Zielone drzewo przy drodze
Co może sprawić, że mój dzień jest jednym z najgorszych w życiu? Kiedy nie wyjdzie mi coś, co planowałam. Nie cierpię ponosić porażek. Same w sobie nie są złe, bo przecież uczę się dzięki nim i tak dalej, ale najgorszy jest moment, kiedy coś się nie powodzi. Koszmarny. Nawiedza mnie jedno z najgorszych uczuć, czyli upokorzenie. Można to zlekceważyć, ale zazwyczaj moje chore ambicje nie pozwalają odpuścić i drążę, i męczę, dopóki nie dowiem się, dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Nie przyznam najzwyczajniej w świecie, że to moja wina. Nie od razu. Musi minąć co najmniej minuta, żebym mogła otwarcie potwierdzić, że jestem winna popełnienia błędu, no chyba że mam tego dnia akurat świetny humor. Z drugiej strony, te sześćdziesiąt sekund (lub więcej) to nie aż tak dużo, więc osoby nieprzyzwyczajone jakoś wytrzymają. W skrócie - w sobotę miałam taki dzień, ale nie będę się nad tym rozwodzić, bo niedziela odmieniła się całkowicie i przez filmik, który zobaczyłam śmieję się na samą myśl nawet teraz.
Przedwczorajsze wydarzenia umocniły mnie i zniechęciły zarazem. Dobrze, że zbliża się już koniec moich szkolnych zmagań (przynajmniej do przyszłego roku). Swoją drogą, czasami nie rozumiem tej radości z opuszczenia szkoły. Trochę szkoda, że nie widzi się przez tak długi czas znajomych twarzy. Rozmawiać można przez facebooka lub telefon, ale to nigdy nie jest to samo. Spotkać niby też się można, ale, jak poprzednio, zawsze jest jakaś różnica, która uniemożliwia poczucie tej swojskiej wspólnoty klasowej (i nie tylko). Myślę, że to właśnie za sprawą murów szkolnych, tak znienawidzonych przez niektórych, powstaje ogniwo, które spaja wszystkich ze sobą, nawet jeśli normalnie nie mogą się znieść. Troszkę podświadomie, bo wcale nie czujemy połączenia z osobami, do których raczej pozytywnych uczuć nie żywimy. Jak poznać moment, w którym należy się poddać? Poddać czemukolwiek - uczuciu, losowi, innym. Ostatnio nie radzę sobie z oceną sytuacji tak dobrze, jak to zwykle bywało. Wiem, że to zdanie nie świadczy o mojej skromności. Czasem można zagrać kogoś innego. Stworzyć z życia spektakl jak artyści zainteresowani performancem. Nie wyobrażam fizycznego okaleczania się, ani publicznie, ani w samotności. Dopuszczam jedynie psychiczny masochizm, który także nie służy niczemu dobremu, ale wydaje się być mniej radykalnym, choć, paradoksalnie, wyrządza większe szkody.
Skupiam się na chłodnym powiewie wiatru i na przejeżdżającym tramwaju. Kiedy oprę się plecami o ścianę, czuję delikatne drgania, które wprawiają mnie w absurdalny stan. Mogę mówić o wszystkim, myśleć o wszystkim i milczeć o wszystkim w jednym momencie. Tak zwany multitasking. To mi przypomniało, że miałam kiedyś napisać o tym, jak bardzo nie lubię wszelkich wtrąceń z języka angielskiego i sytuacji, kiedy ludzie mówią, że nie da się ich zastąpić żadnym polskim słowem, a w rzeczywistości istnieją odpowiedniki, a nawet jeśli nie, to, w moim odczuciu, powinniśmy rozwijać nasz język, bo odnoszę wrażenie, że ubożeje z każdym dniem.
Zielone drzewo przy drodze też potrafi zainspirować. Teraz widzę zielony dach. Zielony odcień w oczach przyjaciółki i zielone barierki przy kwietnikach. Ostatecznie mignęła mi też zielona nakrętka. To kolor dzisiejszego dnia, ponieważ odczuwam lekką tęsknotę, tak jak dryfujący długo na tratwie rozbitkowie, którzy po dniach błądzenia w końcu dostrzegają zielony ląd.
