Bunt

Czy warto sprzeciwiać się innym? Walczyć o dobro absolutne? W imię czego całe poświęcenie? Bunt. Czasami chciałabym, żeby moje życie nie było tak przesiąknięte konformizmem. Jednak zgadzam się na o wiele więcej rzeczy, niż myślałam. Jak to możliwe? Jak można uważać się za indywidualistkę i zarazem zachowywać wszelkie normy przyjęte w społeczeństwie? Nie potrafię zmusić samej siebie do buntu. Chciałabym potrafić ryzykować tak, jak kiedyś. Bez działania nie ma korzyści. Bez prób i błędów nic się nie osiągnie.
Przeczytałam dzisiaj kilka różnych felietonów Jacka Kaczmarskiego. Największe wrażenie wywarły na mnie słowa:
"I dlatego często myślę o tym i boję się, aby na starość nie obejrzeć się wstecz i nie ujrzeć samych niespełnionych marzeń i nadzei."

Ludzie często zapominają o wartościach w swoim życiu. Ich istnienie ogranicza się do podstawowych czynności. Coraz mniej współczucia, zainteresowania się drugą osobą. Po co patrzeć na innych? "Liczę się ja, moje życie i moje potrzeby. Nikt nie jest mi potrzebny." Mogłoby się zdawać, że to indywidualizm i dochodzi do paradoksu. Muszę ułożyć sobie w głowie opinie na nurtujące mnie zagadnienia.
Za niedługo zacznie się dla mnie czas ważnych decyzji. Co robić w życiu? Jak się zachowywać? Czy lepsze będzie to czy to? Wybory, które wpłyną na bieg całego życia i nie będzie już odwołania. Nie ma opcji 'reset', żeby cofnąć się do momentu rozwidlenia scieżki i podążyć dla odmiany odpowiednią. Szkoda, czasami naprawdę żałuję, że od wyborów nie będzie odwrotu. Może jednak warto zaryzykować w życiu? Ktoś ciągle mnie do tego inspiruje, ale co robić, kiedy się nie jest pewnym? Zaczynam czuć się jak Knox Overstreet ze "Stowarzyszenia Umarłych Poetów". Czy można zacząć czuć coś do kogoś, kogo się prawie w ogóle nie zna?
SweetPear

Komentarze