Kłótnia z samą sobą
Miałam odwiedzić rodziców taty, ale moje plany nie zostały zrealizowane. Myślę sobie ostatnio nad moim życiem i nie dochodzę do żadnych sensownych wniosków.
Nie chcę doprowadzać się na skraj rozpaczy. Nie można nienawidzić świata. Jednak powstanie wpis typu "czego nienawidzę w samej sobie?".
Zacznę od braku konsekwencji, później następuje nadmierna wrażliwość, słabe poczucie humoru i nietowarzyskość. Kolejną rzeczą jest to, że nie umiem tańczyć. Ani trochę. Od dziecka na parkiecie czułam się jak sztywny klocek. Ciężko się płynnie poruszać. Nawet nie przez wzgląd na wszystkich, że mnie obserwują i krytykują (jak większość sobie moje zachowanie tłumaczyła), ale przez wzgląd na partnera. Uważałam, że mój wzrost jest barierą, a szczupła sylwetka wiązała się z brakiem kształtów (w końcu większość tancerek ma się czym pochwalić). Mówią, że jestem zakompleksiona, a to nieprawda. Już dawno zaakceptowałam swoją figurę, charakter i zachowanie. Pracuję nad sobą, bo tego wymaga dążenie do doskonałości, a dążę do niej nieustannie. Może to jest jakaś przeszkoda? Kurczowe trzymanie się postawy perfekcjonistki, która nie przyjmuje do wiadomości żadnego niepowodzenia. Czy ja naprawdę taka jestem? Kiedyś nie miałam żadnego problemu z mówieniem. Wychodziło mi to lekko i naturalnie. Teraz unikam jakiegokolwiek potknięcia językowego, merytorycznego lub etycznego. Nie wiem, co mam mówić. Wydaje mi się, że to, co mam do powiedzenia, nie zainteresuje rozmówcy. W towarzystwie przyjaciółek nadrabiam uśmiechem podczas rozmowy, ponieważ jestem prawie pewna, że rzadko mnie słuchają, a jeśli nawet, to szybko ucieka im z pamięci to, co właśnie zakomunikowałam. Co teraz czuję? Smutek. Hamuję łzy. Następna rzecz, nad którą chciałam popracować. A może pomogłoby mi zdanie z "Buntownika z wyboru", które wypowiedział psycholog Sean Maguire (wspaniała rola Robina Williamsa)?
"To nie twoja wina."
Podczas przygotowań do tamtego konkursu zastanawiałam się, czy jestem buntowniczką. Jestem. Nie taką jak były dziewczyny w latach 70 i 80, które farbowały włosy na żywe kolory, nosiły mocny makijaż, ubierały się wyzywająco, niechlujnie i wbrew wszelkim normom społecznym oraz słuchały ostrej muzyki o bezpośrednich przesłaniach typu "Kill the president" grupy The Offspring. Ja buntuję się przeciwko nierównemu traktowaniu, niesprawiedliwości, stereotypom, czysto materialnemu postrzeganiu świata, bezmyślnemu podążaniu za "stadem", braku jakichkolwiek zasad, poniżaniu ludzi. Dbam o tradycje rodzinne i narodowe. Znowu wracam do roztrząsanego kiedyś przeze mnie patriotyzmu. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Co teraz czuję? Spokój, moje ciało jest zrelaksowane, a nastrój refleksyjny. Czy zdobędę się kiedyś na analizę własnego umysłu? Pójdę śladami mistrzów w tej dziedzinie, choć żadnego nie znam. Zatem będę swoim własnym mistrzem. Po części osiągnęłam swój cel, ponieważ chciałam sprowokować samą siebie do wyżaleń, narzekania, wyjawiania sekretów z dzieciństwa, tylko po to, aby uświadomić sobie, że tak naprawdę niczym nie zawiniłam, czasem znalazłam się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwym czasie, zdarzało się, że miałam po prostu pecha, ale w gruncie rzeczy jestem człowiekiem wartościowym, który dba, a przynajmniej się stara, o dobro innych. Sesja na dzisiaj skończona. Życzę samej sobie owocnych spotkań z klawiaturą i otwartym umysłem. Co teraz czuję? Radość, odprężenie i dumę.
Marzenie na dziś: utrzymać pokój w zupełnej czystości.
Spełnione.
SweetPear
Komentarze