Filozofia strusia

Kim lepiej być - ofiarą czy składającym ofiary?

A jeśli składam ofiarę z siebie? Zakopuję po kawałku, grzebię w piasku i wyuczam u siebie odruchy strusi? Byle nie beton. Na szczęście nic nie jest utwardzone. Panta rhei.

"Mężczyźni! Jakiś niższy gatunek ludzki, rodzaj zwierząt, które należy opanowywać, ujarzmiać, tresować, które trzeba umieć trzymać. Poświęca się temu całe życie, całą inteligencję uczucia, całą przemyślność instynktu, stwarza się nową dyscyplinę psychologiczną, pełną wskazań, norm i paragrafów - na próżno.

Czy na przykład mówi kto kiedy, że jakiś mężczyzna <<umie postępować z żoną>>? Nie. Bo kobieta jest kimś, z kim można się dogadać, na kogo można liczyć, komu można zaufać.

Ale mówi się powszechnie: <<ona umie postępować z mężem>>. Albo: <<ona nie umie postępować z mężem>>. (...) Cóż to znaczy? To znaczy, że to są jakieś istoty, z którymi nie ma zwykłego stosunku człowieka do człowieka, istoty wrogie, nieobliczalne, pełne dzikich instynktów, tajemnicze i kłamliwe. Trzeba je za wszelką cenę odgadnąć, trzeba się przeciw nim zbroić, życie z nimi wciąż grozi niebezpieczeństwem i zgubą. Nic nie jest niewątpliwe, nic nie jest pewne - a za to możliwe jest wszystko."

Zofia Nałkowska, Granica


Nie zgadzam się z tym, co kiedyś napisałam. Kiedyś nie zgodzę się z tym, co teraz piszę. Pocieram zmarznięte palce. Wykręcam dłonie do momentu, aż usłyszę charakterystyczny trzask. Prostuję plecy i chwytam tego wściekłego byka za rogi. Nie wyrwie mi się. Jestem opanowana, a swój spokój przeleję na każdego, kto udostępni mi swoje naczynie. Koniec z wkręcaniem się jak śruba w podłoże. Zbuduję sobie cokół tylko po to, żeby z niego zejść. Na co komu taka śruba?

Otworzę oczy. Sobie. Innemu. Innej. Wszystkim.
Zamknę usta. Otworzę je, kiedy przyjdzie ten odpowiedni. Moment.

Decyzje są łatwe do podjęcia. Nie odkładam ich na ostatnią chwilę.

Taka zima robi na mnie dobre wrażenie. Kiedy nie ślizgam się po powierzchni pustych słów, nie zatonę, jeśli lód się ukruszy. Nie muszę się czołgać, aby dotrzeć do sedna. Nie uklepię sobie stopą drogi. Śnieg topnieje i wraca. Podoba mi się odcień czerwieni, jaki przybierają nosy. Chłonę każdą iskierkę światła odbitego od płatków śniegu. Dawno nie widziałam idealnego kształtu. Od przedszkola nie myślałam o tym, żeby znaleźć płatek i się mu przyglądnąć. Najbrzydsze miejsca teraz wydają się być przeniesione z uroczej bajki o wróżkach i obsypane śnieżnym brokatem zachęcają do zbliżenia się. Iluzja za iluzją buduje ten niesamowity klimat. Przygryzione wargi nasycają się tą czerwienią, która od razu przywołuje wspomnienie Królewny Śnieżki i jej hebanowych włosów, i tego jabłka. Nie kojarzy się z krwią cieknącą z ukłutego wrzecionem palca. Ten mróz zamraża niepotrzebne emocje, dopiero ogień rozpala kryjące się w nas żądze. Wychodzi na powierzchnię jak mrówki wypełzające ze swojej bazy. Współpracują ze sobą - jedna oddziałuje na drugą.

Bawią mnie zaróżowione uszy. Nie mają w sobie nic z uroku elfich narządów słuchu. To inny typ cudowności. Ułomności ciała zbliżają mnie do ludzi. Budzi się w moim myśleniu rodzaj turpizmu. To inny rodzaj piękna. Relatywizm schematu urody. Co teraz myśleć o sobie? Nic na poważnie. To tylko chwilowa fascynacja obserwacjami, a może początek wspaniałej kariery? Uśmiecham się, dotykając kolejnych klawiszy. Dużo lepiej byłoby pisać ręcznie, ale nie miałabym okazji zetrzeć lakieru z przycisków do kasowania. Niszczenie nie kojarzy się z miłością. Czy naprawdę takie romantyczne jest wydrapywanie serca na ławce? Gdy na to patrzę, mam ochotę wydrapać swoje i rzucić w stronę tego, który dokonał tamtego dzieła. Za dużo brutalności i zbliżenia do Tarantino. Tymczasem walczę z myślowymi systemami, które nakazują mi kojarzenie pewnych miejsc z pewnymi wydarzeniami. Jakie to straszne przeżywać ten sam koszmar zawsze na nowo, ilekroć tylko znajdę się w pobliżu! Nadąsana mrużę oczy, biorę głębszy wdech, zaciemniam swój widok, próbując wyobrazić sobie coś innego i, zaciskając mocniej usta, zmuszam się do uśmiechu. Ot, taka magia.

Wyobraźcie sobie swój najgorszy koszmar. A teraz, że wszystko to, czego się boicie, zaczyna się dziać na żywo. Realizuje się, a Wy nie macie na to najmniejszego wpływu. Spływacie razem z bezlitosnym prądem własnych zarzutów, wyrzutów i tragedii. Nie zatrzyma Was ten, który jest za to odpowiedzialny. Teraz przypomnijcie sobie swoje największe marzenie. Załóżcie, że przez tamten koszmar nigdy się nie spełni. A teraz wróćcie pamięcią do najprzyjemniejszego i najcudowniejszego wspomnienia z Waszego życia. Nic już nie jest takie samo. Trudno wrócić do labiryntu, po tym jak raz wznieśliśmy się w powietrze.

„Kto choć raz zerknął w słońce, dla tego nawet półmrok już staje się ciemnością. Stąd biorą się nasze poszukiwania klucza – takiego klucza, który by otworzył przed nami kryjówkę demonów.”
ks. Józef Tischner, Ksiądz na manowcach


Trudno się odnaleźć po takim zderzeniu. Jakbym już nie była tym samym człowiekiem. Przechodzę przez drzwi.

Kartie

Komentarze