Hołd dla ukochanej
Już dłużej nie wiem, czy smucę się nieszczęściem czy własnym smutkiem?
Zapamiętam Cię jako tę wrażliwą kobietę opowiadającą o swoim trudnym dzieciństwie, rodzinie, pamiętającą mnóstwo historii, czego zawsze Ci zazdrościłam, a co inspirowało mnie do utrwalenia ich. Wiedziałaś więcej o korzeniach drzewa genealogicznego dziadka niż on sam. Najlepiej rozmawiało się w kuchni - to było Twoje naturalne środowisko, a poza nim lub gdy ktoś ograniczał tę przestrzeń, stawałaś się już zupełnie inną osobą. Podczas lepienia pierogów (ale, jak już pewnie kiedyś wspominałam, ja tylko nakładałam nadzienie, a to do babci należała ta główna czynność) wiele razy miałam okazję usłyszeć barwne historie o wujkach, ciociach, kuzynostwie. O tym, że jeden miał głos jak dzwon i zawsze w kościele było słychać jego piękne wykonania pieśni. O łąkach i paszeniu krów. Wyobrażam sobie Ciebie, babciu, jako sześciolatkę przemierzającą polną drogę z otaczającymi Cię gęsiami. Chciałam nagrać te wszystkie opowieści. Zrobić rodzinną "księgę pamięci". Zdaje się, że lubiłaś "Nad Niemnem", a może to byli "Chłopi"? W każdym razie zawsze wzbudzały w Tobie zachwyt wszelkie opisy natury.
Mówiłaś mi kiedyś, że mogłaś zostać biologiem - interesowały Cię wszelkie żywe stworzenia. Już w dzieciństwie uwielbiałaś obserwować zwierzęta. Później objawiało się to przez trzymanie różnych żyjątek (bo nie zawsze były takie typowe jak psy czy koty). Był pies o imieniu Żaba. Pamiętam, że babcia też dokarmiała koty. Zostawiała im resztki z rosołu. Troszczyłaś się nawet o pająki, co kiedyś wydawało mi się dziwne, ale od jakiegoś czasu rozumiem, jakie miało to znaczenie. Wydaje mi się, że słyszałam też jakoby jakiś jeż miał sobie przez chwilę mieszkać z Wami w mieszkaniu. Byłaś zdeterminowana i chciałaś, żeby wszystkim było dobrze.
Uczyłaś rosyjskiego, kiedyś pracowałaś w Rabce, w szkole przy sanatorium, tam miałaś styczność z różnymi dziećmi, o których później dużo słyszałaś. Ostatnio udało mi się nawet usłyszeć pewne historie z nimi związane. Na pewno byłaś wymagająca, ale wielu z Twoich byłych podopiecznych zaglądało do Ciebie. Pamiętam, jak poprosiłam Cię, żebyś nauczyła mnie czegoś po rosyjsku. Eto gom, eto mak. Chodziłam wtedy jeszcze do podstawówki. Babciu, nauczyłaś mnie szydełkowania. Nie wiem, czy jeszcze pamiętam, jak się to robiło. Lubiłaś haftować i wyszywać serwety. Wprowadzałaś różne nowe wzory i mieszałaś te dostępne w gazetach. Wiem, jaką radość Ci to sprawiało, jaki błysk pojawiał się w Twoich oczach.
Opowiedziałaś mi kiedyś, jak to się stało, że wyszłaś za dziadka. Było o listach, o tym, że Twój kuzyn pojechał ze swoim kolegą Cię odwiedzić. Mieszkaliście w jednej wsi, a nie poznaliście się do tamtego momentu.
Na prawie każdym rodzinnym spotkaniu słyszałam historyjkę o tym, że kiedyś zostawaliśmy u Was na wieczór (lub na noc), a ja chyba usłyszałam, jak tata mówił, żeby nas babcia nakarmiła. Gdy nadszedł czas kolacji - piękne kanapeczki, kolorowe, pokrojone, starannie przygotowane - ja nie chciałam jeść. Wołałam tylko: "Tata powiedział, że masz nas nakarmić!". Nie wiem, czy udało się mnie w końcu przekonać, że to nie było dosłowne, ale podobno byłam bardzo zawzięta. Te noclegi u dziadków były wspaniałe. Tyle się działo! Babcia zostawiała nam wolną rękę, ale cały czas z nami była i pomagała, gdy tylko czegoś potrzebowaliśmy. Jak byliśmy młodsi, chodziła z nami na "działki". Niewiele pamiętam, ale w wyobraźni zachowała mi się ławka, kolorowe kwiaty i rozłożyste, choć niskie drzewa. Tam też zdarzały się koty. Szło się tam spod bloków wąską dróżką, mijając garaż, kapliczkę i uchylając się przed praniem rozwieszonym na drutach zawiązanych na drzewach. Często wołaliśmy do babci z podwórka, na którym grywaliśmy w "Państwa-miasta" (wersja z rysowaniem koła i rzucaniem patyka). Ona patrzyła na nas z okna kuchni.
