
Tymczasem oddzielam się od granic. Granicami. Nie mam zamiaru nadziewać się na kolejne ostrza, ani natykać na kolejne szlabany. Będę traktować przeszkody tak, jak życie traktuje mnie. Niech wszystko płynie, rozlewa się po podłodze, zatapia kolejne istnienia. Niech tworzy prądy, kontynuuje wiry i podmywa fundamenty. Już więcej nie będę w tym trwać, ani opierać się temu. Nie trzeba nad wszystkim panować, wystarczy od czasu do czasu kontrolować. Uciec się do podstępu i przedostać do uprzywilejowanego miejsca nadzoru. Staję się następcą największych barbarzyńców. Otwieram największe skarbce, nie zabierając nic ze środka. Nie po raz ostatni jestem obrazoburcą. Najbardziej oburza normalność i brak odporności na ból.
W niczym nie pomogę.
Z czego wynika ta dziwna choroba? Czy jestem taka przez wyobcowanie czy jestem wyobcowana, dlatego że jestem taka? Mam zaburzony odbiór rzeczywistości. Przesadzam w obie strony, a jednocześnie trzymam się środka. Nie mam pojęcia, kim jestem. Nie wiem, na kogo patrzę w lustrze. Nie poznaję siebie. Nic nie miało być takie samo. Nic poza czasem się nie zmienia i przez to wszystko jest obce. Nie będzie powtórzonego punktu, w którym otoczenie pasowało do wnętrza. Nie będzie powtórzonego głosu, mówiącego to, co pamiętam. Coś będzie.
Tymczasem oddzielam się od granic. Granicami. Nie mam zamiaru nadziewać się na kolejne ostrza, ani natykać na kolejne szlabany. Będę traktować przeszkody tak, jak życie traktuje mnie. Niech wszystko płynie, rozlewa się po podłodze, zatapia kolejne istnienia. Niech tworzy prądy, kontynuuje wiry i podmywa fundamenty. Już więcej nie będę w tym trwać, ani opierać się temu. Nie trzeba nad wszystkim panować, wystarczy od czasu do czasu kontrolować. Uciec się do podstępu i przedostać do uprzywilejowanego miejsca nadzoru. Staję się następcą największych barbarzyńców. Otwieram największe skarbce, nie zabierając nic ze środka. Nie po raz ostatni jestem obrazoburcą. Najbardziej oburza normalność i brak odporności na ból.
W niczym nie pomogę.
Grzegorz Turnau - Naprawdę nie dzieje się nic
Komentarze