Będzie lepiej?

Przygryzam wargę, wcale nie mając nic na myśli. Nie tracę gruntu pod stopami. Nie rozpadam się na milion kawałków. Wcale nie wyśmiewam żadnych tekścideł. I nie szukam krawata.

Pozwalam moim stopom na chwilę odpoczynku za unoszenie mnie przez parę godzin. Odrobinę ubolewam nad faktem, iż moja podwiązka o zacnej nazwie "Odessa o zmierzchu" nie miała zastosowania tamtej nocy. Dzisiaj nie będzie metafor. Stare chińskie przysłowie mówi: "nie ma miłości, jest matematyka". A może to był Yoda?

Czy mam jakieś brutalne cytaty w zanadrzu? Wyciągnę tego asa z przykrótkiego rękawa. Gdybym kiedyś pisała otwarcie o wszystkim, co mnie drażni, nikt nie chciałby tego czytać. Gdybym miała pisać teraz, nie byłoby o czym. Kolejny zachęcający cytat z książki, której wciąż nie mam czasu skończyć:

"Szczególne obrzydzenie sprawiało Zenonowi, gdy machinalnie przebiegając oczami kronikę miejscowych wypadków w tym niby to własnym piśmie, oglądał dramaty małego miasta, kradzieże, bijatyki i samobójstwa, podane w sposobie żartobliwym. Tytuły opowiadanek, nieoczekiwane zakończenia - to robił mały, chudy chłopak, Chąśba Marian, piszący poza tym zjadliwe wiersze i protegowany tutaj przez Elżbietę jeszcze za redakcji Czechlińskiego. Wykonywał te dowcipy za grosze - głodny, gorzki, ironiczny, zawsze coś cichaczem knujący - sam jakby na to przeznaczony, by kiedyś żartobliwie wyskoczyć przez okno albo powiesić się w ustępie."
Zofia Nałkowska, Granica

Wczoraj zastanawiałam się, gdzie mogę znaleźć odpowiedź, a dzisiaj mam wrażenie jakby to wszystko przeszło. Znajduję się w brodziku, robię malutki kroczek i już się z niego wydobywam. A mówią, że można utonąć w szklance wody. Lepiej być obrazoburcą? Może pogram chwilę.
Co wrażliwszym polecam przerwanie czytania w tym momencie i kontynuację od zielonego tekstu.

"- Wstawaj. Chłopcy dzwonili, że w nocy przywieźli jakąś młodą samobójczynię.

Przypomniałem sobie gadki o rypaniu i pognałem za dziadkiem. Przypuszczalnie ustanowiłem rekord świata w biegu o kulach.

Łapiduchy tasują karty, zerkając znacząco na wymoczka. Ten po pierwszym rozdaniu, które rozegraliśmy nawet nie wiem jak, wyjął z szafki miotłę i burknął coś pod nosem, co miało znaczyć "idę pozamiatać". Faceci zaciągnęli mnie na pierwsze piętro z wielkimi, zamalowanymi na biało oknami, każde z wydrapaną dziurką, przez którą widać było salę. Chudzielec zsunął jedno prześcieradło. Na kamiennym postumencie leżała piękna naga dziewczyna. Pociągnął ją tak, żeby jej nogi zwisały, po czym z wysiłkiem rozłożył je i opuścił spodnie."
Jan Pelc, ...będzie gorzej

To by było na tyle z oburzeń, sprzeciwów. Przeszłam obok. Tym razem ja. Obecna jak nigdy wcześniej. Sens jest nie tu, tylko tam. Wiem, że i tak każdy przeczytał tego Pelca. Nie jestem jakoś niepokojąco zdrowsza? Im bardziej pokręcony umysł, tym prostsze ciało? Ha, nie ma mowy, żeby to tak działało. Zbyt wiele kontrprzykładów ostentacyjnie podkreśla swoje istnienie. Nie muszę się oglądać, żeby patrzyły na mnie. To już nie jest żadna ogłuszająca odmiana schizofrenii. Dzisiaj dzień mniej dopracowanego języka. Funkcja magiczna i performatywna. Wzmacniam kości i nie chowam kciuka w pięści. 

Pora skończyć tę walkę. Szybki nokaut z mojej strony, nie w moją stronę. Rozluźnienie zachowania niesie za sobą rozluźnienie języka. Niektórzy powinni jednak czasem trzymać swój na uwięzi. 

Po niesamowitej zabawie. Z nadzieją na śmieszne zdjęcie (o ile retusz bywa śmieszny). Gdyby wszystko działo się od razu...

Nie, nie ma potrzeby przyspieszania czasu. Gdzie się spieszyć? Po co wywoływać przyszłość? Jesteśmy tu i teraz, więc potraktujmy jako błogosławieństwo chwile, które właśnie przeżywamy. Nie chcę już nic popędzać. Nie uciekam przed diabłem tasmańskim.


Kartie

Komentarze