Bez pytań
Cały czas mam wrażenie, że w moim życiu nic się nie zmienia. Pomimo tysiąca postanowień i nowych doświadczeń, czuję, jakby w rzeczywistości czas stał w miejscu. Edward Stachura uważał, że wygasanie miłości jest najlepszym dowodem na przemijanie. W moim przypadku funkcję tegoż dowodu pełni blog, ponieważ, opisując, w miarę na bieżąco, wydarzenia z mojego życia, utrwalam je, a później mogę do nich w każdym momencie wrócić. Jest dla mnie potwierdzeniem zmian, nastrojów i wszystkiego, co tylko mi się przytrafia.
Oddałam w Wasze ręce moje życie, dlatego że artysta bez publiczności przestaje być artystą. Potrzebuje pożywki, żądnego sztuki tłumu, który otoczy go swoim natręctwem, wejdzie w jego buty (dosłownie nie przenośnie) i rozpanoszy się jak najgorsza szarańcza, aby później opuścić, gdy nadarzy się okazja lub teatralnie oddać hołd jako artyście-ponad-wszystko i wynieść na piedestał. Dobrze, dobrze, nie jestem taką artystką. Uważam, że sztuka jest niehigieniczna. W każdym wymiarze. W każdym momencie grozi nam zakażenie. W każdym dziele kryje się zalążek choroby, która może opanować nasze ciało i nasz umysł.
Rozglądam się dookoła, widząc pustkę. Otaczają mnie dziwne przedmioty, których pochodzenie trudno wytłumaczyć. Próbuję zrozumieć, co robię tutaj i teraz. Zapisuje myśli. Ciekawe, jak to jest stworzyć powieść ze swojego życia. Nie mówię o autobiografii. Mam na myśli coś znacznie głębszego. Staram się nie myśleć, o tym, o czym zwykle myślę. Przez okno do pokoju próbuje się dostać srebrzysta ćma. Ciekawe zjawisko, że te owady budzą się nocą, a i tak najbardziej przyciąga je światło. Przylgnęła do okna tak mocno i tkwi w takim bezruchu, że przypomina teraz muzealny eksponat lub element ramki często umieszczanej w salach biologicznych. Zaczyna lekko trzepotać skrzydełkami. Trwającą przez dłuższy czas ciszę zakłóciło nagle brzmienie muzyki. Jest za późno, żeby myśleć szybko i poprawnie. Próbuję nie zadawać pytań, ale to mój znak rozpoznawczy. Sięgam do wnętrza mojej osobowości i próbuję samą siebie poddać własnego opracowania psychoanalizie. Brzmi dość mrocznie, przez co przypomina mi się fragment filmu szalonej pani psycholog lub psychiatry, która własnoręcznie dokonała na swoim ciele trepanacji czaszki i jeszcze to nagrała. Granica pomiędzy sztuką a dziwactwem jest zbyt cienka. Powiedziałabym nawet, że już została naruszona.
Mogłabym pisać lekkie, humorystyczne, może nawet wierszowane utwory, ale chcę mieć okazję do przemyślenia życiowych decyzji, które są jeszcze cięższe do podjęcia niż się wydaje. Mogłabym być kimś innym, ale chcę być sobą. Mogłabym żyć w zgodzie, ale dużo więcej świata poznajemy wykrywając nasze wewnętrzne sprzeczności.
Kartie
Oddałam w Wasze ręce moje życie, dlatego że artysta bez publiczności przestaje być artystą. Potrzebuje pożywki, żądnego sztuki tłumu, który otoczy go swoim natręctwem, wejdzie w jego buty (dosłownie nie przenośnie) i rozpanoszy się jak najgorsza szarańcza, aby później opuścić, gdy nadarzy się okazja lub teatralnie oddać hołd jako artyście-ponad-wszystko i wynieść na piedestał. Dobrze, dobrze, nie jestem taką artystką. Uważam, że sztuka jest niehigieniczna. W każdym wymiarze. W każdym momencie grozi nam zakażenie. W każdym dziele kryje się zalążek choroby, która może opanować nasze ciało i nasz umysł.
Rozglądam się dookoła, widząc pustkę. Otaczają mnie dziwne przedmioty, których pochodzenie trudno wytłumaczyć. Próbuję zrozumieć, co robię tutaj i teraz. Zapisuje myśli. Ciekawe, jak to jest stworzyć powieść ze swojego życia. Nie mówię o autobiografii. Mam na myśli coś znacznie głębszego. Staram się nie myśleć, o tym, o czym zwykle myślę. Przez okno do pokoju próbuje się dostać srebrzysta ćma. Ciekawe zjawisko, że te owady budzą się nocą, a i tak najbardziej przyciąga je światło. Przylgnęła do okna tak mocno i tkwi w takim bezruchu, że przypomina teraz muzealny eksponat lub element ramki często umieszczanej w salach biologicznych. Zaczyna lekko trzepotać skrzydełkami. Trwającą przez dłuższy czas ciszę zakłóciło nagle brzmienie muzyki. Jest za późno, żeby myśleć szybko i poprawnie. Próbuję nie zadawać pytań, ale to mój znak rozpoznawczy. Sięgam do wnętrza mojej osobowości i próbuję samą siebie poddać własnego opracowania psychoanalizie. Brzmi dość mrocznie, przez co przypomina mi się fragment filmu szalonej pani psycholog lub psychiatry, która własnoręcznie dokonała na swoim ciele trepanacji czaszki i jeszcze to nagrała. Granica pomiędzy sztuką a dziwactwem jest zbyt cienka. Powiedziałabym nawet, że już została naruszona.
Mogłabym pisać lekkie, humorystyczne, może nawet wierszowane utwory, ale chcę mieć okazję do przemyślenia życiowych decyzji, które są jeszcze cięższe do podjęcia niż się wydaje. Mogłabym być kimś innym, ale chcę być sobą. Mogłabym żyć w zgodzie, ale dużo więcej świata poznajemy wykrywając nasze wewnętrzne sprzeczności.
Kartie
Komentarze