Afirmacja cyfry "5", pod którą kryje się osoba


Na początek zacznę od optymistycznego akcentu, czyli zacytowania zapytania (a raczej dwóch zapytań), które nastąpiło (nastąpiły), kiedy mój brat znalazł na mojej komodzie niebiesko-czerwone opakowanie z solą, a ja wytłumaczyłam jego pochodzenie, zresztą całkowicie zgodnie z prawdą, faktem, że jadłam frytki i dodawali tąż paczuszkę do "zestawu", na to (tutaj nastąpi właściwa część zdania) on się zdziwił:
"czemu jadłaś frytki?
gdzie jadłaś frytki?"
a mnie pozostało jedynie uśmiechnąć się szeroko wewnętrznie oraz zewnętrznie i wrócić do wcześniej wykonywanej przeze mnie czynności, mianowicie czytania "Z wypowiedzi rozproszonych" Edwarda Stachury. 

Oglądnęłam film "Las Vegas Parano" i muszę się zgodzić z wieloma recenzentami, że angielski tytuł dużo lepiej oddawał charakter produkcji. Przebarwione, momentami przerażające obrazy, które, bardzo możliwe, pokazują prawdziwe działanie narkotyków, ale czy to film tylko o substancjach odurzających? Moim zdaniem to także przedstawienie sytuacji człowieka po katastrofie, przygnębiająca wizja samotności, a także skutków wszystkich naszych działań. Wydaje się, że główni bohaterowie są całkowicie bezkarni i w świetle prawa ludzkiego może tak być, ale co z moralnością i etyką? Co się dzieje z ich umysłem? Możliwe, że uciekają w meskalinę i LSD, aby odciąć się od własnych porażek życiowych. Widzieliśmy, co konkretni uzależnieni myślą o opinii przypadkowych ludzi. Istnienie przypomina koszmarny sen, który chciałoby się przerwać, ale, nie wiadomo skąd, pojawiła się jakaś siła i nie pozwala nam zatrzymać tej katorgi, a raczej rozkazuje kontynuować ją mimo wszystko. Z tego punktu widzenia można odebrać cały film jako metaforę tragedii życia - robisz złe rzeczy, wiesz, że to cię uzależnia, miotasz się, przez twoją głowę ciągle przechodzą straszne obrazy, towarzyszy ci lęk i rozbawienie, nie możesz się zdecydować, jesteś niestabilny, wydaje ci się, popełniasz przestępstwo za przestępstwem, zbrodnię za zbrodnią, nie możesz przestać, tak po prostu zakończyć tego trwania. Dość pesymistyczna interpretacja, ale czy surrealiści nie byli właśnie pesymistami? Uważali się, paradoksalnie, za realistów, którzy, oglądając i przedstawiając senne obrazy, doświadczają rzeczywistości, uciekając od niej, poznając ją jak najlepiej i dochodząc do zewnętrznych sprzeczności, także poznawali siebie.

"Jeśli ty dasz mi trochę - ja dam ci dużo!
Jeśli ty dasz mi dużo - ja dam ci dużo więcej!
Jeśli ty dasz mi wszystko - ja też dam ci wszystko!"
Edward Stachura

Moje przemyślenia coraz bardziej przestają być "moje", są strasznie odtwórcze, inspiruję się innymi, a może nawet ich kopiuję. Ciekawe, kiedy takie się stały? Może zawsze były, ale ukryte tak bardzo, że nie zdawałam sobie z tego sprawy? W każdym razie jest to rzecz, której nie chcę zmieniać, choć fajnie byłoby wymyślić coś własnego, pod czym mogłabym się podpisać prawdziwym nazwiskiem i zebrać za to laury, i dostąpić zaszczytów, i stać się sławną i być przepełniona dumą.
"Michał Kątny już miał zasypiać, kiedy naraz wybuchnął cichym śmiechem, bo przypomniało mu się, jak poszedł do jednego faceta i zapukał w drzwi. Nic. Jeszcze raz głośniej. Usłyszał wtedy jakiś hałas i usłyszał, jak ktoś podszedł do drzwi z drugiej strony, od wewnątrz. Zapukał i naraz usłyszał też pukanie z drugiej strony. Czy to było moje pukanie i jakieś drugie, nie moje, czy też tylko moje, a drugie mi się przesłyszało, pomyślał M. K. Zapukał znowu i po chwili rozległo się z drugiej strony drzwi inne pukanie. Dziwne, pomyślał, ja pukam i ktoś mi odpukuje, a nie otwiera drzwi. Trzeci raz zapukał i znowu ktoś mu od wewnątrz odpukał.
Pomyślał chwilę nad zdaniem i powiedział głośno: - Słuchaj, Ty, z drugiej strony. Ja bym Ci otworzył drzwi na Twoje pukanie, ale nie mogę z tej strony. Ale ty możesz otworzyć drzwi na moje pukanie. Więc zrób to i przestań mi odpukiwać, bo nie wiem, co się dzieje."
Edward Stachura

Ten poeta stał się moim ulubionym. Zaczęło się niepozornie od "Życie to nie teatr", przeszło przez szybki przegląd życiorysu, następnie jakiś przypadkowy utwór - tytułu nawet nie pamiętam, a później wizyta w bibliotece, gdzie przeglądałam różne półki w poszukiwaniu czegoś, co mnie zainteresuje i tak trafiłam na książkę w niebieskiej okładce z nadrukowaną fakturą dżinsu, wielką, białą cyfrą "5" i tytułem "Fabula rasa. Z wypowiedzi rozproszonych", którą otwarłam na losowej stronie i zaczęłam czytać. Spodobało mi się. Otwarłam na pierwszej. Zachwyciłam się! Nie mogłam oderwać wzroku i myśli od tej tajemniczej książki, więc musiałam koniecznie ją wypożyczyć. Tak też zostałam tymczasowym przechodnim właścicielem tego zbioru. Czytam długo, ale nie dlatego, że mi się nie podoba. Potrzebuję skupienia i pełnej uwagi, żeby wszystkie, każde, nawet najdrobniejsze, pojedyncze słowo do mnie dotarło. Próbuję poznać świat autora. Mam nadzieję, że na tym moja przygoda z Edwardem Stachurą się nie zakończy, że w końcu zrealizuję swój plan uczenia się wierszy na pamięć (bo i wiersze będą niesamowicie dla mnie pasjonujące). Tyle na temat mojej afirmacji osoby poety, który uważa, że "wszystko jest poezją". Jutro albo może i dziś, a może za tydzień (kto wie?) będzie o mojej filozofii życia. Może trochę, może dużo. Nieważne.

SweetPear

Komentarze