Rozbijmy nasz obóz tutaj
Jutro mój los będzie ostatecznie rozsądzony. 27
Oglądnęłam już kolejny raz przepiękny film "Chłopiec w pasiastej piżamie" w reżyserii Marka Hermana. Choć jego treść znam doskonale, za każdym razem płaczę. Czyżbym upodobniła się do typowych nastolatek uwielbiających wzruszające filmy? Nie, ten jest zupełnie inny. To wspaniała, choć wobec tych wydarzeń niekoniecznie, refleksyjna opowieść. Dzięki niej można zrozumieć wpływ indoktrynacji na wszystkich, w tym na niewinne dzieci. Spierają się dwa poglądy na rzeczywistość (lub nie)obozową - jeden jest prawdziwy, drugi podkoloryzowany, ubarwiony. Jak jest w istocie? Przerażająco. Dodatkowo napięcie buduje wspaniała muzyka Jamesa Hornera. Kompozytor często wykorzystuje pewien sprawdzony motyw muzyczny, ale może to dobrze, ponieważ dzięki temu jest przynajmniej charakterystyczny? Nie mniej jednak trochę kreatywności nigdy nie zaszkodzi. Filmy takie jak "Wróg u bram" (swoją drogą to też jeden z tych, które mi się bardzo podobały), "Titanic", "Avatar", czy "Chłopiec w pasiastej piżamie", jak również "Troja" i "Apocalypto" mają linie melodyczne bardzo do siebie podobne.
Wychodzę z dołka i znów do niego wracam. Aktualnie jestem raczej na wyżynach. Film za mną, teraz nauka na biologię, a jeśli z historią nie wyjdzie to wykuję na egzamin komisyjny i udowodnię wszystkim, że jestem coś warta. Cóż za buntowniczy nastrój dzisiaj mnie ogarnął. We wnętrzu krzyczę: "Nie będzie tak! Musi się udać!", ale 'zewnętrze' hamuje moją duszę oportunisty. Zygmunt Freud i Erich Fromm nazwaliby to "id", "ego" i "superego", ale ja nie myślę tymi kategoriami. Komiczne wydaje mi się podporządkowywanie życia utartym schematom. Często "szufladkowanie" jest syndromem lęku przed życiem. W zasadzie z definicji stereotypów wynika, że ułatwiają światopogląd. Nie wymagają od nas głębszego przemyślenia, analizy drugiego człowieka. Wystarczy przypomnieć sobie i ma się coś w stylu recepty na życie, dobre życie.
Oglądnęłam już kolejny raz przepiękny film "Chłopiec w pasiastej piżamie" w reżyserii Marka Hermana. Choć jego treść znam doskonale, za każdym razem płaczę. Czyżbym upodobniła się do typowych nastolatek uwielbiających wzruszające filmy? Nie, ten jest zupełnie inny. To wspaniała, choć wobec tych wydarzeń niekoniecznie, refleksyjna opowieść. Dzięki niej można zrozumieć wpływ indoktrynacji na wszystkich, w tym na niewinne dzieci. Spierają się dwa poglądy na rzeczywistość (lub nie)obozową - jeden jest prawdziwy, drugi podkoloryzowany, ubarwiony. Jak jest w istocie? Przerażająco. Dodatkowo napięcie buduje wspaniała muzyka Jamesa Hornera. Kompozytor często wykorzystuje pewien sprawdzony motyw muzyczny, ale może to dobrze, ponieważ dzięki temu jest przynajmniej charakterystyczny? Nie mniej jednak trochę kreatywności nigdy nie zaszkodzi. Filmy takie jak "Wróg u bram" (swoją drogą to też jeden z tych, które mi się bardzo podobały), "Titanic", "Avatar", czy "Chłopiec w pasiastej piżamie", jak również "Troja" i "Apocalypto" mają linie melodyczne bardzo do siebie podobne.
Wychodzę z dołka i znów do niego wracam. Aktualnie jestem raczej na wyżynach. Film za mną, teraz nauka na biologię, a jeśli z historią nie wyjdzie to wykuję na egzamin komisyjny i udowodnię wszystkim, że jestem coś warta. Cóż za buntowniczy nastrój dzisiaj mnie ogarnął. We wnętrzu krzyczę: "Nie będzie tak! Musi się udać!", ale 'zewnętrze' hamuje moją duszę oportunisty. Zygmunt Freud i Erich Fromm nazwaliby to "id", "ego" i "superego", ale ja nie myślę tymi kategoriami. Komiczne wydaje mi się podporządkowywanie życia utartym schematom. Często "szufladkowanie" jest syndromem lęku przed życiem. W zasadzie z definicji stereotypów wynika, że ułatwiają światopogląd. Nie wymagają od nas głębszego przemyślenia, analizy drugiego człowieka. Wystarczy przypomnieć sobie i ma się coś w stylu recepty na życie, dobre życie.
SweetPear
Komentarze