Jak oddzielić...?

Czy muszę tak często się mylić? Czy nie mogłabym po prostu od początku wiedzieć, czy jest tak, jak myślę, uważam, chcę oczekiwać, czy nie? Jestem tak oburzona swoją nieudolnością, że dzisiaj nie będę prawie w ogóle używać swoich słów. Zdam się na autorytety.

"Ach, jakiż dreszcz przebiega wszystkie me żyły, gdy palec mój przypadkiem dotknie jej palca, gdy nasze stopy spotykają się pod stołem! Cofam się jak przed ogniem, a jakaś tajemna moc pociąga mnie znowu; czuję zamęt we wszystkich zmysłach. O, a jej niewinność, jej prosta dusza nie czuje, jak bardzo mnie męczą te drobne poufałości. Gdy w rozmowie kładzie swą rękę na moją i wśród przejęcia się tematem bliżej się do mnie przysuwa, gdy boski oddech jej ust dosięga warg moich, zda mi się, że padam jakby rażony piorunem."
Johann Wolfgang Goethe "Cierpienia młodego Wertera"

Mur, do którego zostaliśmy przyparci, zaczyna się na nas walić. Czy rzeczywiście jesteśmy tak schematyczni? Nawet, próbując odbiec od utartych stereotypów? Zakochany oddala się i świat się oddala.

"Chociaż każda miłość przeżywana jest jako jedyna, chociaż podmiot odpycha myśl, że może się ona powtórzyć później, niekiedy dostrzega jakby rozproszenie miłosnego pragnienia; rozumie wówczas, że do samej śmierci zdany jest na łaskę i tułaczkę od jednej miłości do drugiej."
Roland Barthes "Fragmenty dyskursu miłosnego"

Czy musi tak być? To swego rodzaju mechanizm obronny. Co stałoby się z nami, gdybyśmy kochali tylko raz, jedną, wielką, niepowtarzalną miłością naszego życia i mielibyśmy dodatkowo takiego pecha, iż byłaby ona platoniczna? Czekałaby nas podróż z depresją lub zwinięcie żagli w czasie trwania rejsu. 

Dobrze nie czuć presji. Dobrze jest zachować swoją własną tożsamość. Dobrze jest żyć w zgodzie ze sobą i bez wewnętrznych tortur. Najlepiej jest nie ograniczać siebie samego bardziej, niż jest to wymagane. 
Albo miłość, albo twórczość? Czy zakochując się, skazujemy siebie samych na samotność? Podpisujemy swego rodzaju pakt. Każdy na innych osobistych warunkach. Jednak, kiedy obdarzymy kogoś prawdziwym uczuciem, nieuniknione staje się oddanie mu cząstki naszej duszy. Kim w takim wypadku się stajemy? 

Zaufanie, rozmowy, uśmiech, kontakt, pasja, wspólnota, bliskość - siedem istotnych czynników. Szukanie miłości z niemal stuprocentową pewnością gwarantuje niemożliwość jej znalezienia. Można dawać proste wskazówki, ale nie doprowadzą one do rozwiązania. Zwykle tworzy się je tylko po to, aby dać złudzenie przybliżenia, które w rzeczywistości skutkuje zagmatwaniem i zaplątaniem we własnych dążeniach. 

Co się stało z zasadą "złotego środka"? Co się stało ze mną? 

Jak oddzielić nagle serce od rozumu

Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu?

M. Grechuta


Kartie

Komentarze

Anonimowy pisze…
Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?
Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych?

:)