Proces twórczy

Justynka, nie czytaj tego.

"Problem stanowi skonstruowanie świata, słowa przyjdą prawie same. Rem tene, verba sequentur. Odwrotnie jest w poezji: Verba tene, res sequentur."
Umberto Eco

powieść jako fakt kosmologiczny
zasada antropiczna
echa intertekstualne

Nagromadzenie myśli. Tęsknota. Sprzeczne uczucia. Brak apetytu. Nie wszystko musi być uporządkowane, czasem wystarczy zbitka słów, żeby poczuć rzeczywistość. Dyfuzja wrażeń. Nierealny świat.

Skończyłam czytać "Imię róży".

"Stąd długie studiowanie zdjęć i planów w encyklopedii architektury: trzeba było ustalić plan opactwa, odległości, a nawet liczbę stopni krętych schodów. Marco Ferreri powiedział mi kiedyś, że moje dialogi są filmowe, gdyż trwają odpowiednio długo. Ma rację, bo kiedy dwóch moich bohaterów miało rozmawiać w drodze z refektarza do krużganków, pisałem dialog z planem przed oczyma, a kiedy docierali na miejsce przestawali mówić."
Umberto Eco


Jeszcze bardziej od książki uwielbiam, jak autor ją opisuje. Porusza różne zagadnienia, o których zwykły czytelnik raczej nie myśli i pośrednio zahacza o proces twórczy. Zawsze chciałam być pisarką, która potrafi przewidzieć wszystko. Dopracowuje każdy element co do najdrobniejszego szczegółu, pozostawiając też swobodę interpretacji. Kimś, kto tworzy całość, aby była rzeczywista, zgodna z prawdą i realiami powieści, ale która wychodzi poza utarte schematy, czyniąc opowieść jeszcze ciekawszą. Wieloświat literatury wciąż stoi przede mną otworem i mam nadzieję, uda mi się wysnuć całkowity wniosek i przelać go na papier, zamykając w skończonej-nieskończonej formie.

Chciałabym być niczym Joseph Grand, który ma jeden cel - usłyszeć krótkie zdanie "Panowie, kapelusze z głów!” Sprawić, aby ktoś zatrzymał się nad nim, choćby miał być to jedynie okres przelotnej fascynacji, która minie tak szybko, jak zwykły mijać chwile żywota najdrobniejszych owadów. Poświęcić swoje życie jednemu, jedynemu, ale za to jak ważnemu, zdaniu:

„W piękny poranek majowy wytworna amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, jechała kwitnącymi alejami Lasku Bulońskiego.”

Moim marzeniem jest stać się jak Goethe albo Bułhakow, którzy napisali swoje największe dzieła, nie dopuszczając do jednoznacznych sformułowań. Pragnę chwycić pióro w dłoń i nakreślić nim ramowy plan axis mea mundum. Nie obierać punktu zerowego jako początek, ale zadziornie cofnąć się jeden krok i obrócić na wielu płaszczyznach. Pisać, pisać. Tworzyć, tworzyć. Wymyślać, wymyślać. Pracować, pracować. Kreować, kreować. Nie przerywać.

Uporządkować zbiory nagromadzonych emocji. Przemyśleć każdy akapit. Zastanowić się nad każdym zdaniem. Rozważyć każdy wyraz. Obserwować każdą literę. Zrozumieć każdą kreskę. Pojąć każdą przerwę.

Przelewam wodę. Drapię się za uchem. Robię wielki krok do przodu, cofając się w podskokach. Życie nie musi być bezpośrednie. Mogę je zagmatwać. Mogę nie zadawać pytań. Decyduję o kolorze twarzy. Gdyby zbadać częstotliwość używanych przeze mnie wyrazów, na pierwszym miejscu uplasowałoby się właśnie "życie". Przecież nie ja wybrałam język, którym mówię od urodzenia. Przyszedł do nas wszystkich sam. Jeden. Wyjątkowy język znaków. Widzimy je wszędzie.

Nawet odbicie lustrzane nie jest tym samym, czym powinno nam się zdawać. Sztuka nowoczesna jest bardziej doczesna. Kiedy palce same wystukują rytm klawiszy, już nad tym nie panujesz. Wydaje się, że twoja podświadomość pracuje za ciebie. Nie wybierasz słów sam. To słowa wybierają ciebie. Poddajesz się muzyce swojego umysłu i nie pytasz o nic. Jesteś w danym momencie, w danych realiach. W stadium, z którego nie wypoczwarzy się piękny motyl. Skrywasz wewnątrz bestię. Potwora, który zżera cię od środka. Nie myślisz, więc nachodzą cię koszmary. Śnisz, więc opuszcza cię radość istnienia. Doprowadzasz się do skrajności, nie zdając sobie z tego sprawy.

Po prostu jesteś. Bezimienny. Ty, którego szukam, ale nie znajdę.



Kartie

Komentarze