Bo wiesz
Jak gdyby nigdy nic się nie stało, uśmiechnęłam się. Naprawdę mam poczucie humoru. W tym czasie mężczyzna wywijał rękawy koszuli i starł ręką strużkę potu z czoła. Zauważyłam, że w przedziale nagle zrobiło się niesamowicie gorąco. Wcześniej tę zalewającą mnie falę ciepła łączyłam z naturalną reakcją organizmu na widok przystojnego mężczyzny, teraz dotknęłam obicia fotela i od razu odsunęłam dłoń - materiał parzył. Zerwałam się z miejsca. Mój sąsiad dalej siedział. Czy on nic nie czuł?!
Odgięłam głowę i wypięłam pośladki, żeby sprawdzić, czy przez tę temperaturę nie ucierpiały moje spodnie. Szczęśliwie, nie roztopiły się i żadne resztki nie zostały przyklejone do siedzenia. Troskę o nienaganny wygląd zawsze stawiam na pierwszym miejscu - w końcu to moja niezawodna broń, środek służący osiąganiu wymiernych korzyści. Tych korzyści, których nie zdobywa się programowaniem neurolingwistycznym, ani kwiecistymi przemowami. Liczy się biologia. Od zawsze to powtarzałam. Wszystkie okna w wagonie były przymknięte. Podejrzewam, że winnymi tej niespodziewanej sauny są uszkodzone grzejniki i dodatkowo kretynizm pasażerów, którzy woleli dusić się w tym upale, niż wstać ze swoich miejsc i uczynić szybom ten zaszczyt, żeby mogły zbliżyć się do siebie nawzajem.
- Na następnej wysiadamy - zarządził wąsaty. Spodobało mi się. "Wąsaty" to takie ślicznie żartobliwe przezwisko. Wyobrażam sobie, jak proszę go o coś, zwracając się do niego w ten sposób.
- Dlaczego? - zapytałam, mając w głowie projekcję jego palców zbliżających się do mojej talii.
- Chciałaś porozmawiać.
- To ty chciałeś - stwierdziłam, kontynuując wizję naszych ust dążących do zetknięcia. Zgodziłam się na to krótkim westchnieniem, które odnosiło się zarówno do opuszczania pociągu, jak i marzenia trwającego w mojej głowie.
- Cieszy mnie ta jednomyślność.
Nie musiałam już nic odpowiadać, gdyż zbliżaliśmy się do stacji. Poszłam więc za moim przewodnikiem i postanowiłam nie odzywać się pierwsza. Wąsaty nie oglądał się za mną. To chyba był moment, który, gdybym tego potrzebowała albo chciała, mogłabym wykorzystać do ewentualnej ucieczki. Proste plecy przewodnika zdawały się udzielać rozgrzeszenia swoją symetrią wszelkim jeńcom decydującym się na odwrót. W tym mężczyźnie było coś niepokojącego, co każdemu śmiertelnikowi nakazywałoby się go bać. Jego oczy poruszały się w przerażający sposób po dziwnie zakrzywionym torze, co w każdym wywoływało uczucie ciągłej obserwacji, nawet, kiedy odwracał wzrok w zupełnie inną stronę. Dzięki mojej profesji nie grozi mi śmierć. Ja będę nieśmiertelna. Już się taka staję. Nie mam zamiaru uciekać.
Nie miałam pojęcia, gdzie się znajdujemy. Zamiast skupić się na drodze, którą przemierzałam pierwszy raz w życiu, nie mając jakiejkolwiek pewności, że kiedyś jeszcze będę miała okazję wrócić albo czy mój kowboj będzie szedł ze mną, obserwowałam jego chód. Prawą nogę wysuwał trochę bardziej do przodu. Ewidentnie się gdzieś spieszył. Jego biodra były przy tym dość sztywne. Był kimś bardzo wytrenowanym lub pełnym samokontroli. Już jestem pewna, że grał na perkusji - za bardzo przywykł do siedzenia, a w takiej pozycji wygląda na stosunkowo zrelaksowanego, czego nie można powiedzieć o nim, kiedy zaczyna używać nóg. Muzyczny amator. A ja porwana-amatorka. Będziemy jeszcze lepszą parą niż dziwka i laluś z pociągu. Coraz bardziej denerwuje mnie ta cisza. Niechże on się wreszcie zatrzyma, bo czuję się jak sługus, nie potencjalny partner rozmowy. Nie jestem Watsonem, Sherlocku. Ani Alfredem, Batmanie. Usłyszałam chlupot. Błyskawicznie odskoczyłam w tył. Wąsaty był zanurzony w błotnistej kałuży po kostki. Z bólem serca popatrzyłam na jego zabrudzone buty, które były tak olśniewające, gdy pierwszy raz je zobaczyłam! Obrócił się na piętach, rozmazując na nich ten szlam.
- Czy dama pozwoli, ażebym mógł wspomóc ją w przeprawie przez ów bagnisty teren, na który właśnie wkraczamy?
