Wśród ślepców
Nie obchodzisz mnie. Możesz w swoim milczeniu zawrzeć wiele, ale ja w tej ciszy mam do powiedzenia jeszcze więcej. Tak bardzo lubisz być raniony? Nie będę zakładać opatrunków na samobójcze rany. W żaden sposób nie atakujesz mnie, ani tych, których byś pragnął. Zapętlasz się w tym jednotorowym cyklu, dlatego że naprawdę sądzisz, że nie ma z niego żadnych wyjść. Są. Mogłabym być jednym z nich, ale po co? Po to, żeby unieszczęśliwiać cały świat. Żeby wciąż zastanawiać się, czy patrzysz na mnie, czy widzisz kogoś innego. Jestem wizualizacją wszystkiego tego, o czym nie marzysz. Determinuję zaślepianie możliwości. Nie jestem niczym innym jak przyszłością. Obdzieram ze złudzeń, że nie stanie się już nic gorszego. Jestem tym, czego człowiek może najbardziej się bać. Wołaniem w smutku, paniką w niepokoju, ale też histerycznym śmiechem w radości oraz wysoko uniesionym nosem w dumie.
A gdyby tak otworzyć na chwilę oczy i zobaczyć to, co dzieje się wokół nas? Czy dojrzelibyśmy coś nowego? Czy nasze pole widzenia rozszerzyłoby się? Nie widzę wszystkiego. Widzę tylko to, co chcę zobaczyć. Ma to swoje dobre i złe strony. Dzięki temu mogłam spotkać Ciebie. Nie pamiętam, jak się poznaliśmy. Po latach będziemy wspominać to jako zbieg okoliczności. Lub nie będziemy wspominać wcale. Nasze drogi się rozejdą. Moje stęsknione oczy i Twoje zmarszczone brwi nie będą razem. Wydaje się, że to już ostateczne. Inne oczy i inne brwi połączą się w idealnym splocie oprawy. Teraz możemy być wszystkimi nimi i żadną jednocześnie. Mamy prawo do niedecydowania się. Korzystam z niego w każdym momencie, który miałby sprawić, że coś stanie się wreszcie oczywiste.
Zamknęła się w upokorzeniu. Wyszła do parku, w którym minęła tysiące obcych twarzy i jedną widzianą już kiedyś we śnie. Oczy ich wszystkich były brązowe. Albo może zielone? Wszystkie miały jeden kolor. Najważniejszy w tamtym konkretnym momencie. Szukała swojego odbicia w tych świetlistych twarzach. Straciła rachubę i pogubiła się w liczeniu. Potknęła się o wystającą płytę chodnikową. Dokładnie wtedy minęła ją miłość jej życia, której nie zauważyła. Nie zobaczyła tej twarzy. Nie spojrzeli sobie w oczy. Skąd wiadomo, że to był właśnie on? Nie był. Nie musiał być, po prostu łatwiej założyć, że życie mija nas, gdy jesteśmy nieuważni. Lepiej jest przyjąć porażki, tłumacząc sobie, że to nie była nasza wina. Spotykamy po prostu takich ludzi, nie innych, bo jesteśmy niezdarni. Kim chce być? Swobodnymi ziarenkami piasku na wietrze czy podmywanym klifem?
Wołająca do Nikogo w nie swoim imieniu
A gdyby tak otworzyć na chwilę oczy i zobaczyć to, co dzieje się wokół nas? Czy dojrzelibyśmy coś nowego? Czy nasze pole widzenia rozszerzyłoby się? Nie widzę wszystkiego. Widzę tylko to, co chcę zobaczyć. Ma to swoje dobre i złe strony. Dzięki temu mogłam spotkać Ciebie. Nie pamiętam, jak się poznaliśmy. Po latach będziemy wspominać to jako zbieg okoliczności. Lub nie będziemy wspominać wcale. Nasze drogi się rozejdą. Moje stęsknione oczy i Twoje zmarszczone brwi nie będą razem. Wydaje się, że to już ostateczne. Inne oczy i inne brwi połączą się w idealnym splocie oprawy. Teraz możemy być wszystkimi nimi i żadną jednocześnie. Mamy prawo do niedecydowania się. Korzystam z niego w każdym momencie, który miałby sprawić, że coś stanie się wreszcie oczywiste.
Zamknęła się w upokorzeniu. Wyszła do parku, w którym minęła tysiące obcych twarzy i jedną widzianą już kiedyś we śnie. Oczy ich wszystkich były brązowe. Albo może zielone? Wszystkie miały jeden kolor. Najważniejszy w tamtym konkretnym momencie. Szukała swojego odbicia w tych świetlistych twarzach. Straciła rachubę i pogubiła się w liczeniu. Potknęła się o wystającą płytę chodnikową. Dokładnie wtedy minęła ją miłość jej życia, której nie zauważyła. Nie zobaczyła tej twarzy. Nie spojrzeli sobie w oczy. Skąd wiadomo, że to był właśnie on? Nie był. Nie musiał być, po prostu łatwiej założyć, że życie mija nas, gdy jesteśmy nieuważni. Lepiej jest przyjąć porażki, tłumacząc sobie, że to nie była nasza wina. Spotykamy po prostu takich ludzi, nie innych, bo jesteśmy niezdarni. Kim chce być? Swobodnymi ziarenkami piasku na wietrze czy podmywanym klifem?
Wołająca do Nikogo w nie swoim imieniu
Komentarze