Dzieci to zmora ludzkości

Kim jestem? Najchętniej określiłabym się jako nauczyciel. Tak, to chyba najlepsza kategoria opisująca moje zajęcie. Nie pozwalam ludziom na życie w błędzie. Zawsze mówię im prawdę, nawet tę najbardziej bolesną. Wszelkie fałsze służą, oczywiście, tylko i wyłącznie celom dydaktycznym. Wcale nie kłamię, ale zdarza się, że trzeba trochę - jak to mówią - "podkoloryzować rzeczywistość". Każdy nauczyciel to robi. Większość po to, aby nie dać się zdemaskować, bo żaden z nich nie przyzna się do tego, że czegoś nie wie. Ukrywają za kolejnymi tarczami swoje braki, a tematów nieskończonych nie opuszczają z niedopowiedzeniami, ale wypełniają luki ciężkim miąższem pozostałym z ich powolnej pracy mózgu, niedostatecznie sprawnej, aby mogli pozwolić sobie na pełen komfort spokoju, który zagwarantowałby na tyle dobrą iluzję, że nie zrodziłaby już ona żadnych kolejnych pytań. Niestety, co sprytniejsi uczniowie bez problemu wyłuskują wszystkie niezgodności z tego gąszczu wyrażeń, zbierają je cierpliwie i dokładnie jak dzieci nad morzem podnoszące muszelki z piasku, a potem czekają na odpowiedni moment, żeby wreszcie pozbyć się śladów zbrodni i przedstawić wszystkim niezbite dowody na to, że dany człowiek nie powinien uczyć, bo nie jest wystarczająco wykwalifikowany. Nieporadność pracowników szkoł od zawsze wprawiała mnie w zdumienie. Nie mogę pojąć, dlaczego nie uczą się na swoich błędach. Ci, którzy mają przekazywać wiedzę, sami nie potrafią dobrze jej przyswoić. Jak można im ufać? Ja im nie wierzę, dlatego wzięłam sprawy w swoje ręce. Nie popełniam tak bezmyślnych błędów.  Nie uczę dzieci.

Mój program nauczania jest dopracowany co do najdrobniejszego szczegółu. Nastawiam go na jak najszerszy odbiór, stąd może się wydawać bardzo ogólny, ale do każdego ze swoich uczniów mam indywidualne podejście. Reprezentuję to, co wszyscy postrzegają jako model idealnej szkoły. Wcale nie tak trudno wprowadzić go w życie. Świadectwo tego dają moje niezliczone sukcesy. Ludzie powinni przestać traktować rzeczy "doskonałe" jako niemożliwe do realizacji. Być może nie powstanie idealny silnik, ale gwarantuję, że społeczeństwo oszukuje nas w tak wielu kwestiach, dlatego że najzwyczajniej nie chce burzyć dotychczasowego porządku. Ci ludzie są zbyt niedoskonali, zbyt leniwi, aby mogli pozwolić na wprowadzenie zmian służących wytworzeniu doskonałego świata. Najbardziej przeszkadza mi ta ślepa wiara tylu ludzi, którzy zgadzają się na codzienne pożeranie tych kłamstw z chlebem na śniadanie, kotletem na obiad, czy jakąś wymyślną sałatką na kolację. To jest główne założenie moich lekcji - muszę otworzyć ludziom oczy, uświadomić ich, wyciągnąć z morza pełnego kłamstw, które sami sobie serwują. Nie pozwalam ludziom być ślepymi.

Zwilżyłam ręce letnią wodą. Dokładnie namydliłam. Pocierałam palce o siebie do chwili, aż wytworzyła się piana. Spłukałam gorącym strumieniem, który sprawił, że moje dłonie nabrały różowego koloru. Sięgnęłam bo kremowy frotowy ręcznik i powoli starłam całą wilgoć. Otworzyłam szafkę nad umywalką i wyciągnęłam z niej białą tubkę. Zamknęłam drzwiczki. Przesunęłam palcami od jej końca po nakrywkę, po czym otworzyłam ją i wycisnęłam zawartość na środek prawej dłoni. Przytrzasnęłam klapkę, opierając tubkę o blat umywalki.
Ponownie uchyliłam drzwiczki szafki. Odłożyłam tubkę i przymknęłam je. Obróciłam się w lewo i oglądnęłam swoje odbicie w dużym lustrze. Na lewym nadgarstku miałam podłużną bliznę. Ślad po nacięciu wykonanym dokładnie dwa lata trzy miesiące i siedemnaście dni temu. Takich dat się nie zapomina. Nigdy tej blizny nie ukrywałam. Wręcz przeciwnie - obnosiłam się z nią z dumą, wiedząc, że jej znaczenie jest znane tylko nielicznym. Pamiętam, że ciężko było mi znieść pierwsze dni kiedy nacięto mi skórę. Musiałam zasłaniać ją bandażem, bo słabo się goiła. Miałam wtedy jakieś problemy z krzepnięciem krwi. Zagryzałam zęby ze złości każdego poranka, kiedy znowu byłam zmuszona do ukrywania mojego znaku. Jednakże higiena jest najważniejsza. Poprawiłam rękawy bluzki, żeby były symetryczne. Ustawiłam kołnierzyk, odchylając jego rogi pod odpowiednim (zawsze tym samym) kątem. Wygładziłam nogawki spodni na udach i wyszłam z rękami w kieszeniach. We wszystkich przejściach w domu miałam automatyczne drzwi, dzięki czemu nie musiałam dotykać żadnych klamek.

Komentarze