Skinęłam głową i zrobiłam mały kroczek w jego stronę. Zawiesił moje ramię na swojej szyi i chwycił mnie za nogi. Przeszedł parę kroków miarowym tempem. Stąd asymetria odległości stóp nie była wcale widoczna. Nagle poczułam się strasznie senna. Moja głowa zrobiła się tak ciężka, że upadła luźno na jego szyję. Powieki zamykały mi się same. Walczyłam z nimi jeszcze przez chwilę, ale w końcu odpuściłam, ciesząc się z dobrego powodu na odwleczenie tego, co będzie musiało się stać.
Odgięłam głowę i wypięłam pośladki, żeby sprawdzić, czy przez tę temperaturę nie ucierpiały moje spodnie. Szczęśliwie, nie roztopiły się i żadne resztki nie zostały przyklejone do siedzenia. Troskę o nienaganny wygląd zawsze stawiam na pierwszym miejscu - w końcu to moja niezawodna broń, środek służący osiąganiu wymiernych korzyści. Tych korzyści, których nie zdobywa się programowaniem neurolingwistycznym, ani kwiecistymi przemowami. Liczy się biologia. Od zawsze to powtarzałam. Wszystkie okna w wagonie były przymknięte. Podejrzewam, że winnymi tej niespodziewanej sauny są uszkodzone grzejniki i dodatkowo kretynizm pasażerów, którzy woleli dusić się w tym upale, niż wstać ze swoich miejsc i uczynić szybom ten zaszczyt, żeby mogły zbliżyć się do siebie nawzajem.
- Na następnej wysiadamy - zarządził wąsaty. Spodobało mi się. "Wąsaty" to takie ślicznie żartobliwe przezwisko. Wyobrażam sobie, jak proszę go o coś, zwracając się do niego w ten sposób.
- Dlaczego? - zapytałam, mając w głowie projekcję jego palców zbliżających się do mojej talii.
- Chciałaś porozmawiać.
- To ty chciałeś - stwierdziłam, kontynuując wizję naszych ust dążących do zetknięcia. Zgodziłam się na to krótkim westchnieniem, które odnosiło się zarówno do opuszczania pociągu, jak i marzenia trwającego w mojej głowie.
- Cieszy mnie ta jednomyślność.
Nie musiałam już nic odpowiadać, gdyż zbliżaliśmy się do stacji. Poszłam więc za moim przewodnikiem i postanowiłam nie odzywać się pierwsza. Wąsaty nie oglądał się za mną. To chyba był moment, który, gdybym tego potrzebowała albo chciała, mogłabym wykorzystać do ewentualnej ucieczki. Proste plecy przewodnika zdawały się udzielać rozgrzeszenia swoją symetrią wszelkim jeńcom decydującym się na odwrót. W tym mężczyźnie było coś niepokojącego, co każdemu śmiertelnikowi nakazywałoby się go bać. Jego oczy poruszały się w przerażający sposób po dziwnie zakrzywionym torze, co w każdym wywoływało uczucie ciągłej obserwacji, nawet, kiedy odwracał wzrok w zupełnie inną stronę. Dzięki mojej profesji nie grozi mi śmierć. Ja będę nieśmiertelna. Już się taka staję. Nie mam zamiaru uciekać.
Nie miałam pojęcia, gdzie się znajdujemy. Zamiast skupić się na drodze, którą przemierzałam pierwszy raz w życiu, nie mając jakiejkolwiek pewności, że kiedyś jeszcze będę miała okazję wrócić albo czy mój kowboj będzie szedł ze mną, obserwowałam jego chód. Prawą nogę wysuwał trochę bardziej do przodu. Ewidentnie się gdzieś spieszył. Jego biodra były przy tym dość sztywne. Był kimś bardzo wytrenowanym lub pełnym samokontroli. Już jestem pewna, że grał na perkusji - za bardzo przywykł do siedzenia, a w takiej pozycji wygląda na stosunkowo zrelaksowanego, czego nie można powiedzieć o nim, kiedy zaczyna używać nóg. Muzyczny amator. A ja porwana-amatorka. Będziemy jeszcze lepszą parą niż dziwka i laluś z pociągu. Coraz bardziej denerwuje mnie ta cisza. Niechże on się wreszcie zatrzyma, bo czuję się jak sługus, nie potencjalny partner rozmowy. Nie jestem Watsonem, Sherlocku. Ani Alfredem, Batmanie. Usłyszałam chlupot. Błyskawicznie odskoczyłam w tył. Wąsaty był zanurzony w błotnistej kałuży po kostki. Z bólem serca popatrzyłam na jego zabrudzone buty, które były tak olśniewające, gdy pierwszy raz je zobaczyłam! Obrócił się na piętach, rozmazując na nich ten szlam.
- Czy dama pozwoli, ażebym mógł wspomóc ją w przeprawie przez ów bagnisty teren, na który właśnie wkraczamy?
Skinęłam głową i zrobiłam mały kroczek w jego stronę. Zawiesił moje ramię na swojej szyi i chwycił mnie za nogi. Przeszedł parę kroków miarowym tempem. Stąd asymetria odległości stóp nie była wcale widoczna. Nagle poczułam się strasznie senna. Moja głowa zrobiła się tak ciężka, że upadła luźno na jego szyję. Powieki zamykały mi się same. Walczyłam z nimi jeszcze przez chwilę, ale w końcu odpuściłam, ciesząc się z dobrego powodu na odwleczenie tego, co będzie musiało się stać.
Pidżama Porno - Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości
Komentarze