Kartie
Przedwczorajsze wydarzenia umocniły mnie i zniechęciły zarazem. Dobrze, że zbliża się już koniec moich szkolnych zmagań (przynajmniej do przyszłego roku). Swoją drogą, czasami nie rozumiem tej radości z opuszczenia szkoły. Trochę szkoda, że nie widzi się przez tak długi czas znajomych twarzy. Rozmawiać można przez facebooka lub telefon, ale to nigdy nie jest to samo. Spotkać niby też się można, ale, jak poprzednio, zawsze jest jakaś różnica, która uniemożliwia poczucie tej swojskiej wspólnoty klasowej (i nie tylko). Myślę, że to właśnie za sprawą murów szkolnych, tak znienawidzonych przez niektórych, powstaje ogniwo, które spaja wszystkich ze sobą, nawet jeśli normalnie nie mogą się znieść. Troszkę podświadomie, bo wcale nie czujemy połączenia z osobami, do których raczej pozytywnych uczuć nie żywimy. Jak poznać moment, w którym należy się poddać? Poddać czemukolwiek - uczuciu, losowi, innym. Ostatnio nie radzę sobie z oceną sytuacji tak dobrze, jak to zwykle bywało. Wiem, że to zdanie nie świadczy o mojej skromności. Czasem można zagrać kogoś innego. Stworzyć z życia spektakl jak artyści zainteresowani performancem. Nie wyobrażam fizycznego okaleczania się, ani publicznie, ani w samotności. Dopuszczam jedynie psychiczny masochizm, który także nie służy niczemu dobremu, ale wydaje się być mniej radykalnym, choć, paradoksalnie, wyrządza większe szkody.
Skupiam się na chłodnym powiewie wiatru i na przejeżdżającym tramwaju. Kiedy oprę się plecami o ścianę, czuję delikatne drgania, które wprawiają mnie w absurdalny stan. Mogę mówić o wszystkim, myśleć o wszystkim i milczeć o wszystkim w jednym momencie. Tak zwany multitasking. To mi przypomniało, że miałam kiedyś napisać o tym, jak bardzo nie lubię wszelkich wtrąceń z języka angielskiego i sytuacji, kiedy ludzie mówią, że nie da się ich zastąpić żadnym polskim słowem, a w rzeczywistości istnieją odpowiedniki, a nawet jeśli nie, to, w moim odczuciu, powinniśmy rozwijać nasz język, bo odnoszę wrażenie, że ubożeje z każdym dniem.
Zielone drzewo przy drodze też potrafi zainspirować. Teraz widzę zielony dach. Zielony odcień w oczach przyjaciółki i zielone barierki przy kwietnikach. Ostatecznie mignęła mi też zielona nakrętka. To kolor dzisiejszego dnia, ponieważ odczuwam lekką tęsknotę, tak jak dryfujący długo na tratwie rozbitkowie, którzy po dniach błądzenia w końcu dostrzegają zielony ląd.
Kartie
Komentarze
A tak bardziej serio, fajny wpis :)
"Czasem można zagrać kogoś innego" - Czasem Całe życie można grać kogoś innego. Albo zmieniać odgrywaną postać. Ale.. Czy będąc sobą nie jest się jednocześnie osobą grającą i odgrywaną ?:)
Miło mi, że się podoba. Źle przyjmuje się krytykę przy takim uzewnętrznieniu, ale cały czas się na to przygotowuję.
Dlatego o tym piszę, bo irytuje mnie to nawet w moim własnym języku (co do performance'u (?) i multitaskingu).
Miło, że kogoś inspiruję :)
A rozwijając moją myśl - Wszyscy wokół mówią " Bądź sobą".. Fajny slogan, ale czy bycie sobą określa się do szarej egzystencji i robienia tego na co ma się ochotę, czy bycie sobą to znaczy - wykreowanie swojej postaci, na taką którą chce się być ? :)
Krytyka nie jest zła. Jak się wypieprza cały syf napisany przez hejterów, którzy poczują się lepiej gdy kogoś opieprzą cała reszta to po prostu feedback ( kolejne słówko z obcego języka, którego nie potrafię zamienić na coś co ładnie brzmi i oddaje cały sens), który należy brać z dystansem :)
Bycie sobą to bycie takim, jakim chce się być w granicach, na które pozwalają nam inni i my sami.
Zgadzam się, że krytyka nie jest zła. Nawet lubię ją dobrze podaną. Mnie właśnie trochę martwi, że nie mam hejterów, dlatego tylko na nich się przygotowuję :)
Czemu w granicach na jakie nam pozwalają inni ? Gdzie są te granice ?
Rzeczywistość jest po pierwsze subiektywna, po drugie, można ją modelować, urabiać, kreować :) Taka nieograniczona plastelina :) ( niczym Neverhood, jeśli to porównanie coś Ci mówi :D )
"Wyróżniaj się, ale po cichu"? :D
Ciężko wytyczyć przebieg takiej granicy. Myślę, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie dokładnie się znajdują.
Z rzeczywistością wszyscy ciągle to robimy.
Niestety, Neverhood nic mi nie mówi :)