A skoro o ludzkości mowa
Podróże w nocy? Dlaczego uważa się je za bardziej niebezpieczne? Bo za dnia jest więcej ludzi? Biorąc pod uwagę, ilu jest świrusów na tym pokręconym świecie, śmiem wątpić, że mogłoby to przemawiać na naszą korzyść. Usłyszałam gwizd hamulców i powolne tłumienie dźwięku kół na torach. Wielka maszyna zatrzymała się. Wsiadłam do nocnego pociągu.
Przyglądałam się zaniepokojonej nastolatce siedzącej ze mną w przedziale. Na jej twarzy malował się strach pomieszany z wyrzutami sumienia, że nie posłuchała swojej matki nakazującej jej powrót o "przyzwoitej" porze. Zaciskała mocno pięści, patrząc w okno, jakby chciała udawać, że wcale jej tu nie ma. Założyła słuchawki na uszy, czego osobiście nie uważam za dobre taktycznie posunięcie, gdyż w razie potencjalnego zagrożenia nie będzie w stanie odebrać jakichkolwiek sygnałów dźwiękowych, które mogłyby ją ostrzec. Wzrok jest dobry, ale zwykle reaguje za późno, tym bardziej gdy przyzwyczai się go do patrzenia w dal w ciemności. Cóż, to jeszcze dziecko, a ja dzieci nie uczę. Po prawej stronie, przy uchylonym oknie siedział tęgi mężczyzna w ortalionowej kurtce. Buty miał zadbane, choć ich krój wskazywał na pochodzenie z podobnej epoki, co kurtka, czyli późnych lat 90. Prawdopodobnie miał dwie pary obuwia - jedną odświętną, w której dzisiaj maszerował, dopóki nie dotarł do pociągu, drugą roboczą - zmienianą, jak mniemam, co rok, bo stan zużycia nie pozwalał na dalsze z nich korzystanie. Na siedzeniach przed nim była zadbana kobieta wkraczająca właśnie w wiek średni. Mimo tego, że miała drogie i czyste buty, od razu poznałam, że to prostytutka. Obejrzałam jeszcze resztę stroju - chciała uchodzić za prawniczkę. Obcisła spódnica ołówkowa, żakiet z tego samego materiału, kremowa koszula i skromny, złoty naszyjnik. Natury nie oszukasz. Zdradziły ją nienaturalnie duże usta, które układała w dziwny kształt będący czymś w rodzaju dzióbka z rozchylonymi wargami. Nałożyła na nie błyszczyk o zbyt jasnym odcieniu, jednoznacznie wskazujący na to, że, mimo klasycznego, stonowanego ubioru, za wszelką cenę chciała się odmłodzić.
Na tym samym poziomie, po lewej stronie siedział młody chłopak wyglądający tak, jakby większość swojego wolnego czasu, którego nie przeznaczał na picie ze swoimi wiernymi koleżkami (swoja drogą tydzień wcześniej zeznającymi przeciwko niemu w zasadzie tylko po to, żeby ratować własne tyłki, bo też byli winni. Chłopaczek miał szczęście, że syn sędziny niegdyś chodził do klasy z owymi "przypadkami", więc uratowały go jedynie wątpliwa reputacja i nie najwiarygodniejsze zeznania tychże świadków), spędzał na siłowni. Miał tyle żelu na ciemnych włosach, że wyglądały, jakby wysmarował je olejem i dopiero wtedy zaczął układać tę konstrukcję na swojej głowie. Zjechałam wzrokiem niżej i moim oczom ukazała się jaskrawa koszulka polo z podniesionym kołnierzykiem i rozpiętymi guzikami, które ukazywały męskie owłosienie na klatce piersiowej. Ramiona zakrywała biała kurtka z niebieskimi i czerwonymi paskami po bokach. Z tyłu raziła w oczy wielkim logo, które nie mogło umknąć mojej uwadze, kiedy wsiadałam za przystojniaczkiem do wagonu. Podejrzewam, że kurtka barwami nawiązywała do kolorów sportowego samochodu oklejonego "wyścigowymi" paskami, którym zwykł popisywać się przed dziewczynami. Na nogach miał czarne obcisłe spodnie z grubym paskiem w szlufkach. Jak sądził, te opięte nogawki miały dodać mu elegancji. Cały uniform dopełniały sportowe czerwone buty z czarnymi detalami. Z lepkim uśmieszkiem na ustach co chwilę zerkał na kobietę-prawniczkę. Ona, udając, że tego nie widzi, patrząc na odbicie kurtki w szybie, próbowała oszacować zawartość jego portfela, który, z całą pewnością, miał w wewnętrznej kieszeni po lewej stronie. Piękna metafora materializmu - pieniądze blisko serca.
