Upadki i wzloty, a ja wciąż się zbieram na powroty

W końcu się udało. Po dzisiejszym wyjeździe do Krakowa, gdzie podczas podróży spotkałam jedną z moich najlepszych nauczycielek z podstawówki, wypitej kawie latte na rynku, nie do końca załatwionych sprawach oraz wczorajszym skończonym pierwszym tomie "Nocy i dni" M. Dąbrowskiej jestem w stanie cokolwiek napisać. Czy będzie to interesujące czy nie, bez różnicy. Mam ochotę na wywnętrzanie się i odbiorcą moich żalów i narzekań, uniesień i zachwytów może być nawet internet i niektórzy czytelnicy :)
Podoba mi się to zdjęcie, choć jest rozmazane :)
Nie sądziłam, że przepisywanie danych z  faktur do tabelki w Excelu może być takie wciągające. Może w przyszłości będę księgową lub sekretarką? Hmm... Zawód architekta lub inżyniera dużo bardziej mi się podoba. Poznałam dzisiaj sympatycznego pana, którego zapewne często będę widywała w przyszłym roku szkolnym. Muszę nauczyć się systematyczności. Nie powinno być z tym problemu. Walka ze sobą zapowiada się na razie owocnie. Czy tak będzie zawsze? Szczerze? Wątpię.
Właśnie szukam bardzo, bardzo obcisłych rurek, których, pomimo tak szybko rozszerzającej się mody, w moim rozmiarze, dopasowanych do mojej sylwetki, jakby nie było. Chyba trochę jestem uzależniona od mody.
Myślę nad kolorem farby, którą będą pomalowane ściany w moim pokoju. Przydałoby im się już odświeżenie. Nie tylko ze względu na szaroczarne plamy nad kaloryferem i za komputerem. Chodzi o ogólną poprawę nastroju pomieszczenia i zmianę. Zmiany są dobre. Na zmianach opiera się świat. Już bredzę niczym w malignie, ale to przez to, że nie mogę się zdecydować. Miał być migdałowy, teraz zaczyna mi się udawać przekonywanie mojej mamy do ciemniejszych odcieni. Może curry albo coś wpadającego w brązy? Co może pasować do jasnozielonych i czarnych mebli? Oczywiście poza zielonym, bo kiedy mój pokój już prawie był oddany do użytku, wystarczyło pomalować ściany, a ja mogłam wybrać sobie kolor, mój tata, wiedząc jaki w końcu wybrałam, użył limonkowego odcienia, pomimo, że postawiłam na jasny, prawie kremowy żółty. No, cóż... Mężczyźni...
SweetPear

Komentarze