Tęsknoty, tkliwości, żale
A jednak wszystko, o co ludzie tak bardzo dbają, stało się dlań już obojętne - poznał nicość wszystkiego.
Antoine de Saint-Exupéry, Nocny Lot
Nie czuła się niczym więcej. Wciąż nie opuszczało jej wrażenie nieautentyczności. Jak czuć się prawdziwym? Dlaczego jej tak na tym zależało? Rama obrazu wydawała się być zakurzona, ale efekt ten w odpowiednim świetle wywoływała tylko faktura tworzywa, z którego ją wyrobiono. Właściciel pieczołowicie doglądał swoich skarbów, aby przypadkiem nie stała się im żadna krzywda. Owe przedmioty nie miały dużej wartości materialnej, choć były nieporównanie piękniejsze od wielu dzieł, które, można powiedzieć, osiągnęły komercyjny sukces. Obserwowała go, jak przykrywał płótnem swój najnowszy nabytek, którego premiera zaplanowała była na wieczór. Trzeba wiedzieć, że każdy jego "eksponat", jak je nazywał, był oficjalnie prezentowany na przyjęciu wydawanym specjalnie na jego cześć. Zapatrzyła się na żółte róże stojące w przezroczystym wazonie.
- Czemu pytasz o to zawsze teraz?
- A kiedy indziej można?
- Nie.
- Co mam zrobić?
- Nie pytać, nigdy teraz.
Oboje byli zaskoczeni swoją rozmową. Brwi gospodarza uniosły się lekko i, choć dla postronnego mogłyby wyrażać tylko gniew, były świadectwem niepewności i lęku. Jak to jest, że to inni decydują o tym, co czuje? Po pewnym czasie zaczyna mieć dość nieskutecznej walki z oczekiwaniami, a zaczyna podążać wraz z ich wartkim nurtem. Nie oczekuje aprobaty. Od świata zawsze wymagał tylko spokoju... i piękna. Brwi wróciły wreszcie do naturalnej pozycji. Ona uśmiechnęła się do swoich myśli.
- Więc tak to wygląda... - pomyślała, a jej twarz przybrała wyraz zadumy. Nie było to jednak zwyczajne zamyślenie. Wszystko wyglądało, jakby wciąż grała i nigdy nie opuszczała desek teatru. Ale czy świat w rzeczywistości, zgodnie ze stwierdzeniem Shakespeare'a, nie był teatrem? Skłonna zgodzić się z tym, bez względu na jej aktualną opinię, ona świetnie odnajdywała się w roli marionetki i tylko czekała aż ktoś zacznie sprawować kontrolę nad jej krzyżakiem, a w usta włoży słowa, których nigdy by się po sobie nie spodziewała.
- Mówienie o winie nie wydaje mi się adekwatnym zajęciem.
- Winie? Nikt nie jest winny.
- Czy tak trudno mówić coś dobrego?
- Nie było złego! To nie w mojej naturze.
- Czyżby?
- Nie słuchasz.
- Czy ich śmiechy zostały przerwane? Wystarczyło parę zdań.
Oboje poczuli się urażeni. Łatwo wejść w rolę oprawcy, ale co jeśli mamy do czynienia z dwiema ofiarami? Tak sobie obcy, ale jednocześnie zawsze "oboje", wspólnie odczuwający niesprawiedliwość, którą sami sobie zadają. Atakują nieskłonni do ugody, ale to od zawsze obrona własna. Nikt nie zaczął pierwszy. Nikomu nie będzie dane tego przerwać. Tylko trzy wiedźmy naostrzą swoje nożyce. Zapomnieli, że już w to nie wierzą.
- Nie chcę.
- Czego znowu nie chcesz?
- Nie chcę tego wszystkiego.
- Nic?
- Nie chcę budzić się z poczuciem, że to nie była t a droga.
- Nie czujesz szczęścia?
- Nigdy go nie było.
- Czy to aluzja?
- Mówię otwarcie.
- Tak sądzisz? Po co nam kolejna kłótnia?
- Nigdy żadnej nie było.
- Może i prawda. To nie jest normalne. Łatwiej przyjąć, że wszystko już się kiedyś wydarzyło, że mamy doświadczenie. Nie tego chcesz? Nie chcesz wspólnie doświadczać?
- Po co? Nie chcę.
- Czego właściwie chcesz?
- Nie...
- Czego pragniesz? Nie rób uników.
- Unikać? Tak robią tchórze!
- Sądzisz, że nim nie jesteś?
- Nie wiem. Chcę w to wierzyć. Wierzę w to, więc nie jestem.
- Czy właśnie wiara nie świadczy na twoją niekorzyść?
- Nie mów nic o tym. To nie była moja decyzja.
- A czyja?
- Nie moja. To zdarzyło się samo. Nie mam doświadczenia...
- Ale teraz już chcesz je mieć?
- Nie, nadal nie.
- Nie rozumiem.
Oboje poczuli chęć opuszczenia tego przyciasnego, duszącego pomieszczenia. Wciąż tylko nie mogli dojść do wewnętrznego porozumienia, czy aby na pewno razem czy koniecznie osobno. Czy to ma wpływ, na to co później się wydarzy? Ściany na zmianę - rozszerzały się i kurczyły. Wszystko wirowało, ale to tylko świat. Parę oddechów w jednym momencie. Parę mrugnięć oczyma. Parę wysuszonych łez, które nigdy nie miały okazji spłynąć. Parę samolotów, które wyruszają w nieznane, gdyż nie dana jest im pewność, że dotrą do celu. Nikt może tam nigdy nie dotrzeć. Bez zaprzeczenia. Otwarcie okna na nic się nie zda. I tak pozostanie tylko wspomnienie tego obłędu. Szaleństwo nie jest niczym trwałym. Spłynie po wszystkich i znowu trafi do tej rzeki. Po co więc się opierać, jeśli można wejść tam z własnej woli? Czy to realne, że mogą już nigdy więcej nie zobaczyć tego układu rzęs, wykrzywionego kącika ust, pary na szybie, przy której postawiono czajnik, wygiętej poduszki na fotelu, światła odbitego od klosza lampy?
- Co teraz?
- Co później?
- Nic ważnego
- Nic ważniejszego.
- Wiesz, że to nie moja wina?
- Słychać w twoim głosie. Mówisz inaczej, ale to nie jest żaden przytyk.
- Nie musisz mi wierzyć.
- Nie muszę. Czy muszę próbować?
- Ja ci nie powiem.
- Kto tak?
- Wiem, o co chodzi. Tak wyszło. Kłamstwo to ochrona.
- Nie chcę ochrony. Nie proszę się o nią.
- Teraz mogę...
- Za późno. Uderzenie będzie tylko kolejną falą morza niedopowiedzeń.
- Nie wiesz, o czym mówisz.
- Nie wiem. Ty też nie wiesz.
Komentarze