Drzwi przedziału głośno się otworzyły. Nastolatka drgnęła. Bynajmniej nie z powodu hałasu, który zagłuszała muzyka w słuchawkach, ale przez lekki przeciąg wdzierający się wraz z nowym gościem. Od razu mi się spodobał. Jego wąs wyglądał, jakby czaił się na niewinne usta kobiety, które łaskotałby przy namiętnym pocałunku. Miał na sobie czarną koszulę z pięknymi zdobieniami wyszywanymi złotą nitką i ciemne dżinsy z nogawkami rozszerzającymi się na dole. Sylwetkę obciążały mu jeszcze jasne kowbojki, ale jego chód był nad wyraz płynny. Nie rozglądając się dookoła, pewnym krokiem podążył na drugi koniec wagonu. Zatrzymał się obok mojego siedzenia. Usiadł bez słowa tuż koło mnie, choć było przecież wiele wolnych miejsc. Poprawiłam swoją bluzkę, wyobrażając sobie siebie w tej czarnej koszuli. Mężczyzna opuszkami palców zmienił kształt wąsów, przez co nabrały jeszcze ostrzejszą formę. Położył dłonie na udach i zaczął wystukiwać rytm, kiwając przy tym lekko głową. Drażniło mnie to, że nie trzymał się jednego metrum, ale na jego widok ścisnęło mnie w gardle tak, że nie mogłam się odezwać. Pozostało mi tylko przyglądać się jego krótko ściętym paznokciom, za którymi czaiło się trochę brudu. Jedno jest pewne - nie jest gitarzystą. Gdybym miała zgadywać, obsadziłabym go w roli perkusisty (za wyczucie rytmu, ale też za indywidualne podejście do podziału na takty) albo managera (za stylowy wygląd i zadbany wąsik). Odwrócił twarz w moją stronę. Wykonał typowy psychologiczny trik, zwany przez niektórych "metodą trójkąta", kierując wzrok po kolei na oboje moich oczu i zatrzymując się przez chwilę na ustach. Na koniec mrugnął jedną powieką i powrócił do wybijania swojego rytmu. Uśmiechnęłam się w duchu - moja wypchnięta pierś, wciągnięty brzuch i pogłębiony w trakcie wcześniejszego poprawiania dekolt jak zwykle odniosły sukces, bo to on podrywał mnie.
Przyglądałam się zaniepokojonej nastolatce siedzącej ze mną w przedziale. Na jej twarzy malował się strach pomieszany z wyrzutami sumienia, że nie posłuchała swojej matki nakazującej jej powrót o "przyzwoitej" porze. Zaciskała mocno pięści, patrząc w okno, jakby chciała udawać, że wcale jej tu nie ma. Założyła słuchawki na uszy, czego osobiście nie uważam za dobre taktycznie posunięcie, gdyż w razie potencjalnego zagrożenia nie będzie w stanie odebrać jakichkolwiek sygnałów dźwiękowych, które mogłyby ją ostrzec. Wzrok jest dobry, ale zwykle reaguje za późno, tym bardziej gdy przyzwyczai się go do patrzenia w dal w ciemności. Cóż, to jeszcze dziecko, a ja dzieci nie uczę. Po prawej stronie, przy uchylonym oknie siedział tęgi mężczyzna w ortalionowej kurtce. Buty miał zadbane, choć ich krój wskazywał na pochodzenie z podobnej epoki, co kurtka, czyli późnych lat 90. Prawdopodobnie miał dwie pary obuwia - jedną odświętną, w której dzisiaj maszerował, dopóki nie dotarł do pociągu, drugą roboczą - zmienianą, jak mniemam, co rok, bo stan zużycia nie pozwalał na dalsze z nich korzystanie. Na siedzeniach przed nim była zadbana kobieta wkraczająca właśnie w wiek średni. Mimo tego, że miała drogie i czyste buty, od razu poznałam, że to prostytutka. Obejrzałam jeszcze resztę stroju - chciała uchodzić za prawniczkę. Obcisła spódnica ołówkowa, żakiet z tego samego materiału, kremowa koszula i skromny, złoty naszyjnik. Natury nie oszukasz. Zdradziły ją nienaturalnie duże usta, które układała w dziwny kształt będący czymś w rodzaju dzióbka z rozchylonymi wargami. Nałożyła na nie błyszczyk o zbyt jasnym odcieniu, jednoznacznie wskazujący na to, że, mimo klasycznego, stonowanego ubioru, za wszelką cenę chciała się odmłodzić.