Wydaje mi się, że była typem osoby najlepiej czującej się w domu, chociaż nie wątpię, że chętnie dałaby się porwać na jakąś większą podróż. Lubiła czytać książki. Moje ostatnie wspomnienie to ona na bujanym fotelu, który dostała na imieniny, z krzyżówką w rękach. Język, jakim mówiła, był zawsze przemyślany, ale płynny. Jakby była urodzoną pisarką. Wcześnie straciła swoją matkę, nie miała najlepszych relacji z macochą, jako dziewczynka miała dużo obowiązków. Słuchając tego, szukałam jakiegoś sposobu, aby ukoić ten ból, ponieważ wszelkie emocje zdawały się być tak nasycone, jakby były przeżywane za każdym razem na nowo. Mieszkała w internacie, w budynku, który chyba już nie istnieje.
Zadzwoniła do mnie przed studniówką. Wiedziałam, że to pożegnanie. Uśmiecham się, gdy przypominam sobie jej słowa: "Uważaj, żebyś nie zrobiła czegoś głupiego. Czasem niewiele wystarczy". Tyle było w nich troski i uczucia. Ja tylko uspokoiłam ją tłumacząc, że jestem odpowiedzialna i że postaram się pokazać jej zdjęcia ze studniówki tak szybko, jak tylko jakieś będę miała. Wciąż słyszę jej głos i widzę delikatny uśmiech stworzony przez zaciśnięte wargi. Nigdy nie miałam takiej nadziei jak teraz.
Niech w Niebie mają Twoich pierogów z jagodami i krokietów pod dostatkiem.
Abyś choć teraz mogła odczuć ulgę.
Twoja wnuczka, Kasia
Zapamiętam Cię jako tę wrażliwą kobietę opowiadającą o swoim trudnym dzieciństwie, rodzinie, pamiętającą mnóstwo historii, czego zawsze Ci zazdrościłam, a co inspirowało mnie do utrwalenia ich. Wiedziałaś więcej o korzeniach drzewa genealogicznego dziadka niż on sam. Najlepiej rozmawiało się w kuchni - to było Twoje naturalne środowisko, a poza nim lub gdy ktoś ograniczał tę przestrzeń, stawałaś się już zupełnie inną osobą. Podczas lepienia pierogów (ale, jak już pewnie kiedyś wspominałam, ja tylko nakładałam nadzienie, a to do babci należała ta główna czynność) wiele razy miałam okazję usłyszeć barwne historie o wujkach, ciociach, kuzynostwie. O tym, że jeden miał głos jak dzwon i zawsze w kościele było słychać jego piękne wykonania pieśni. O łąkach i paszeniu krów. Wyobrażam sobie Ciebie, babciu, jako sześciolatkę przemierzającą polną drogę z otaczającymi Cię gęsiami. Chciałam nagrać te wszystkie opowieści. Zrobić rodzinną "księgę pamięci". Zdaje się, że lubiłaś "Nad Niemnem", a może to byli "Chłopi"? W każdym razie zawsze wzbudzały w Tobie zachwyt wszelkie opisy natury.
Mówiłaś mi kiedyś, że mogłaś zostać biologiem - interesowały Cię wszelkie żywe stworzenia. Już w dzieciństwie uwielbiałaś obserwować zwierzęta. Później objawiało się to przez trzymanie różnych żyjątek (bo nie zawsze były takie typowe jak psy czy koty). Był pies o imieniu Żaba. Pamiętam, że babcia też dokarmiała koty. Zostawiała im resztki z rosołu. Troszczyłaś się nawet o pająki, co kiedyś wydawało mi się dziwne, ale od jakiegoś czasu rozumiem, jakie miało to znaczenie. Wydaje mi się, że słyszałam też jakoby jakiś jeż miał sobie przez chwilę mieszkać z Wami w mieszkaniu. Byłaś zdeterminowana i chciałaś, żeby wszystkim było dobrze.
