Cicha noc, ale nie taka znowu cicha i nie taka znowu noc, gdyż niedługo Święta, ale Wielkanocne
Myślę, że może uda mi się wreszcie zacząć pisać dziennik. Ciekawym
pomysłem będzie przeczytanie swoich wspomnień po roku. Pomoże mi to na
pewno również w organizacji czasu, a z tym bywa różnie.
Czas podjąć decyzję, gdzie kontynuować naukę. Wybór wcale nie jest taki
prosty, ale przynajmniej nie muszę się zbytnio martwić wynikami :)
Cieszę się, że tyle przeżyłam podczas mojego pobytu w obecnej szkole.
Powoli zaczyna docierać do mnie, choćbym nie wiem jak bardzo się
wypierała, że już nigdy nie będzie tak jak teraz i wcale nie będę
wracać, aby odwiedzić ukochane (lub nie)nauczycielki. Chciałabym nie
rozstawać się z wieloma ludźmi, ponieważ dawali mi wielkie pokłady
energii każdego dnia. Czuję, jakby ktoś powoli odłączał mnie od źródła
zasilania. Czytam "Pałac północy" Zafóna i uważam, że w książkach, które
mam okazję poznawać, jest za wiele mroku.
Już nie narzekam. W gruncie rzeczy, pomimo
iż uparcie sądzę, że jestem pechowcem, mam wielkie szczęście. Widzieć
codziennie promienny uśmiech, głębokie spojrzenie, czuć delikatny dotyk i
spokojny oddech, słyszeć głos, bez którego życie jest całkiem inne i
wiedzieć, że to nie jest żaden piękny film, ani ulotny sen, lecz
prawdziwe życie - nie każdemu tak sprzyja los.
Napiszę nową książkę. Od początku do końca. Poćwiczę rysunek. Przeczytam
resztę zakupionych dzieł Zafóna i posłucham jego kompozycji. Powtórzę
wiedzę o architekturze i przeczytam tom od taty. Posprzątam pokój i
utrzymam go w tym porządku. Gdybym zrobiła listę czynności, które
zamierzam wykonać, byłaby dłuższa niż moje ostatnie opowiadanie :)
Chciałabym się nauczyć pisać bardziej felietonistycznym stylem albo
przypomnieć sobie, jak kiedyś tworzyłam barwne opisy.
Dzisiejszy dzień w skrócie:
Wstałam niewyspana około 6:24. Powoli zebrałam się z łóżka i wykonałam
wszyskie poranne czynności łącznie z jedzeniem śniadania, choć to nie
udało mi się w całości, lecz w połowie, gdyż druga część zajęłaby mi
zbyt dużo czasu, dlatego wpakowałam ją do plecaka.
W szkole, jak to w szkole, ciągłe niespodzianki, ale nic zaskakującego.
Matematyka, następnie... co było potem? Już sama tracę rachubę. W każdym
razie miał być test z informatyki, ale go nie było i został przełożony
na "po świętach". To samo z zagrywką na wf-ie. Ach - wzięłam głęboki
wdech. - Jak ja mam przetrwać bez Ciebie? Wiem, że to możliwe, ale nie
mogę znieść myśli, że tak musi się kiedyś stać. Najchętniej odłożyłabym
problemy i nie myślała nic a nic, jednak byłaby to oznaka tchórzostwa, a
na paraliżujący strach nie mogę pozwolić. Jadłam przepyszny obiad :)
Wiem, wiem! Będę zapisywać prawie jak Bridget Jones, ile i co zjadłam.
Bułka dyniowa z masłem i szynką (?) + herbata z sokiem malinowym, bułka
kajzerka z serem, masłem i szynką, zupa _____(jaka to była zupa?),
makaron z truskawkami + kompot :D, czekoladka, paczka chipsów "Lays'" o
smaku chili, paczka kwaśnych żelków (żelek?)z Tesco :) cappuccino, bułka
z miodem, pewne ilości wody mineralnej :)
P. S. Skończyłam rysunki! :D Zrobiłam zadania z fizyki! :D Utrwaliłam
obrazki lakierem do włosów! :D Na mnie już czas, bo muszę być jutro
przytomna, żeby zapamiętać jak najwięcej z tego filmu. Nie zdziwiłabym
się, gdybyśmy dostali jakieś zadanie z nim związane... Może to już
jakieś zboczenie? Dobranoc.
SweetPear
Komentarze