Na tym samym poziomie, po lewej stronie siedział młody chłopak wyglądający tak, jakby większość swojego wolnego czasu, którego nie przeznaczał na picie ze swoimi wiernymi koleżkami (swoja drogą tydzień wcześniej zeznającymi przeciwko niemu w zasadzie tylko po to, żeby ratować własne tyłki, bo też byli winni. Chłopaczek miał szczęście, że syn sędziny niegdyś chodził do klasy z owymi "przypadkami", więc uratowały go jedynie wątpliwa reputacja i nie najwiarygodniejsze zeznania tychże świadków), spędzał na siłowni. Miał tyle żelu na ciemnych włosach, że wyglądały, jakby wysmarował je olejem i dopiero wtedy zaczął układać tę konstrukcję na swojej głowie. Zjechałam wzrokiem niżej i moim oczom ukazała się jaskrawa koszulka polo z podniesionym kołnierzykiem i rozpiętymi guzikami, które ukazywały męskie owłosienie na klatce piersiowej. Ramiona zakrywała biała kurtka z niebieskimi i czerwonymi paskami po bokach. Z tyłu raziła w oczy wielkim logo, które nie mogło umknąć mojej uwadze, kiedy wsiadałam za przystojniaczkiem do wagonu. Podejrzewam, że kurtka barwami nawiązywała do kolorów sportowego samochodu oklejonego "wyścigowymi" paskami, którym zwykł popisywać się przed dziewczynami. Na nogach miał czarne obcisłe spodnie z grubym paskiem w szlufkach. Jak sądził, te opięte nogawki miały dodać mu elegancji. Cały uniform dopełniały sportowe czerwone buty z czarnymi detalami. Z lepkim uśmieszkiem na ustach co chwilę zerkał na kobietę-prawniczkę. Ona, udając, że tego nie widzi, patrząc na odbicie kurtki w szybie, próbowała oszacować zawartość jego portfela, który, z całą pewnością, miał w wewnętrznej kieszeni po lewej stronie. Piękna metafora materializmu - pieniądze blisko serca.
Drzwi przedziału głośno się otworzyły. Nastolatka drgnęła. Bynajmniej nie z powodu hałasu, który zagłuszała muzyka w słuchawkach, ale przez lekki przeciąg wdzierający się wraz z nowym gościem. Od razu mi się spodobał. Jego wąs wyglądał, jakby czaił się na niewinne usta kobiety, które łaskotałby przy namiętnym pocałunku. Miał na sobie czarną koszulę z pięknymi zdobieniami wyszywanymi złotą nitką i ciemne dżinsy z nogawkami rozszerzającymi się na dole. Sylwetkę obciążały mu jeszcze jasne kowbojki, ale jego chód był nad wyraz płynny. Nie rozglądając się dookoła, pewnym krokiem podążył na drugi koniec wagonu. Zatrzymał się obok mojego siedzenia. Usiadł bez słowa tuż koło mnie, choć było przecież wiele wolnych miejsc. Poprawiłam swoją bluzkę, wyobrażając sobie siebie w tej czarnej koszuli. Mężczyzna opuszkami palców zmienił kształt wąsów, przez co nabrały jeszcze ostrzejszą formę. Położył dłonie na udach i zaczął wystukiwać rytm, kiwając przy tym lekko głową. Drażniło mnie to, że nie trzymał się jednego metrum, ale na jego widok ścisnęło mnie w gardle tak, że nie mogłam się odezwać. Pozostało mi tylko przyglądać się jego krótko ściętym paznokciom, za którymi czaiło się trochę brudu. Jedno jest pewne - nie jest gitarzystą. Gdybym miała zgadywać, obsadziłabym go w roli perkusisty (za wyczucie rytmu, ale też za indywidualne podejście do podziału na takty) albo managera (za stylowy wygląd i zadbany wąsik). Odwrócił twarz w moją stronę. Wykonał typowy psychologiczny trik, zwany przez niektórych "metodą trójkąta", kierując wzrok po kolei na oboje moich oczu i zatrzymując się przez chwilę na ustach. Na koniec mrugnął jedną powieką i powrócił do wybijania swojego rytmu. Uśmiechnęłam się w duchu - moja wypchnięta pierś, wciągnięty brzuch i pogłębiony w trakcie wcześniejszego poprawiania dekolt jak zwykle odniosły sukces, bo to on podrywał mnie.
Komentarze