Uczyłaś rosyjskiego, kiedyś pracowałaś w Rabce, w szkole przy sanatorium, tam miałaś styczność z różnymi dziećmi, o których później dużo słyszałaś. Ostatnio udało mi się nawet usłyszeć pewne historie z nimi związane. Na pewno byłaś wymagająca, ale wielu z Twoich byłych podopiecznych zaglądało do Ciebie. Pamiętam, jak poprosiłam Cię, żebyś nauczyła mnie czegoś po rosyjsku. Eto gom, eto mak. Chodziłam wtedy jeszcze do podstawówki. Babciu, nauczyłaś mnie szydełkowania. Nie wiem, czy jeszcze pamiętam, jak się to robiło. Lubiłaś haftować i wyszywać serwety. Wprowadzałaś różne nowe wzory i mieszałaś te dostępne w gazetach. Wiem, jaką radość Ci to sprawiało, jaki błysk pojawiał się w Twoich oczach.
Opowiedziałaś mi kiedyś, jak to się stało, że wyszłaś za dziadka. Było o listach, o tym, że Twój kuzyn pojechał ze swoim kolegą Cię odwiedzić. Mieszkaliście w jednej wsi, a nie poznaliście się do tamtego momentu.
Na prawie każdym rodzinnym spotkaniu słyszałam historyjkę o tym, że kiedyś zostawaliśmy u Was na wieczór (lub na noc), a ja chyba usłyszałam, jak tata mówił, żeby nas babcia nakarmiła. Gdy nadszedł czas kolacji - piękne kanapeczki, kolorowe, pokrojone, starannie przygotowane - ja nie chciałam jeść. Wołałam tylko: "Tata powiedział, że masz nas nakarmić!". Nie wiem, czy udało się mnie w końcu przekonać, że to nie było dosłowne, ale podobno byłam bardzo zawzięta. Te noclegi u dziadków były wspaniałe. Tyle się działo! Babcia zostawiała nam wolną rękę, ale cały czas z nami była i pomagała, gdy tylko czegoś potrzebowaliśmy. Jak byliśmy młodsi, chodziła z nami na "działki". Niewiele pamiętam, ale w wyobraźni zachowała mi się ławka, kolorowe kwiaty i rozłożyste, choć niskie drzewa. Tam też zdarzały się koty. Szło się tam spod bloków wąską dróżką, mijając garaż, kapliczkę i uchylając się przed praniem rozwieszonym na drutach zawiązanych na drzewach. Często wołaliśmy do babci z podwórka, na którym grywaliśmy w "Państwa-miasta" (wersja z rysowaniem koła i rzucaniem patyka). Ona patrzyła na nas z okna kuchni.
Wydaje mi się, że była typem osoby najlepiej czującej się w domu, chociaż nie wątpię, że chętnie dałaby się porwać na jakąś większą podróż. Lubiła czytać książki. Moje ostatnie wspomnienie to ona na bujanym fotelu, który dostała na imieniny, z krzyżówką w rękach. Język, jakim mówiła, był zawsze przemyślany, ale płynny. Jakby była urodzoną pisarką. Wcześnie straciła swoją matkę, nie miała najlepszych relacji z macochą, jako dziewczynka miała dużo obowiązków. Słuchając tego, szukałam jakiegoś sposobu, aby ukoić ten ból, ponieważ wszelkie emocje zdawały się być tak nasycone, jakby były przeżywane za każdym razem na nowo. Mieszkała w internacie, w budynku, który chyba już nie istnieje.
Zadzwoniła do mnie przed studniówką. Wiedziałam, że to pożegnanie. Uśmiecham się, gdy przypominam sobie jej słowa: "Uważaj, żebyś nie zrobiła czegoś głupiego. Czasem niewiele wystarczy". Tyle było w nich troski i uczucia. Ja tylko uspokoiłam ją tłumacząc, że jestem odpowiedzialna i że postaram się pokazać jej zdjęcia ze studniówki tak szybko, jak tylko jakieś będę miała. Wciąż słyszę jej głos i widzę delikatny uśmiech stworzony przez zaciśnięte wargi. Nigdy nie miałam takiej nadziei jak teraz.
Niech w Niebie mają Twoich pierogów z jagodami i krokietów pod dostatkiem.
Abyś choć teraz mogła odczuć ulgę.
Kiedyś rozmawiałyśmy o tej piosence.
Znów wędrujemy
Znów wędrujemy
Twoja wnuczka, Kasia
Komentarze